Polskie reklamy zazwyczaj są śmiertelnie nudne. Jutrzence udała się kampania, której na pewno nie można nazwać nudną. Zobaczcie spoty reklamowe wafelków Grześków, o które internauci od paru dni toczą boje.
Na fanpage'u Grześków, kanale marki na YouTube, a nawet "zwykłych" forach internetowych zapanowało poruszenie. Wafelki reklamowane są od paru dni króciutkimi, nieco absurdalnymi spotami, w których nie do końca wiadomo, o co chodzi. A skoro nie wiadomo, o co chodzi, to wielu internautów widzi najgorsze.
Kontrowersyjny jest zwłaszcza pierwszy spot z cyklu "Zero bujdy", z którego dowiadujemy się, że ten pan nie jest tatą.
"Na serio? Kto to wymyśla? Radzę go zwolnić" – brzmi pierwszy komentarz na Facebooku. "No i po 20 latach Grześki poleciały z listy przekąsek. Tak się traci konsumentów. Gratulacje" – to kolejny fan marki. "Żałosna reklama", "Wstyd mi za Was" – czytam dalej.
Ale są i głosy skrajnie odmiennie: "Cudowna reklama! Oby takich więcej. Przełamujmy te beznadziejne, polskie konwencje! Macie nowego fana". Na YouTube dzieje się dokładnie to samo – jedni piszą, że mało śmieszne, inni, że wręcz denne, jeszcze inni obrażają twórców reklamy i grożą, że przestaną kupować Grześki.
Ta sama dyskusja, tylko w nieco bardziej eleganckiej formie niż na YT, toczy się na Wykopie, gdzie spot z mamą i tatą ma sporo wykopów, ale i bardzo dużo zakopów. Niektórzy buntowniczo oznajmiają, że wolą inne wafelki, a polskie reklamy zawsze były beznadziejne i takie już pozostaną.
Kolejne reklamy Grześków już nie wzbudzają takich kontrowersji jak pierwsza. Ale wciąż wielu internautów ogłasza, że nie są zbyt śmieszne. Albo wręcz, że to "suchar roku".
A Jutrzence tylko w to graj. Takie reklamy tworzy się po to, by stawały się viralami. Nawet jeśli niektórzy będą o nich mówić źle, da się to przeżyć. Ważne, żeby mówili. I najlepiej też udostępniali na Facebooku.
Pytanie tylko, czy ta bomba to przypadkiem nie niewypał. Rzeczywiście wczoraj wszyscy gadali o Grześkach, ale czy za tydzień to wciąż będzie tematem w Sieci? Szczerze w to wątpię. Choć reklamy faktycznie są – jak na polskie możliwości – dość oryginalne, nie sądzę, by miały zostać uznane za najlepsze czy kultowe.
To prawda, że niektórym wydają się kontrowersyjne, ale ja jestem przeciwnego zdania – pomysł, owszem, jest fajny, ale wykonanie razi zachowawczością. Jakby twórcy spotów zatrzymali się w pół drogi, obawiając się, co Polacy powiedzą. Może i to, co pokazali, jest przepisem na internetowy temat dnia, ale na temat miesiąca już niekoniecznie.