Impreza w autobusie i chiński podbój świata [Gadżetomaniak w podróży]

Strona głównaImpreza w autobusie i chiński podbój świata [Gadżetomaniak w podróży]
13.01.2014 08:14
Pół Irlandczyk, pół Rumun
Pół Irlandczyk, pół Rumun
Piotr Gnyp
Piotr Gnyp

Padłem, wstałem, wytrzeźwiałem i poszedłem na imprezę. Wszystko na odwrót. Wszystko przez to, że zachciało mi się być rycerzem w lśniącej zbroi. No i przez Jamesa.

bETXmQbp

Pół Irlandczyk pół Rumun. Pijany, niezorganizowany, z rozsypanymi rzeczami i pomalowany. Jak mówił – z wczorajszej imprezy. Był pełen sprzeczności, naiwności, a jego niebieskie oczy podkreślała spódniczka, którą nosił założoną na spodenki.

Jego niebieskie oczy podkreślała spódniczka
Jego niebieskie oczy podkreślała spódniczka
  • Ej, nie zachowuj się jak dupek – w sumie sam nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Miałem gdzieś, że był pijany, nie przeszkadzało mi, że puszczał swoją muzykę z małego głośniczka. Nawet to, że palił w busiku było dla mnie OK. Ale dla Joy, siedzącej obok mnie Chinki, nie było. I tak oto po kilkudziesięciu latach życia odkryłem, że czasami potrafię i sam siebie zaskoczyć dobrym uczynkiem.
bETXmQbr

O dziwo, James mnie posłuchał, przeprosił i zaczął się tłumaczyć. Po czym wyciągnął brandy. To zdefiniowało wieczór. Podczas podróży wspólnie odkryliśmy, że najbardziej międzynarodowym sygnałem przystanku na fajkę nie jest ani wee wee, ani pee pee, tylko zupełnie niemłodzieżowe toilet. Próbowaliśmy upić Chinkę, przekonując ją, że w sumie każdy powód jest dobry, żeby wypić, a zwłaszcza jeśli ktoś jest chory, bo ku zdrowotności.

Opowiedzieliśmy sobie historie życia (moja ciekawsza), dowiedziałem się, że Polacy na budowach w Anglii narzekają na Litwinów, że zabierają im pracę i ofiarnie skończyłem butelkę jako ten bardziej odpowiedzialny. Dokupiliśmy oczywiście piwo na stacji – w końcu Polak, Irlandczyk dwa bratanki, nie? No i finalnie James po wielu nieświadomych próbach w końcu rozwalił swojego laptopa o podłogę.

  • To tylko rzeczy – skomentował. – Ale wiesz, ile to kosztowało? – dodał zaraz potem.

I wtedy zrozumiałem, jak ogromną nienawiść musieli budzić tu amerykańscy żołnierze. Pomiatający ludźmi, szastający dolarami, pijący i palący tam gdzie nie wolno. 23-letni Jamesowie z Ameryki mówiący o wolności zarabiającym grosze wieśniakom, czyniący z ich córek dziwki, agresywni i pijani. I z bronią. Siedziałem, piłem i w wyobraźni cofałem się w czasie do lat 60. Analogie tworzyły się same.

Jamesa nienawidzili równo wszyscy
Jamesa nienawidzili równo wszyscy

Jamesa nienawidzili równo wszyscy, którzy nie spali i nie pili. Za to, że rzucał w kierowcę dolarami, by móc palić, za to, że głośno puszczał muzykę, za to, że palił, gdy nie wolno. On bełkotał o wolności i opresyjnym państwie amerykańskim i faszystach z Anglii – ja widziałem za oknem dziesiątki ciężarówek przywożących robotników do fabryki. Ludzi, którzy za miesiąc ciężkiej pracy zarobią ok. 300 zł.

Za miesiąc ciężkiej pracy zarobią ok 300 zł
Za miesiąc ciężkiej pracy zarobią ok 300 zł

James w końcu odpłynął do krainy własnej fantazji. Dokładnie w momencie, kiedy w jakimś dziwnym przebłysku zacząłem analizować, czy przypadkiem taka mini z falbankami nie powinna stać się plażowym standardem. Wtedy uaktywniła się Joy. I było jej przykro.

bETXmQbx

W Kambodży nie ma powszechnego dostępu do Internetu, nie tak jak u nas – tłumaczyła – tu nie można tak po prostu dowiedzieć się wszystkiego. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chiny – kraj, który wyłączył serwisy społecznościowe, cenzuruje sieć, usuwa niewygodne informacje - staje się nagle oazą wolności. Potem zrozumiałem.

Chińskie imperium Joy kolonizuje ten kraj. Wysyła swoich nauczycieli języka, remontuje, buduje drogi, stawia fabryki. W delikatny sposób uzależnia od siebie i swoich pieniędzy. A wysłani przedstawiciele muszą wierzyć i szerzyć dobrą nowinę. Jeżeli oni w nią by nie uwierzyli, to jak mają przekonać innych?

A o techno w Phnom Penh nie ma co mówić. To zdjęcie mówi wszystko.

Techno w Phnom Penh
Techno w Phnom Penh
Udostępnij:
bETXmQbB
Komentarze (3)
bETXmQcn