Uczciwe transakcje
Amerykański ekonomista, Milton Friedman, stwierdził kiedyś, że nie ma darmowych lunchy. Świetnie widać to w Internecie - nawet, gdy z naszego konta nic nie ubyło, to w rzeczywistości i tak płacimy naszymi danymi czy czasem, poświęconym na oglądanie reklam.
Idealnym przykładem jest choćby Google – firma tak bardzo potrzebowała naszych danych i sieci powiązań, że aż uruchomiła serwis społecznościowy i spięła w jedną całość swoje, przez pewien czas niezależne, usługi.
Czy jest w tym coś złego? Moim zdaniem nie – w zamian za nasze dane i oglądanie reklam dostajemy przecież pakiet całkiem niezłych i ułatwiających życie usług. Mimo kilku zastrzeżeń jest to uczciwa i dobrowolna transakcja.
Podobnie wygląda kwestia Facebooka – zakładając konto akceptujemy regulamin i zgadzamy się, że serwis społecznościowy będzie mógł wykorzystać do własnych celów np. nasze zdjęcia. Tu również trudno mieć zastrzeżenia – my dajemy treść, a Mark Zuckerberg platformę do kontaktu ze znajomymi i rozrywki. Każdy dostaje to, na czym mu zależy, a ponieważ jak dotąd nie widać masowej ucieczki użytkowników, można przyjąć, że wszystkim taki układ pasuje.
Coca-Cola ogląda zdjęcia. Wszystkie!
Okazuje się, że czasy uczciwych transakcji właśnie się skończyły. Dlaczego? Na blogu Macieja Budzicha trafiłem na wywiad, dotyczący pierwszej w Polsce kampanii opartej na monitoringu i rozpoznawaniu obrazu.
Coca-Cola zaczęła – we współpracy z polskimi firmami Brand24 i NEXT – masowo analizować zdjęcia, udostępniane przez nas na Instagramie. Dlaczego właśnie tam? W wywiadzie zdradza to Michał Sadowski z Brand24:
Michał Sadowski, Brand24:
wspólnie z agencją NEXT wymyśliliśmy, że można byłoby wychwytywać zdjęcia, na których pojawiły się produkty lub logotyp Coca-Cola i wchodzić z nimi w interakcję. Idealnym kanałem do realizacji tego celu okazuje się Instagram, gdzie interakcja marka użytkownik jest dużo łatwiejsza niż np. na Facebooku gdzie ustawienia prywatności i niedostatki API wycinają dostęp do sporej części danych.
Jaki jest cel takich działań? Coca-Cola chce reagować na to, że ktoś zrobił sobie zdjęcie np. z puszką napoju tej firmy. Do tej pory reakcja była możliwa, jeśli zdjęcie zostało np. oznaczone hashtagiem. Teraz nie będzie to konieczne - spośród niezliczonych fotografii firma sama wyłowi te, które są dla niej interesujące.
Filip Beźnicki, NEXT:
(…) wychwytujemy treści związane z Colą niezależnie od tego czy w opisie lub komentarzu pada fraza związana z tą marką. Nasza agencja, wspólnie z działem social Coca-Coli wchodzi w interakcje.
Naturalnie marka wchodzi też w interakcje z treściami, gdzie w opisie jest związany z marką hashtag lub opis. Największe wrażenie robią jednak reakcje na treści, które wychwycił tylko monitoring obrazu.
Nic się nie ukryje
Czy jest się czym oburzać? Teoretycznie nie – przecież nikt nie każe nam wrzucać zdjęć do Sieci, a gdy je już wrzucimy, to trudno mieć pretensje, że ktoś przegląda treści dostępne publicznie.
Praktyka jest jednak – moim zdaniem – inna. Sednem nie jest tu Coca-Cola i jej działania marketingowe, ale fakt, że algorytmy przetwarzające obraz osiągnęły już taką wydajność, że nie stanowi problemu skanowanie milionów zdjęć w poszukiwaniu określonego kształtu, napisu czy logo. Wspomina o tym Michał Sadowski
Michał Sadowski, Brand24:
technologie analizy obrazu działają na tyle sprawnie, że koszt przetworzenia dziesiątek/setek tysięcy zdjęć nie jest już tak ogromny i realizacja tego typu inicjatyw zaczyna się opłacać.
(…) Jeśli choć raz wychwycimy wynik od wybranego autora – zapisujemy go w naszej bazie polskojęzycznych użytkowników Instagram, w której mamy aktualnie kilkaset tysięcy profilów.
W praktyce oznacza to, że żądne naszych danych firmy zyskały potężne narzędzie do zdobywania informacji, których wielu z nas nigdy by im nie ujawniło. Można wyobrazić sobie, że na miejscu Coca-Coli jest np. firma sprzedająca ubezpieczenia zdrowotne. Deklarujesz że nie palisz? Nieładnie, oszuście! Przecież na zdjęciu z września 2008 roku widać cię z papierosem.
Fiskus też będzie zadowolony. Twierdzisz, że nie korzystasz z samochodu firmowego do prywatnych celów? Proszę, na zdjęciu z lipca 2010 roku leżą przed tobą kluczyki. Nie kłam, że wziąłeś je przez przypadek na Open’era!
Teraz zdjęcia, niebawem filmy
Przejaskrawiam? Trochę tak, ale jeśli Coca-Cola potrafi spośród milionów zdjęć wyłuskać tych kilkaset, na których ktoś pije jeden z jej napojów, to internetowa inwigilacja wskoczyła właśnie na nowy poziom. Co więcej, postęp technologiczny sprawia, że to, co na razie jest możliwe ze zdjęciami, w niedalekiej przyszłości może dotyczyć również filmów.
I nie chodzi tu o to, że z jednego filmu zostanie wyłuskany jakiś kształt, osoba czy przedmiot – chodzi o masowe przetwarzanie milionów filmów, umieszczanych każdego dnia w Sieci np. przez użytkowników YouTube’a.
Michał Sadowski, Brand24:
Na razie nie działamy jeszcze w żaden sposób z monitoringiem wideo. (...) Problemem nie jest to, czy da się to zrobić. Da się na pewno. Problemem jest bardziej odpowiedź na pytanie: kiedy będzie to na tyle opłacalne, żeby marki zaczęły korzystać z technologii produkcyjnie?
Można się na to oburzać, można ignorować – wolny wybór. Warto jednak o tym wiedzieć, by wrzucając do Sieci fotki czy filmy z wakacji robić to ze świadomością konsekwencji. To, co na nich widać może w każdej chwili zasilić zbiór danych, gromadzonych przez jakąś firmę na nasz temat. W gruncie rzeczy pretensje możemy mieć tylko do siebie, bo nienasycony żarłok Big Data wykonuje zadania, do których został stworzony - pochłania to, co sami mu podsuniemy.
Wszystkie cytaty pochodzą z wywiadu, opublikowanego na blogu Mediafun.pl.