Jak Godzilla nauczyła mnie, o co chodzi w kinie

Nie musi być doskonale, nie musi być realistycznie. Odświeżyłam sobie znajomość z Godzillą i odkryłam, co sprawiło, że kiedyś tak bardzo spodobały mi się gumowe potwory.

Jak Godzilla nauczyła mnie, o co chodzi w kinie 1
Olga Drenda

Całkiem przypadkiem, w poszukiwaniu materiałów do mojej duchologicznej kolekcji, trafiłam na wzruszający polski plakat do „Syna Godzilli” z 1967 roku. Tytułowy syn wygląda jak poturbowane przez los skrzyżowanie goryla z dinozaurem.

To nieoczekiwane spotkanie zachęciło mnie do przypomnienia sobie japońskiego potwora, którego kiedyś bardzo lubiłam, choć nigdy mnie nie straszył. Zwłaszcza że temat znów jest na czasie, bo Hollywood (niestety!) przymierza się do ponownego spotkania z Godzillą – po dość niefortunnym filmie z 1998 roku.

Jak Godzilla nauczyła mnie, o co chodzi w kinie 2

Skąd się wzięła?

Wspomniałam wcześniej o gorylu? Okazuje się, że to dobry trop, bo podobno imię słynnego monstrum jest kombinacją japońskich wyrazów oznaczających goryla i wieloryba (tłumaczyłoby się więc na nasze jako „goryloryb” albo „wieloryl”).

Pochodzenie Godzilli jest jednak nieco bardziej złożone: pomysł na potwora jest kombinacją wpływów hollywoodzkich (za główną inspirację miał posłużyć „Potwór z głębin” z 1953), lokalnych legend i powojennej traumy Japończyków. Prehistoryczny potwór bowiem wyłonił się z oceanu na skutek promieniowania nuklearnego, ma radioaktywny oddech, a jego dinozaurze ciało nosi blizny charakterystyczne dla ofiar ataków atomowych.

Pierwszy film o Godzilli, „Godzilla, król potworów”, powstał w wytwórni Toho w roku 1954. Lata 50. to okres przełomowy dla japońskiego kina; powstają wtedy nie tylko jego największe arcydzieła, ale także lokalne odmiany kina rozrywkowego: filmy animowane (anime) i kaiju, czyli filmy o potworach.

Jaszczur i małpa

Pierwsza „Godzilla” w reżyserii Ishiro Hondy jest rówieśnikiem „Siedmiu samurajów” Akiry Kurosawy. W kaiju głównymi bohaterami są tajemnicze monstra, które z różnych powodów zaczynają atakować ludzkie siedziby. Zdarza się, że bohaterowie dwóch różnych filmów kaiju spotykają się na planie trzeciego, żeby stoczyć tam walkę. Tak stało się w przypadku Mothry albo Króla Ghidorah, którzy na początku wystąpili jako bohaterowie swoich własnych filmów, aby następnie stoczyć pojedynek z Godzillą.

W 1962 gatunek zyskał wymiar międzykontynentalny: japońska Godzilla spotkała bowiem King Konga. Później jakiekolwiek granice stały się nieistotne: 1965 powstała nawet amerykańsko-japońska produkcja typu kaiju, której bohaterem był Frankenstein.

Jak Godzilla nauczyła mnie, o co chodzi w kinie 3
King Caesar we własnej osobie

Siła sentymentu

Do dzisiaj lubię wracać do pierwszych filmów o Godzilli – tych z lat 50., 60. i 70. Poznawałam je jako dziecko dorastające w złotej epoce polskich wypożyczalni wideo i wspominam je z dużym sentymentem. Co prawda miałam do wyboru filmy stojące na o niebo wyższym poziomie technologicznym, mniej zgrzebne i pokraczne, ale z jakiegoś powodu to właśnie japońskie starocie bardzo mi się podobały.

Być może dlatego, że ukazują pomysłowość w tworzeniu kostiumów i efektów specjalnych w czasach, gdy technologia nie pozwalała na szaleństwa i fajerwerki znane z dzisiejszego kina.

Sam główny bohater był na początku grany przez aktora w lateksowym kostiumie, a wydawany przez niego charakterystyczny ryk powstawał przez pocieranie gumową rękawiczką o struny kontrabasu. Pamiętam swoją dezorientację, gdy jako smarkula zorientowałam się, że oczy Kinga Caesara w „Godzilla kontra Mechagodzilla” podejrzanie przypominają reflektory, mniej więcej takie jak w Fiacie 125p.

Być może to był moment, w którym odkryłam, na czym polega magia kina. Nie chodzi o to, żeby było jak w rzeczywistości. Wręcz przeciwnie: najlepsze w kinie jest to, że wszystko dzieje się na niby, i dobrze o tym wiemy.

Kiedy na scenę wkroczyła animacja komputerowa, „Godzille” przestały mnie interesować. Stały się zbyt zaawansowane i straciły swój urok. Na nowy film, zapowiadany na ten rok, też raczej się nie wybiorę. Za to chętnie przypomnę sobie ponownie reflektorowe oczy Kinga Caesara.

Źródło artykułu: WP Gadżetomania
Wybrane dla Ciebie
Ten "trick" to pułapka. Możesz uszkodzić szyby
Ten "trick" to pułapka. Możesz uszkodzić szyby
Wyszli na spacer. Wrócili bogatsi o 80 tys. zł.
Wyszli na spacer. Wrócili bogatsi o 80 tys. zł.
OpenAI szykuje urządzenie z ChatGPT. Ma mieć formę długopisu
OpenAI szykuje urządzenie z ChatGPT. Ma mieć formę długopisu
Kiedy urodził się Jezus? Historycy mówią o jednym
Kiedy urodził się Jezus? Historycy mówią o jednym
Aparat leżał w rzece przez lata. Udało się odzyskać zdjęcia
Aparat leżał w rzece przez lata. Udało się odzyskać zdjęcia
Ołów, ścieki i tony odchodów. Mieszkańcy polegają na tej rzece
Ołów, ścieki i tony odchodów. Mieszkańcy polegają na tej rzece
Samsung zapowiada lodówki z Gemini. Sztuczna inteligencja Google'a trafi do kuchni
Samsung zapowiada lodówki z Gemini. Sztuczna inteligencja Google'a trafi do kuchni
PKO BP ostrzega przed oszustami. Zalecenia dla klientów
PKO BP ostrzega przed oszustami. Zalecenia dla klientów
Co tam się dzieje? Niezwykły wycinek lodu może rozwiązać tajemnicę
Co tam się dzieje? Niezwykły wycinek lodu może rozwiązać tajemnicę
Rzymianie wymyślili beton, który sam się naprawia? Nowe odkrycie
Rzymianie wymyślili beton, który sam się naprawia? Nowe odkrycie
Windows 11 z nową stroną do aktualizacji wszystkich aplikacji
Windows 11 z nową stroną do aktualizacji wszystkich aplikacji
Messenger zniknął z Windowsa. Oto rozwiązanie
Messenger zniknął z Windowsa. Oto rozwiązanie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇