"List Miłosny" dla wesołej czwórki

"Fan gier wszelakich". A to oznacza obok konsol i pecetów również gry karciane. Takie właśnie jak niepozorny "List Miłosny".

"List Miłosny" dla wesołej czwórki 1Gra jest bardzo tania, nie powinniście wydać więcej niż trzy dychy, a idealnie się nadaje na wypełnienie wolnej chwili.

O grach na konsole piszę już od kilkunastu lat. Wpisy o planszówkach i karciankach to dla mnie nieprzetarty jeszcze szlak, ale bardzo chciałbym nim podążyć. Szczególnie, że ostatnio coraz częściej tekturowo-papierowo-plastikowe gry wygrywają u mnie z cyfrowymi tytułami.

"List miłosny" to taki karciany odpowiednik gry na smartphona. Tylko, że multiplayerowy (do 4 osób) i nie nudzi się po trzech minutach. Za to podobnie jak telefonowe minigierki da się umożliwia rozgrywkę w ułamku sekundy i pozwala przyjemnie zapełnić wolne 10 czy 15 minut. Tyle maksymalnie trwa jedna rozgrywka, choć oczywiście da się grać dłużej, zliczając kolejne wygrane poszczególnych uczestników.

"List Miłosny" dla wesołej czwórki 2
Gierka sprawdza się super jako uzupełnienie wypadu ze znajomymi na pizzę czy kawę.

Obok błyskawicznej acz zabawnej rozgrywki, kolejnym plusem "Listu miłosnego" są jego banalne zasady. Gracze trzymają w ręku po jednej karcie przedstawiającej osobę z dworu (baron, książę, król, itd.). W swojej turze dobierają jedną kartę z talii i zagrywają którąś z posiadanych dwóch (mogą więc zmienić tożsamość). Celem gracza jest posiadanie na ręku jak najwyższej karty, kiedy skończy się talia. Ale jest twist: zagrywając Strażniczkę (najniższa i najliczniejsza karta) można zgadywać, kogo ma na ręku inny gracz. Jeśli trafimy, nasz przeciwnik odpada. Można więc zakończyć rozgrywkę przed czasem, eliminując pozostałych graczy.

"List miłosny" ma jeden tylko problem - totalnie niezrozumiałą instrukcję. Jest po polsku, ale jakiś "geniusz" postanowił ją... sfabularyzować. Bowiem historia wokół "Listu miłosnego" jest taka, że gracze/członkowie dworu starają się skutecznie dostarczyć swój wylewny i pełny uczuć list księżniczce (najwyższej karcie w talii, tak swoją drogą). Nie jest to jednak wstęp do instrukcji, ale integralna część jej treści. Dostępne graczom ruchy i funkcje poszczególnych kart nie są omówione wprost, ale podane w formie historyjki o miłosnych podbojach. Niewiele da się z tego wynieść i gdyby znajomi nie nauczyli mnie wpierw zasad, być może nigdy nie wiedziałbym, jak w "List miłosny" grać.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o grze, sprawdźcie wideo recenzję z zaprzyjaźnionego bloga.

Board Game Girl - Love Letter

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ