Masz inne poglądy, więc jesteś idiotą! Polacy o Polakach, czyli internetowe dyskusje polityczne

Zdjęcie sprzeczki pochodzi z serwisu Shutterstock
Zdjęcie sprzeczki pochodzi z serwisu Shutterstock
Łukasz Michalik

08.05.2015 13:57, aktual.: 08.05.2015 19:55

Wyrozumiali, tolerancyjni, pozbawieni uprzedzeń i złych intencji – tacy bylibyśmy w idealnym świecie. Problem w tym, że w takim nie żyjemy i myśl, że ktokolwiek mógłby mieć inne poglądy wielu Polakom po prostu nie mieści się w głowie. Co sądzą o innych, którzy mają odmienne przekonania polityczne?

Powód do podziału zawsze się znajdzie

W 1968 roku nauczycielka z podstawówki w Iowa, Jane Elliott, przeprowadziła niezwykły eksperyment. W swojej klasie postanowiła podzielić dzieci według koloru oczu, stwierdzając przy tym, że niebieskoocy uczniowie są bystrzejsi i uczą się lepiej od dzieci z brązowymi oczami.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Klasa błyskawicznie stworzyła dwie wrogie grupy, a niebieskoocy, przekonani o swojej wyższości, zaczęli bawić się wyłącznie we własnym gronie i traktować pozostałych z pogardą. I choć eksperyment Jane Elliot służył przede wszystkim uświadomieniu dzieciom problemów, związanych z powszechnym w USA rasizmem, to jest świetną ilustracją tego, co możemy obserwować w polskich dyskusjach o polityce.

Obraz

Wyłączność na słuszność

To normalne, że ludzie się różnią i że mogą tę samą sprawę oceniać w zupełnie różny sposób. Problem w tym, że – sądząc po komentarzach, znajdowanych w różnych zakątkach Internetu – wiele osób wydaje się tego nie pojmować. Zamiast Polaków wybierających swojego prezydenta widać w Sieci jakieś wrogie, zupełnie obce sobie plemiona, święcie przekonane o własnej racji i uważające tych, co myślą inaczej za – w najlepszym przypadku – skończonych idiotów.

Widać w tym myślenie w stylu: albo jesteś z nami, albo jesteś debilem, moherem, lewakiem, lemingiem, zdrajcą, rosyjskim, niemieckim i żydowskim agentem, masonem, komuchem, liberałem, konserwatystą, oszołomem, pachołkiem i rezydentem kondominium.

Dzień Świra - racja mojsza niż twojsza

Najzabawniejsze i najsmutniejsze zarazem jest to, że tak sądzą wszystkie strony sporu. Co dokładnie mówią? Postanowiłem poszukać na oficjalnych profilach kandydatów i pod informacjami na ich temat najciekawszych, soczystych opinii. Nie widzę powodu, by ukrywać ich autorów – każda z przedstawionych wypowiedzi została wygłoszona i jest dostępna publicznie. Uwaga, poniższe obrazki zawierają wulgaryzmy.

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

Odwaga przed komputerem

Ciekawe, czy ci sami ludzie powiedzieliby to samo swoim rozmówcom w czasie rozmowy twarzą w twarz? Ci najbardziej zacietrzewieni pewnie tak, ale co do większości mam wątpliwości - tak to już jest, że nasza odwaga cywilna gwałtownie rośnie, gdy zamiast żywego człowieka mamy przed oczami ekran komputera czy smartfona.

Mam nadzieję, że nie chodzi w tym jedynie o obawę przed ciosem między oczy, wymierzonym przez rozjuszonego rozmówcę, ale o zwykłą przyzwoitość. Mimo wszystko łatwiej przychodzi nam obrażać jakiś abstrakcyjny byt, widoczny na ekranie w postaci awatara i literek, niż żywego człowieka.

Nie taki Internet straszny?

Gdy zaczynałem pisać ten tekst, miałem w głowie tezę, że internetowe, polityczne dyskusje to najgorszy rynsztok, jaki można sobie wyobrazić. Jest w tym trochę prawdy, ale… tylko trochę. Gdy zacząłem przeglądać profile naszych potencjalnych prezydentów (tak na marginesie, niesamowicie nudne: tu byliśmy, fotka, wygraliśmy debatę, fotka, tak nas witali, fotka…) przeżyłem miłe rozczarowanie.

Fakt, zdarzają się radykalne wypowiedzi, ale większość komentarzy to po prostu głos poparcia dla lubianego kandydata. A sposób wyrażania krytyki - niezależnie od tego, czy zasadnej - zazwyczaj mieści się w granicach cywilizowanej dysputy. Emocje nakręcają nie zwykli ludzie, ale przede wszystkim dziennikarze czy - aby nie obrażać tego zasłużonego zawodu - mediaworkerzy i blogerzy, publikujący w różnych serwisach czy na łamach różnych tytułów prasowych płomienne odezwy do narodu.

Dlatego sądzę, że naginanie rzeczywistości pod postawioną wcześniej tezę byłoby po prostu nieuczciwe. A udowodnić w ten sposób można przecież wszystko, z czego korzystają różne youtubowe kanały czy stacje telewizyjne: jeśli chcemy dowieść, że statystycznego przechodnia przerasta wiedza z matury, wystarczy odpowiednio zmontować materiał i pokazać tylko te wypowiedzi, które popierają naszą tezę. Albo – odpowiednio dobierając odpowiedzi - udowodnić coś przeciwnego.

Hitler Korwin Compilation

Bez obaw, nic takiego Wam nie zaserwuję. Robienie na siłę z Internetu miejsca, gdzie nie czeka nas nic dobrego, byłoby przecież zwykła nieprawdą. Tym bardziej, że internetowy Hyde Park, gdzie każdy może w miarę bezkarnie (choć z tym różnie bywa) wyrzucić z siebie, co go boli i kto jest męskim narządem rozrodczym, pełni chyba bardzo pożyteczną, terapeutyczną rolę.

Wentyl bezpieczeństwa

Gdy cofniemy się w czasie do mocno mitologizowanych czasów II Rzeczypospolitej, zobaczymy spory polityczne, których efektem były regularne bitwy uzbrojonych, partyjnych bojówek na ulicach miast, przy których zamieszki towarzyszące obchodom 11 listopada przypominają wyjście przedszkolaków do biblioteki pod okiem surowej pani. Gumowe kule i armatki wodne? Nic z tych rzeczy, gdy w przedwojennej Polsce toczono spory polityczne na ulicach, w ruch szły wozy pancerne, karabiny maszynowe i kawaleria.

W 1929 r. do księcia Janusza Radziwiłła, posła piłsudczykowskiego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, zadzwonił wpływowy i dobrze poinformowany dziennikarz sanacyjny. W Sejmie szykowała się rozróba z opozycją: dla swego bezpieczeństwa właściciel Nieborowa i ordynat ołycki powinien wziąć na posiedzenie rewolwer. Książę uznał, że przychodzenie do Izby z rewolwerem jednak nie uchodzi. I zabrał kastet.

Patrząc z tej perspektywy, nasze współczesne spory wydają się niezwykle grzeczne i cywilizowane. Wszyscy łykamy prozak i pozbyliśmy się agresji? A może jakąś zasługę ma w tym właśnie Internet? Może to właśnie Sieć jest jakimś wentylem bezpieczeństwa, gdzie – jeśli czujemy taką potrzebę – możemy politycznych adwersarzy zmieszać z błotem, pozbawić czci, honoru i człowieczeństwa. Albo snuć najbardziej fantastyczne teorie spiskowe, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa podobnie.

Jeśli tak, to – z dwojga złego – lepsze są chyba bluzgi w Sieci, niż bandy partyjnych janczarów, bawiących się w wojnę na ulicach. I dlatego warto czasem spojrzeć na internetowe dysputy przychylniejszym okiem – nawet, jeśli stężenie agresji i niechęci do bliźnich przekracza w nich czasem akceptowalne standardy.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (58)