Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera?

Uber to wielki przekręt i sposób na oszukiwanie Polski i Polaków? Nie mogą zgodzić się z zarzutami, które pod adresem tej firmy wysunął jeden z byłych polityków. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że ludzie wsparci technologią zawsze znajdą sposób, by obejść głupie prawo?

Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera? 1
Łukasz Michalik

Uber to amerykańska firma, kojarząca za pomocą aplikacji na smartfony osoby potrzebujące transportu z kierowcami, którzy ten transport mogą zapewnić. Nie będę udawał, że jestem stałym klientem Ubera – korzystałem z niego kilka razy w życiu, a ponieważ w mojej okolicy startup ten nie świadczy na razie usług, jego istnienie jest dla mnie raczej obojętne.

Dlatego właśnie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że pisząc te słowa bronię nie tyle samej firmy czy jakichś swoich korzyści, ale pewnych zasad.

Mam wrażenie, że na Ubera trwa jakaś nagonka. W skrócie można ją streścić do paru sloganów: firma nie płaci podatków, wyprowadza pieniądze za granicę, oszukuje państwo, stanowi nieuczciwą konkurencję dla taksówkarzy, a pasażerowie korzystając z jego usług nie dość, że ryzykują życiem, to na dodatek współuczestniczą w wątpliwym moralnie procederze. Brakuje chyba tylko „przyjdzie Uber i nas zje”.

Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera? 2

Były wiceminister atakuje

Ostatnio trafiłem na tekst, napisany przez Konrada Niklewicza. To były dziennikarz, a w ostatnich latach polityk, który postanowił podzielić się ze światem swoimi zastrzeżeniami co do Ubera.

Tekst jest długi, ale zgodnie z zasadą „dużo słów, mało treści” można streścić go jednym zdaniem – Uber jest zły, bo opłata za przejazd nie jest opodatkowana. Poniżej kilka cytatów:

Świadczenie usług Ubera to – mówiąc wprost – uber-nieuczciwość. Zarabianie bez ponoszenia wszystkich kosztów. Kierowcy jeżdżący w ramach tej usługi nie zrzucają się na utrzymanie infrastruktury, z której korzystają (ulice i drogi) w takim samym stopniu, jak tradycyjni przewoźnicy (taksówkarze i transport publiczny).

Czyli: będziesz miał wypadek, jadąc samochodem w ramach systemu Uber? Procesuj się z kierowcą, system umywa ręce. Przecież firma, która stworzyła aplikację Uber i pobiera prowizję za każdy kurs, jest tylko „pośrednikiem”… Na kierowcę taksówki można złożyć skargę do urzędu miejskiego, który wydał mu licencję. A co z kierowcą Ubera, który zachował się nieuprzejmie? Piszcie na Berdyczów.

Za tą fasadą nowoczesności kryje się jednak niszczenie własnego państwa. I podkopywanie bezpieczeństwa obywateli. Przecież czekają nas kolejne uber-wynalazki. Już wkrótce będą się reklamować uber-lekarze (zainstalowana na telefonie aplikacja wskaże ci osobę, która jest w pobliżu i ma do dyspozycji skalpel, którym może wyciąć wyrostek), uber-adwokaci (aplikacja wskaże osobę, która jest w pobliżu i ma przy sobie egzemplarz kodeksu karnego lub cywilnego) oraz uber-piloci… oh wait!, to ostatnie się nie sprawdzi. Przecież nikt normalny nie odda swojego samolotu, kosztującego miliony, w ręce osoby, która pilotażu nauczyła się, grając w komputerową grę „Flight Simulator” i nie zdawała certyfikowanego przez państwo egzaminu na pilota.

Uber jako konkurencja dla taksówek

Zupełnie pominę w tym miejscu spory światopoglądowe. Daleko mi do ekonomicznych radykałów i nie uważam, że każdy podatek zawsze jest zły. Do tego mam różne doświadczenia z taksówkarzami, dla których Uber stanowi konkurencję. Generalnie – zwłaszcza w przypadku tych z różnych firm taksówkarskich – nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Dlatego kibicowałem taksówkarzom w sporze o tzw. „przewóz osób”.

Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera? 3

Była to patologia, której celem często okazywało się nie zapewnianie ludziom transportu, ale naciąganie ich na horrendalnie wysokie stawki za przewóz, bazujące nie na uczciwej transakcji, ale na nieświadomości pasażerów.

W przypadku Ubera jest jednak inaczej. Zasady są jasne, podobnie jak ryzyko, związane z faktem, że przewozi nas prywatna osoba, a nie przedstawiciel jakiejś regulowanej profesji czy firmy przewozowej.

Ludzie mają prawo decydować o sobie

Bo to ryzyko – co trzeba przyznać – oczywiście istnieje, podobnie jak ryzyko, że podczas spaceru spadnie na nas samolot, urwie się balkon albo wjedzie w nas kierowca miejskiego autobusu. Albo udławimy się preclem, czytając tekst Konrada Niklewicza. Codziennie ryzykujemy, zazwyczaj się nad nim nie zastanawiając.

Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera? 4
Każda aktywność wiąże się z ryzykiem. Zdjęcie ulicy pochodzi z serwisu Shutterstock

Prawdopodobieństwo czarnego scenariusza jest dla nas akceptowalnie małe. Na tyle małe, że zazwyczaj po prostu się nad tym nie zastanawiamy. I dobrze – bo nie ma nad czym. Życie jest ryzykiem, każda nasza aktywność się z nim wiąże, ale każdy ma zdrowy rozsądek, pozwalający oddzielić coś prawdopodobnego od zagrożenia czysto hipotetycznego.

Hipokryzja polityków

Trudno mi przejść obojętnie nad obłudą krytyka Ubera (zwracam uwagę – chodzi o konkretny tekst konkretnego autora, a nie o ogólnie o krytykę tej firmy). Bo jeśli do niedawna aktywny polityk – w tym m.in. wiceminister rozwoju regionalnego - narzeka na to, że jakaś firma działa w myśl litery, ale niezgodnie z duchem prawa, to można tylko zaśmiać się w twarz jemu i jemu podobnym. Drodzy politycy, macie takie prawo, jakie tworzyliście i którym nas raczycie.

Mentalny skansen, czyli dlaczego leśne dziadki nie lubią Ubera? 5
Zdjęcie polityka pochodzi z serwisu Shuttersstock

Narzekanie na to, że jakaś firma potrafiła odnaleźć się w gąszczu ustanowionych przez was przepisów jest hipokryzją. To nie Uber jest tu problemem, ale ludzie, których mentalność zatrzymała się w epoce, gdy o tym, co człowiek ma zrobić z własnym życiem i pieniędzmi decydował nie on sam, ale różni mędrcy, którym wydawało się, że wiedzą lepiej.

Na dodatek sam Uber – wbrew temu, co pisze Konrad Niklewicz – moim zdaniem nie jest wcale symbolem nowoczesności. Zamawianie usługi za pomocą smartfonu było może innowacją, ale 10 lat temu. Od tamtego czasu świat się zmienił, a możliwość szybkiego przesyłania różnorodnych danych, którą dysponuje każdy z nas, stał się czymś zupełnie naturalnym.

Uber jest dla mnie raczej symbolem tego, że gdy państwo w jakiejś dziedzinie rzuca obywatelom kłody pod nogi (np. w postaci zamknięcia zawodu taksówkarza), ci znajdą w końcu sposób, aby sobie z tym poradzić. Przykładem jest nie tylko Uber, ale choćby Airbnb czy BlaBlCar. I jeśli ktokolwiek ma być w tej sprawie winny, to nie dostawca usługi ani nie ludzie, którzy z niej korzystają. Winni są ustawodawcy, którzy tworzą prawo służące im samym, a nie obywatelom, którzy ich utrzymują.

Źródło artykułu: WP Gadżetomania
Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE