Nagroda Emmy dla serialu z Internetu, czyli tak zaczyna się nowa epoka

"House of Cards" (Fot. Netflix)
"House of Cards" (Fot. Netflix)
Marta Wawrzyn

23.09.2013 13:00, aktual.: 13.01.2022 10:35

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W Los Angeles podczas wyjątkowo nudnej ceremonii rozdano nagrody Emmy. Jedną z nich zgarnął David Fincher za reżyserię "House of Cards". Serialu z Internetu, który walczył jak równy z równym z produkcjami wielkich stacji telewizyjnych. Tak zaczyna się wielka zmiana.

W Los Angeles podczas wyjątkowo nudnej ceremonii rozdano nagrody Emmy. Jedną z nich zgarnął David Fincher za reżyserię "House of Cards". Serialu z Internetu, który walczył jak równy z równym z produkcjami wielkich stacji telewizyjnych. Tak zaczyna się wielka zmiana.

"House of Cards" nie wygrał co prawda w najważniejszej kategorii (wygrało "Breaking Bad", co mnie zresztą bardzo cieszy), a Kevin Spacey musiał ustąpić pola Jeffowi Danielsowi ("Newsroom"), ale najważniejsze, że jest nagroda. Otrzymał ją David Fincher za wyreżyserowanie pierwszego odcinka serialu Netfliksa, zatytułowanego "Chapter 1". Dobre i to.

Pierwsza Emmy dla serialu z Internetu

OK, jeśli czepiać się szczegółów, to nie jest to pierwsza Emmy dla "House of Cards", serial dostał już w zeszłym tygodniu dwie Creative Arts Emmys. Ale wiadomo, że tym, co się faktycznie liczy, była wczorajsza impreza w Los Angeles. Pojawiła się na niej cała ekipa pierwszego serialu internetowego, który dostąpił takich zaszczytów. Kevin Spacey stał się bohaterem popularnego GIF-a (znajdziecie go tu na samym dole).

W nagłówkach mniej i bardziej poważnych serwisów internetowych widać ekscytację tym, że historyczny moment wreszcie nadszedł. Zaczyna się coś nowego, zaczyna się epoka, w której telewizja nie musi już mieć związku ani z odbiornikiem telewizyjnym, ani z ramówką, ani z przestarzałym sposobem mierzenia oglądalności, ani z całą resztą systemu tworzonego w USA latami. Systemu, dzięki któremu my też mogliśmy przez lata oglądać dobre seriale.

Teraz dobre seriale potrafi też robić Internet. Nie "dobre jak na Internet", ale tak dobre, że wygrywają nagrody Emmy. Na razie tworzy je Netflix (który zebrał podczas gali dużo pochwał, na przykład Vince Gilligan powiedział, że bez Netfliksa "Breaking Bad" mogłoby się nie utrzymać przez tyle lat), ale Amazon i Hulu też zaczynają próbować swoich sił.

Kevin Spacey twarzą rewolucji

Na naszych oczach dzieje się rewolucja, która sprawia, że i tak już świetne amerykańskie seriale stają się jeszcze lepsze. Jest ich coraz więcej, są coraz bardziej różnorodne, skomplikowane i dopracowane pod każdym względem. Twarzą rewolucji, która zaprowadziła Internet na galę rozdania nagród Emmy, jest Kevin Spacey. Utytułowany aktor, po którym nigdy nie spodziewałam się, że zagra w serialu internetowym.

A teraz nie tylko gra, ale też głosi śmiałe tezy, że cały system, w ramach którego funkcjonuje amerykańska telewizja, musi się zmienić. Według niego w ciągu najbliższej dekady albo dwóch przestaniemy widzieć różnice między różnymi platformami i urządzeniami. "Czy jeśli oglądamy film w TV, to już nie jest film, bo nie oglądamy go w kinie? Jeśli oglądamy serial telewizyjny na iPadzie, to już nie jest serial telewizyjny? Urządzenia są bez znaczenia. Etykiety stają się bezużyteczne. (...). Liczy się tylko opowiadana historia" – pytał niedawno aktor w oficjalnym przemówieniu.

Kevin Spacey urges TV channels to give control to viewers

I właśnie o to chodzi: liczy się historia. Jeśli Internet potrafi stworzyć warunki do jej opowiadania – a, jak widać, potrafi – odbiornik telewizyjny i ramówka przestają być potrzebne.

Gdyby ktoś rok temu mi powiedział, że serial internetowy dostanie nagrodę Emmy, pewnie popukałabym się w czoło. Za rok oczekuję nie jednej, ale kilku nagród dla produkcji z Internetu, i to w ważniejszych kategoriach niż reżyseria.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)