Najbardziej nietrafione przejęcia w branży internetowej [TOP 10]

Najbardziej nietrafione przejęcia w branży internetowej [TOP 10]
09.05.2011 09:18
Dużo kasy ;) (Fot. Flickr/Tracy O/Lic. CC by-sa)
Dużo kasy ;) (Fot. Flickr/Tracy O/Lic. CC by-sa)
Michał Michał Wilmowski
Michał Michał Wilmowski

Gigantyczne porażki finansowe, totalny brak przewidywalności owocujący porzuceniem bądź rezygnacją z kupna świetnego serwisu, zakup serwisów, których dobre czasy już minęły, totalne nieliczenie się z użytkownikami. To wszystko błędy rekinów e-biznesu.

Przejęcie The Huffington Post przez AOL

Arianna Huffington (Fot. Flickr/Knight Foundation/Lic. by-sa)
Arianna Huffington (Fot. Flickr/Knight Foundation/Lic. by-sa)

To jeszcze nie porażka, ale niemal pewna jej zapowiedź. AOL zapłacił w lutym tego roku 315 mln dolarów za najpopularniejsze amerykańskie liberalne blogowisko. Znakomita inwestycja, choćby z uwagi na zbliżające się wybory? Niekoniecznie.

Szefową Huffingtona pozostała Arianna Huffington, której zaczęli też podlegać niektórzy pracownicy AOL-u. Nowa szefowa szybko przestała im się podobać. Burzyć zaczęli się też lewicowi blogerzy Arianny, którym nie spodobało się, że muszą teraz pisać dla AOL-u.

W kwietniu grupa blogerów pozwała The Huffington Post i AOL. Domagają się 105 mln dolarów jako zapłaty za wykonywaną dotychczas za darmo pracę. Wielkich szans w sądzie nie mają, bo przecież reguły gry (pisanie za darmo w zamian za promocję swojej osoby) znali od początku.

To nie zmienia faktu, że niektórzy już przebąkują o kolejnej sprzedaży The Huffington Post. Ariannie Huffington przez AOL.

Nasza estońska klasa

Nasza opustoszała klasa (Fot. Flickr/Rob Shenk/Lic. CC by-sa)
Nasza opustoszała klasa (Fot. Flickr/Rob Shenk/Lic. CC by-sa)

Nasza Klasa to jeden z niewielu dowodów na to, że Polacy też potrafią zrobić coś wielkiego. I szybko sprzedać. Odkąd w 2008 roku serwis przejął estoński Forticom, zaczął się zjazd w dół. Wartość transakcji szacowano na 200 mln złotych, ale użytkownicy nic z tego nie mieli.

Po tym jak nowy właściciel zaczął kombinować z regulaminem, dał wszystkim, czy chcieli czy nie, Śledzika i zmienił starą dobrą nazwę na nową, którą do dziś mało kto pamięta (NK.pl), polscy internauci zaczęli odwracać się od serwisu (według megapanelu za luty Naszej Klasie spadło o 300 tys., podczas gdy Facebookowi wzrosło o 150 tys.).

Dziś Nasza Klasa to wciąż gigant, ale nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że za parę lat skończy jak MySpace. Niby wciąż ma więcej użytkowników niż Facebook, ale próby małpowania tego serwisu (takie jak przycisk Fajne!) dowodzą, że NK.pl skończyły się pomysły.

o2.pl porzuca kultowy serwis z grami

392151370855886813

Na początku sierpnia 2009 roku internauci przecierali oczy ze zdumienia. Na Allegro pojawiła się aukcja, na której można było kupić Kurnik. Głośna licytacja szybko zakończyła się klęską, bo internauci zaczęli robić sobie jaja. Za wart może 10 mln złotych serwis chcieli płacić nawet miliard.

Wszystko przez o2.pl. Warszawski portal nigdy nie był właścicielem serwisu, ale miał z Kurnikiem umowę, która pozwalała mu sprzedawać reklamy w serwisie. Portal miał w zamian prawo wliczać niemal milion użytkowników Kurnika do zasięgu o2.pl.

Kultowy serwis z grami o2.pl porzuciło nagle i właściwie nie wiadomo dlaczego (prawdopodobnie dlatego, że Kurnik nie życzył sobie najbardziej inwazyjnych reklam). Wtedy właśnie Kurnik postanowił sprzedać się na Allegro.

Przejęcie Blipa przez Gadu Gadu

Uwaga, jedzie bloger! (Fot. Flickr/Wesley Fryer/Lic. CC by-sa)
Uwaga, jedzie bloger! (Fot. Flickr/Wesley Fryer/Lic. CC by-sa)

To oczywiście kwestia dyskusyjna. Zaraz pojawią się zapewne użytkownicy tego serwisu, którym moja ocena się nie spodoba – ale uważam, że Blip, podobnie jak Nasza Klasa, powoli zaczyna się kończyć.

Spółka Gadu Gadu przejęła Blipa w czerwcu 2007 roku. Wtedy wydawało się, że to ważne wydarzenie – Polacy, tak jak Amerykanie, mikroblogują na potęgę, na dodatek we własnym serwisie, mającym poważnego inwestora. O Twitterze mało kto w naszym kraju wtedy wiedział, Pinger pojawił się nieco później.

Z tych marzeń dziś zostało niewiele. Już w marcu 2009 roku Blip musiał się cieszyć, że ma prawie 60 tys. użytkowników w Polsce, podczas gdy Pinger miał ich 443 tys., a Twitter 123 tys. W ostatnich miesiącach ostro promowanego na stronie głównej o2.pl Pingera czyta 2-3 milionów osób, a na Twittera w lutym 2011 roku zajrzało 991 tys. Polaków.

Tymczasem Blip, któremu jeszcze w zeszłym roku zdarzało się mieć więcej użytkowników niż Pingerowi, nie rozwija się w takim tempie. Przez użytkowników Twittera jest traktowany jak mikroblogowisko Polski B, w którym Wałęsa musi robić za Obamę, a Orliński z "GW" za całą rzeszę znanych polskich i zagranicznych dziennikarzy. Jest jeszcze Hołdys i Napieralski, znany miłośnik surfowania.

Jeśli właściciele Blipa nie wymyślą czegoś, czego ani Twitter, ani Pinger nie mogą dać użytkownikom, czeka ich los MySpace'a.

Google kupuje i zamyka

392151370856542173

Zakup za grubą kasę i zamknięcie po paru latach. Tak zrobił Google z dwoma popularnymi swego czasu społecznościami Dodgeball i Jaiku. Ten drugi serwis miał szansę stać się popularnym miejscem z mikroblogami – na miarę Twittera (stworzonego zresztą przez Eva Williamsa, który przez jakiś czas pracował dla Google'a).

Niestety Google nie widział w mikroblogach żadnego potencjału, bo Jaiku od czasu zakupu w październiku 2007 roku nie było w ogóle rozwijane. Serwis został zamknięty w styczniu 2009 roku.

Yahoo omal nie wykończyło Delicious

Podziel się czymś pysznym (Fot. Flickr/włodi/Lic. CC by-sa)
Podziel się czymś pysznym (Fot. Flickr/włodi/Lic. CC by-sa)

To liliput wśród gigantów, porażka nie tyle finansowa, co prestiżowa. Serwis social bookmarkingowy Delicious swego czasu był, a dla wielu użytkowników wciąż jest miejscem kultowym. Yahoo nabyło go w 2005 roku za 18 mln dolarów. Przez kolejne lata w zasadzie go nie rozwijało.

Kiedy pod koniec 2010 roku w świat poszły plotki, że Delicious zostanie zamknięte, użytkownicy w panice zaczęli uciekać. Kultowy serwis z zakładkami pod koniec kwietnia 2011 roku uratowali Chad Hurley i Steve Chen, założyciele YouTube. Według szacunków Business Insidera zapłacili 1-2 mln dolarów.

Nowi właściciele obiecują, że będą rozwijać Delicious.

Jak znikł Lycos, poprzednik Google'a

Miał być cały świat, pozostała bańka (Fot. Flickr/DreamShoot by Marcel Steger/Lic. CC by)
Miał być cały świat, pozostała bańka (Fot. Flickr/DreamShoot by Marcel Steger/Lic. CC by)

Dawno, dawno temu, w drugiej połowie lat 90. internauci nie używali Facebooka, Twittera ani Google'a. Używali wyszukiwarki i portalu Lycos. Pod koniec lat 90. Lycos zdobywał kolejne rynki, w 1999 roku udało mu się wyprzedzić nawet Yahoo. Miał też próbować szczęścia na polskim rynku, kupując Onet lub Interię, z czego jednak nic nie wyszło.

W maju 2000 roku należąca do hiszpańskiej Telefoniki firma Terra Networks zapłaciła za Lycosa 5,4 mld dolarów. I zaczął się zjazd w dół. W tym okresie zaczęła pękać bańka internetowa. Reklamodawcy pouciekali, podobnie jak twórcy sukcesu Lycosa.

Świetny niegdyś portal przegrał z Yahoo, z rynku wyszukiwarek wypchnął go Google. W 2004 roku Telefonica zdecydowała się sprzedać go Koreańczykom za ok. 95 mln dolarów, a ci po paru latach pozbyli się go na rzecz hinduskiej firmy. Słuch po Lycosie zaginął.

"Prawie jak YouTube" za 5,7 mld

Przed YouTube'em też było wideo online (Fot. Flickr/jonsson/Lic. CC by)
Przed YouTube'em też było wideo online (Fot. Flickr/jonsson/Lic. CC by)

W 1999 roku Yahoo kupiło za 5,7 mld dolarów Broadcast.com. Wtedy to był naprawdę znany i największy serwis oferujący wideo online. Wydawało się, że to murowany hit.

Jak to się stało, że nigdy nie stał się tym, czym dziś jest YouTube? Jedną z przyczyn było to, że mało kto miał wówczas wystarczająco szybkie łącze, by oglądać wideo w Sieci. Poza tym Yahoo szybko zaczęło dzielić serwis na mniejsze: osobny z muzyką, osobny z plikami wideo.

Dziś Broadcast.com nie istnieje. Po wpisaniu tej nazwy w pasek adresu jesteśmy przekierowywani na stronę główną Yahoo.

Murdoch straci 530 mln na MySpace?

Na MySpace zostali głównie początkujący muzycy (Fot. Flickr/Chris. P/Lic. CC by)
Na MySpace zostali głównie początkujący muzycy (Fot. Flickr/Chris. P/Lic. CC by)

News Corp kupiło MySpace za 580 mln dolarów w 2005 roku, kiedy o Facebooku nikt jeszcze nie myślał. Wtedy wydawało się to trafioną inwestycją, ale dziś sytuacja jest diametralnie inna. Serwis kurczy się z miesiąca na miesiąc.

To oczywiście "wina" zdobywającego serca, umysły i rynek Facebooka, ale też ludzi Ruperta Murdocha, którzy nie mieli na MySpace żadnego pomysłu. Na początku 2011 roku MySpace zwolniło prawie 500 osób – tj. 47% załogi.

Dziś serwis integruje się z Facebookiem i znów jest na sprzedaż. Transakcja dokona się w najbliższym czasie. Są już chętni na zakup MySpace, a dziennik "The Wall Street Journal" twierdzi, że News Corp nie chce za topniejący w oczach serwis mniej niż 100 mln dolarów.

Business Insider twierdzi, że Murdoch dostanie za MySpace raczej ok. 50 mln dolarów. Co znaczy, że straci na tej transakcji 530 mln.

Bebo kupione za 840 mln, sprzedane za 10 mln

AOL często popełniał pomyłki (Fot. Flickr/Jason Persse/Lic. CC by-sa)
AOL często popełniał pomyłki (Fot. Flickr/Jason Persse/Lic. CC by-sa)

Taki interes zrobił AOL na popularnym niegdyś serwisie Bebo. Nabyty w marcu 2008 roku projekt miał być "znakomitym uzupełnieniem sieci społecznej" AOL-u, właściciela komunikatorów AIM i ICQ.

W momencie przejęcia Bebo miało 40 mln użytkowników. Po dodaniu do tego użytkowników obu komunikatorów AOL-u, firma dysponowała 80 mln osób w jej "sieci społecznej". To więcej niż miał w tym czasie Facebook!

Niecały rok później, w lutym 2009 roku, Bebo odwiedziły już tylko 23 mln osób. W lutym 2010 roku ta liczba stopniała do 12 mln. Nie udały się próby ekspansji na rynek amerykański, a wcześniej chętnie odwiedzający Bebo użytkownicy z Wielkiej Brytanii oraz Irlandii pouciekali.

Nabyty za 840 mln dolarów serwis sprzedano w 2010 roku za 10 mln dolarów firmie inwestycyjnej Criterion Capital Partners.

Źródło: Business Insider

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)