Netflix. Angielska gra pokazuje, jak kiedyś wyglądał futbol. I dlaczego zachwycał wszystkich

Netflix. Angielska gra pokazuje, jak kiedyś wyglądał futbol. I dlaczego zachwycał wszystkich
29.03.2020 11:51
Netflix. Angielska gra pokazuje, jak kiedyś wyglądał futbol. I dlaczego zachwycał wszystkich
Adam Bednarek
Adam Bednarek

"Angielska gra" od Netfliksa to idealny serial na czas odpoczynku od futbolu. Tu, zamiast emocjonować się rozgrywkami na żywo, zostajemy skłonieni do spokojnej refleksji. Produkcja pozwala zastanowić się, czym miała być piłka nożna i jak bardzo daleka jest od tego ideału. Także przez nowe technologie.

Historia jest na pozór banalna. Są dwie drużyny. Pierwsza to Old Etonians, w której grają prawdziwi dżentelmeni, nazywający siebie autorami współczesnej im XIX-wiecznej piłki. Druga ekipa to ich całkowite przeciwieństwo - Darwen reprezentują robotnicy przędzalni. Szef zespołu, a zarazem właściciel fabryki, ściąga dwóch szkockich zawodników - Fergusa Sutera i Jimmy'ego Love'a - dokonując tym samym precedensu: płaci mężczyznom wyłącznie za grę w futbol.

Dżentelmenom to nie w smak. W jednej ze scen bramkarz Old Etonians, a zarazem szef federacji, martwi się, że płacenie piłkarzom za granie w piłkę doprowadzi do zabicia dyscypliny. W końcu prędzej czy później znajdzie się jakiś bogaty fabrykant, który będzie szastać kasą, skrzyknie najlepszych zawodników, oferując im najwyższe tygodniówki i zdominuje rozgrywki.

381461472502693610

Bohater trafnie opisał cały współczesny futbol. Na ironię zakrawa jednak fakt, kto te słowa wypowiadał. Bogaty lord, dla którego piłka nożna była rozrywką. Mógł sobie na nią pozwolić, bo nie pracował ciężko i nie miał też żadnych innych obowiązków.

Co innego robotnicy. "Angielska gra" pokazuje romantyczne korzenie futbolu. Ciężko pracujących ludzi, dla których sport był jedyną okazją, by zapomnieć o trudach codziennego życia. I szansą na to, aby utrzeć nosa bogatszym, którzy mieli się za lepszych: bardziej zaradnych, pracowitych, przedsiębiorczych.

Strach przed tym, by nie dopuścić kolejnych graczy do rozgrywki, jest też obecny we współczesnej piłce. Stąd pomysły, aby stworzyć Superligę - turniej, w którym brać będą udział najbogatsi, mający gwarancję, że nigdy z czołówki nie wypadną.

Tak jak Old Etonians bało się, że odpadnie z Pucharu Anglii z drużyną robotników, tak Manchester United czy Real Madryt obawia się, że kiedyś z europejskich rozgrywek wyeliminuje ich drużyna z Polski czy innego biedniejszego regionu. Choć już dziś to niemal niemożliwe, właśnie dzięki staraniom bogaczy i reformom Ligi Mistrzów. "Angielska gra" pokazuje, że czas na pokrzyżowanie tych planów minął bardzo dawno temu.

Romantyzm kontra biznes - 1:0

Takich smaczków jest więcej. Widzimy, jak przemysłowcy wietrzą interes w budowaniu stadionów, dzięki którym więcej osób może oglądać futbol, ale też więcej płacić za wejściówki. Stąd konieczność transferów. Trzeba kupować gwiazdy, by przyciągnąć nowych ludzi na trybuny. Z jednej strony "Angielska gra" ukazuje romantyzm, bo idolami byli twoi koledzy z ulicy lub pracy, ale i raczkujący biznes, wcale nie ukrywający się ze swoimi zamiarami.

381461472503086826

Jednak romantyzm mimo wszystko w "Angielskiej grze" króluje, a nawet chwilowo zwycięża. Dlatego ten serial może podobać się każdemu, kto wyznaje zasadę "Against Modern Football" - tęsknotę za prostotą, sprzeciw wobec postępującej komercjalizacji.

Jaka prosta była dawna gra. Zwykli ludzie, ubrani w spodnie, koszule, a nawet płaszcze, ganiali za kawałkiem skóry ku uciesze lokalnej społeczności. Ten pocztówkowy niemal obraz wcale nie skończył się w XIX wieku. Nawet dziś eksperci piłkarscy z łezką w oku wspominają czasy, gdy cały dzień grało się na dworze, jeśli nie na boisku, to przynajmniej na podwórku, odbijając piłkę od ściany.

Dziś talenty rodzą się w prywatnych szkółkach, gdzie - wydaje się - bez fachowego ubioru nie rozpoczyna się treningu. Piłkarska koszulka nie jest od tego, żeby odróżniać się od przeciwnika - ma dawać przewagę, niczym karta graficzna czy procesor w urządzeniach.

[url=http://koszulkifutbolowe.pl/technologie-adidas-koszulkach-obuwiu-pilkarskim/]Koszulki:[/url]

"Zastosowanie zaawansowanych technologicznie materiałów gwarantuje elastyczność, swobodę ruchów i doskonałe dopasowanie do ciała. Jedną z najnowocześniejszych koszulek piłkarskich Adidas jest nylonowo-elastanowa koszulka Alphaskin, która została wyposażona w technologię ClimaChill odpowiadającą za suchość i chłodzenie skóry w najbardziej newralgicznych miejscach. Koszulka piłkarska Adidas Alphaskin jest również elastyczna, dopasowana i wyposażona w filtr UV UPF 50+.

[url=https://r-gol.info/potrzebujesz-szybkosci-sprawdz-te-modele-korkow/]Korki:[/url]

"Cholewka wykonana w technologii FantomFit, membrana Hidraskin oraz zwiększona strefa kontaktu wokół sznurówek pomagają w kontroli piłki nawet przy największej szybkości, którą można osiągnąć w butach od amerykańskiego producenta"

Telewizja... utrudnia?

"Przecież ty nie znasz się na piłce" - mówi w pewnym momencie Fergus Suter do jednej z bohaterek "Angielskiej gry". Ta odpowiada, że znajomość zasad nie jest konieczna, aby czerpać radość z jego występów na boisku. Zupełnie inaczej jest dzisiaj. Piłka nożna przez rozwój technologii przestała być prostą, zrozumiałą dla każdego grą.

Pomimo oszałamiających i wciąż rosnących możliwości technicznych innowacje nie obejmują tradycyjnych szerokich planów – będący w coraz większym stopniu ramą i tłem narracji ogólny obraz przebiegu gry stał się jedynie dokładniejszy dzięki wyższej rozdzielczości obrazu czy zmianie jego proporcji z 4:3 na 16:9, a bardziej „egzotyczne” ujęcia, np. z wykorzystaniem tzw. spidercamu czy ujęć z helikopterów i dronów, pełnią wyłącznie funkcję przypraw. Mięsem narracji sportowego spektaklu stają się bliskie plany, z niezwykłą dokładnością przedstawiające emocje i reakcje na wydarzenia głównych bohaterów przedstawienia – przedmiotem zainteresowania staje się w coraz większym stopniu intencja zawodników, ich wewnętrzne zmagania oraz towarzyszące temu afekty, a zatem dokładnie to, co stanowi obiekt 90 procent dzisiejszych telewizyjnych produkcji.

Słowa autorów książki "Sport nie istnieje" potwierdzają relacje osób, które na żywo oglądały mecze FC Barcelony. Kibice będący na stadionie podkreślają, że tylko w ten sposób można docenić prawdziwy kunszt Leo Messiego, jednego z graczy wszech czasów. Dopiero patrząc na niego cały czas, widzi się, jak porusza się po boisku, kiedy przyspiesza, jak oszukuje rywali. Mimo że przez większość czasu po prostu drepcze po murawie, czego telewizja nie pokazuje. Częściej zobaczymy grymasy bólu czy złość po niewykorzystanej okazji.

Paradoks - chociaż dzięki technologii możemy nawet w aplikacji oglądać popisy Messiego i spółki, znajdując się tysiące kilometrów od stadionu, to i tak nie zobaczymy wszystkiego. Prosta relacja, którą musieli zadowolić się mieszkańcy Darwen, bardziej ich jednoczyła niż dzisiejsze pokazywanie futbolu. Bardziej nam współcześni kibice, którzy śledzili relacje telewizyjne przekazywane za pomocą 2-3 kamer, widzieli szerszy obraz gry. Dziś mamy do dyspozycji widok nawet 30 z kamer, ale realizator skupia się na wycinkach, przez co czasami omijają nas ważne dla przebiegu rozgrywki szczegóły.

Kanapowy trener wygrywa z kibicem

"Rodzi się nowy typ widza: kanapowy trener, strateg i ekspert, poświęcający się zgłębianiu ukochanych rozgrywek z entuzjazmem, wiarą we własne racje oraz afektywną intensywnością przywodzącą na myśl fascynacje polityczne czy religijne" - definiują współczesnego kibica autorzy książki "Sport nie istnieje".

Widzowie częściej zasypywani są powtórkami, kadrami pokazującymi akcję z różnych ujęć i perspektyw. Dodajmy do tego VAR - potrzebny, ale jednak dodatkowo komplikujący piłkę nożną. Trudniej jest wytłumaczyć postronnemu widzowi, czemu sędzia nagle idzie do ekranu i analizuje daną akcję, skoro nawet komentatorzy i eksperci kłócą się i poświęcają temu znaczną część piłkarskich programów. Byłbym głupi, narzekając na VAR, ale nie da się ukryć, że technologia w pewien sposób odziera nas z prostych emocji, które możemy dzielić z każdym. Zmusza nas do stania się ekspertami, angażowania się w temat, poświęcania czasu i często pieniędzy.

Byłbym również naiwny, gdybym chciał, żeby futbol sprzed lat powrócił. Dziś sportowe stacje zalewają nas archiwalnymi meczami i widzimy, jak piłka nożna wyglądała jeszcze nie tak dawno, w latach 90. Tamtejsi piłkarze nie wytrzymaliby dziś pewnie 30 minut. Nie oznacza to jednak, że nie można myśleć o alternatywie - co zresztą się dzieje, stąd popularność takich klubów jak St. Pauli czy Union Berlin (a w Polsce AKS Zły) i ruchu "Against Modern Football". A "Angielska gra" tylko zachęca do myślenia, gdzie i kiedy popełniono błąd, że piłka w znaczący sposób straciła swoją dawną pasję.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)