Nowy sposób na piratów. Czy kary podobne do mandatów okażą się skuteczne?

Piraci!
Piraci!
Marta Wawrzyn

04.06.2013 15:00, aktual.: 13.01.2022 11:37

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Francja od kilku lat próbuje wyrugować piractwo za pomocą drastycznych, ale nieskutecznych środków. Teraz tamtejszy rząd zaczyna myśleć o niższych karach, których zapłacenia nie będzie dało się uniknąć – tak jak nie da się uniknąć płacenia mandatów.

Francja od kilku lat próbuje wyrugować piractwo za pomocą drastycznych, ale nieskutecznych środków. Teraz tamtejszy rząd zaczyna myśleć o niższych karach, których zapłacenia nie będzie dało się uniknąć – tak jak nie da się uniknąć płacenia mandatów.

Francja bardzo ostro traktuje piractwo internetowe, przynajmniej w teorii. Działa tam prawo Hadopi i agencja o tej samej nazwie. Czy działa skutecznie? No cóż... Zadaniem agencji jest najpierw ostrzeganie, a potem karanie piratów (karą "ostateczną" jest odcięcie od Internetu). Hadopi ostrzega więc Francuzów (ponad milion wysłanych ostrzeżeń w 20 miesięcy!), a nielicznych (do tej pory kilkanaście osób) nawet zaciąga przed sąd. Działalność tego wspaniałego systemu, który na pozór wydaje się przerażający, a w praktyce nikomu w zasadzie krzywdy nie robi, pochłania miliony euro miesięcznie.

Nic dziwnego, że inne państwa patrzą na niego z ciekawością i mimo lobbingu ze strony koncernów nie spieszą się go wdrażać. To po prostu wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Koniec z odcinaniem od Sieci

Francuzi sami chyba zorientowali się, że nie ma to sensu, bo już nie zamierzają nikogo odcinać od Internetu. Nigdy zresztą nikogo nigdy nie odcięli. Ani jednej osoby. Jedynym ukaranym za piractwo obywatelem pozostaje 40-latek, który musiał zapłacić 150 euro, bo nie zabezpieczył dobrze Wi-Fi (serio!) i potem zignorował trzy ostrzeżenia Hadopi. Ostrzeżenia ogólnie są przez Francuzów ignorowane – i trudno im się dziwić.

Fleur Pellerin, francuska minister ds. gospodarki cyfrowej, zauważyła wreszcie, że prawo nie działa. Zauważyła też, że w dzisiejszych czasach trudno kogoś odciąć od Internetu, bo równie dobrze można by go odciąć od wody. Skoro nie odcinanie od Sieci, to co?

Kary za piractwo jak mandaty

Dziennik Internautów pisze dziś, że Francja zastanawia się nad wprowadzeniem dla piratów niewielkich kar pieniężnych, których nie będzie dało się uniknąć. Serwis porównuje nowy pomysł do fotoradarów – i coś w tym jest. Kary za piracenie plików mają być jak mandaty: będą przychodzić do domu i trzeba będzie je po prostu zapłacić. Nie będą one wysokie – najwyżej kilkadziesiąt euro – ale wyobraźcie sobie, że musicie zapłacić taką karę kilka razy w roku.

Francuzi za wolnym Internetem (Fot. Flickr/Rog01/Lic. CC by-sa)
Francuzi za wolnym Internetem (Fot. Flickr/Rog01/Lic. CC by-sa)

System "na papierze" wydaje się naprawdę solidny, pytanie tylko, czy to nie złudzenie: łatwiej komuś udowodnić, że jechał za szybko, niż że piracił muzykę czy filmy. W końcu czy adres IP wystarczy, żeby komuś wręczyć taki "mandat"? Francuzi mogą myśleć, że wystarczy, ale w USA sądy już nie skazują za piractwo na podstawie takiego wątpliwego dowodu.

Firmy prawnicze, które próbowały wyciągać od domniemanych piratów pieniądze, mając za dowód "przestępstwa" jedynie adres IP, zostały w Stanach skutecznie utemperowane. Teraz cywilizowane państwo europejskie zamierza wprowadzić ten sam model. I choć na pozór wydaje się on bardzo skuteczny, może się okazać, że rząd polegnie w starciu z prawnikami.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)