Odrażające inspiracje - tym razem kulinarne

Strona głównaOdrażające inspiracje - tym razem kulinarne
07.06.2009 08:00
glowne-danie
glowne-danie
Paweł Kański
Paweł Kański

Tak jak obiecywałem dziś kolejna porcja filmowej makabry inspirowanej prawdziwym życiem. Zanim jednak zacznę, muszę lojalnie ostrzec ludzi o słabszych nerwach i żołądkach. Nie robię tego po to aby Was zachęcić do czytania - po prostu treści jakie dzisiaj będziecie mogli przeczytać naprawdę mogą nie wszystkim przypaść do gustu... Czytajcie zatem jeśli chcecie, ale na własną odpowiedzialność!

Tak jak obiecywałem dziś kolejna porcja filmowej makabry inspirowanej prawdziwym życiem. Zanim jednak zacznę, muszę lojalnie ostrzec ludzi o słabszych nerwach i żołądkach. Nie robię tego po to aby Was zachęcić do czytania - po prostu treści jakie dzisiaj będziecie mogli przeczytać naprawdę mogą nie wszystkim przypaść do gustu... Czytajcie zatem jeśli chcecie, ale na własną odpowiedzialność!

Dziś będzie o duchowych krewniakach bohatera filmu Milczenie Owiec. Hannibal Lecter jest najbardziej chyba znanym w popkulturze mordercą - kanibalem. Jednak jego postać od początku do końca jest zmyślona! Wprawdzie filmowcy wzorowali się na Edzie Gein'ie o którym pisał tydzień temu, to jednak nie było ich intencją robić film o jego życiu i makabrycznych zbrodniach. Chociaż oczywiście, postać ta jest na nim wzorowana. Z inną sytuacją mamy do czynienia kiedy mówimy o filmie Rohtenburg (angielski tytuł Grimm Love). Film ten jest opowieścią o życiu człowieka, który kochał ludzi. Tak, bardzo, że niektórych miał ochotę zjeść.

Grimm Love trailer

Armin Meiwes i jego historia posłużyła jako inspiracje dla wielu muzyków i reżyserów. Jednak ja wybrał ten film, głównie dlatego, że jest on w miarę wierny prawdziwym wydarzeniom. Ale zacznijmy od początku! Armin Mewies był nieśmiałym dzieckiem na co na pewno wpłynęła jego zaborcza matka i rozwód rodziców. Trochę zagubiony, ale cichy, spokojny i uczynny. Gdy skończył studia zaczął pracować jako informatyk - dzięki temu, w czeluściach Internetu zaczął znajdować informacje na temat swojego wielkiego marzenia. Armin miał bowiem jedno życzenie - chciał mieć przyjaciela, którego mógłby ... zjeść! Co dziwne, w sieci znalazł dziesiątki osób, które dobrowolnie chciały oddać mu się jako posiłek!* *Franky (to jego nick na portalach dla kanibali, min. na Cannibal Cafe - tak, takie rzeczy naprawdę istnieją; nie linkuje bo i tak znajdziecie ;) znalazł aż 204 chętnych z całego świata do tego aby stać się jego głównym daniem! Oto treść jednego z "zaproszeń" jakie znaleziono w internetowej korespondencji Armina:

"Mam nadzieję, że wkrótce do mnie przyjedziesz. Jestem zgłodniałym ludożercą. Podaj mi swój wzrost i wagę, a zaszlachtuję cię i zjem twoje doskonałe mięso"

Innym razem pisze do innego internauty, udzielając mu fachowych rad:

"Pamiętaj, że przy swojej wadze masz około 35 kilogramów nadającego się do zjedzenia mięsa"

Prawda, że słodko? Tak więc Armin próbował umówić się z kimś na mała kolacyjkę. Jeden z jego gości, który przyjechał do niego zrezygnował w ostatniej chwili z pomysłu oddania się jako posiłek. Niesamowite jest to, że Armin jego rezygnację przyjął z całkowitym spokojem, a mężczyźni spędzili wieczór na jedzeniu ... pizzy i popijaniu piwa.

380916958562565866

Jednak, w końcu znalazł upragnioną ofiarę, bardzo zresztą chętną. Był nią pewien berlińczyk, także programista - Brenden Jurngen Brandes (nie wspominałem, że cała historia działa się u naszych sąsiadów w Niemczech? :). 9 marca 2001 roku mężczyźni spotkali się w domu Frankiego w Rotenburgu. Na wstępie postanowili, że zanim Brandes zginie, z chęcią spróbuje sam swojego własnego ciała... Armin odurzył go lekami, następnie wielkim kuchennym nożem odciął mu penisa, którego później usmażył z czosnkiem na maśle. Spożyli go obaj. Podobno był "twardy i trudny do przełknięcia". Następnie postanowił pomóc swojemu przyjacielowi w zejściu ze świata. Ten bowiem stracił wiele krwi i zaczął tracić świadomość, a Meiwes nie chciał narażać go na cierpienia. Przeniósł zatem ciało do wanny, którą wypełnił gorącą wodą tak aby ten szybciej się wykrwawił. Skąd to wszystko wiemy? Franky miał duszę dokumentalisty i wszystko to zarejestrował na kamerze wideo, a kaseta stała się później  dowodem w sądzie.

Gdy ten zszedł z tego świata, Armin dokładnie oprawił jego ciało - kości i jelita zakopał w ogródku, resztę zjadał na bieżąco, albo zamroził. Kanibal z Rotenburga jak później nazwano nieśmiałego programistę nie chciał zaprzestać na jednym posiłku. Umawiał się po kolei z 4 osobami, które jednak w ostatniej chwili się wycofywały. Armin puszczał je zatem wolno... Jednak wkrótce jego sprawa trafiła na policję, zaalarmowaną przez pewnego studenta z Austrii, który na początku korespondował z Meiwesem tylko dla zabawy. Jednak gdy zorientował się, że jego internetowy znajomy wcale nie żartuje zadzwonił na policję. Kanibala wkrótce ujęto...

Kanibal z Rotenburga we własnej osobie
Kanibal z Rotenburga we własnej osobie

Nie lada kłopot miał niemiecki sąd. Armin Meiwes w opinii wszystkich biegłych lekarzy był ... zdrowy psychicznie! Jedynie co można mu było zarzucać to słaba umiejętność odczuwania empatii, która nie jest jednak chorobą. W procesie w którym brał udział między innymi kochanek jego ofiary (Armin wysłał mu list z przeprosinami, za to, że zjadł jego chłopaka!), w pierwszej instancji padł wyrok ośmiu lat więzienia. Obrońcy zaakceptowali to, podobnie jak zaakceptowali paragraf  na mocy którego kanibal został skazany - zabójstwo drugiego stopnia.

Po wyroku Armin sprzedał prawa do swojej historii producentom filmowym - gdyby wyszedł na wolność byłby teraz bardzo bogatym człowiekiem. Nie wyjdzie jednak, ponieważ sąd apelacyjny skazał go w 2006 roku na dożywocie. A film jest bardzo dobrą produkcją, jeśli ktoś lubi połączenie horroru i dramatu psychologicznego!

Mam nadzieję, że jesteście usatysfakcjonowani bo ja na jakiś czas mam dosyć pisania na ten temat :) Co nie znaczy, że nie wrócę do tego za jakiś czas... Jeśli oczywiście chcecie :)))

Foto: nkzs

Źródło: własne,  Dzieje kanibalizmu, Daniel Diehl, Mark. P. Donnelly

Udostępnij:
Komentarze (0)