Panasonic HM-TA1 - mały może... mniej [test]

Panasonic HM-TA1 - mały może... mniej [test]
13.11.2010 08:20
Panasonic HM-TA1 - mały może... mniej [test]
Szymon Adamus
Szymon Adamus

Kieszonkowa kamera Panasonic HM-TA1 zrobiła na mnie całkiem dobre pierwsze wrażenie. Problem w tym, że z tak wątłego ciałka nie można wycisnąć tyle, ile bym chciał. Dlaczego?

Kieszonkowa kamera Panasonic HM-TA1 zrobiła na mnie całkiem dobre pierwsze wrażenie. Problem w tym, że z tak wątłego ciałka nie można wycisnąć tyle, ile bym chciał. Dlaczego?

Mniejsze niż trzeba

Kieszonkowy Panasonic HM-TA1 jest mały i intuicyjny do przesady. To najsilniejsza strona tego urządzenia. Mieści się w każdej kieszeni, waży tyle, że można o nim zapomnieć, i jest prostszy w obsłudze niż młotek. Wystarczy spojrzeć na przyciski funkcyjne. Wszystko oznakowane oczywistymi piktogramami albo ostrym, czerwonym kolorem, byśmy przypadkiem nie szukali za długo "spustu" nagrywania. Tego urządzenia po prostu nie można nie umieć używać.

Równie łopatologiczne jest menu, komunikacja z komputerem przez wbudowany port USB, ładowanie tą samą drogą i wkładanie karty pamięci. HM-TA1 nie jest zabawką dla fanów zmian ustawień i zabawy z mnogimi funkcjami. Tutaj liczy się prostota.

Niestety producent poszedł w upraszczaniu wszystkiego trochę za daleko. W menu brakuje chociażby zaczątków opcji do zmiany obrazu, nie ma samowyzwalacza, brakuje lusterka do robienia zdjęć samemu sobie... Opcje są ograniczone i jeśli nam odpowiadają, to dobrze. A jeśli nie? Mamy problem.

Dzienny łowca

Dwie rzeczy w kamerce zasługują jeszcze na uwagę. Pierwsza to bateria, która wytrzymuje dostatecznie długo, by brak ładowarki sieciowej nie był aż takim problemem, jak na początku sądziłem. Owszem, na wakacje nad morzem i wyjazdy w góry przydałaby się możliwość ładowania baterii z gniazdka. Ale po jednym załadowaniu akumulator starcza na kilka dni dość intensywnej zabawy i prędzej skończy się Wam miejsce na karcie pamięci.

Druga sprawa to jakość nagrań w ciągu dnia. Mniej wymagający użytkownicy mogą być zadowoleni. Oczywiście nie można na tę kamerkę patrzeć przez pryzmat tradycyjnych kamer. Jeśli tak zrobimy, to żadne urządzenie kieszonkowe nie będzie udane. Jakość w HM-TA1 nie rzuca na kolana, na co zwracałem uwagę już w pokazie możliwości, ale całkowicie też nie zniechęca.

W nocy się śpi!

Niestety zupełnie inaczej sprawy mają się w nocy. Przy słabym oświetleniu kamera jest w zasadzie bezużyteczna - zarówno w trybie zdjęciowym, jak i filmowym.

Nagranie za dnia.

  • Audio: 0xa106 48000Hz mono 1024Kbps
  • Video: MPEG4 Video (H264) 1920x1080 29.80fps 13370Kbps

Nagranie w nocy.

  • Audio: 0xa106 48000Hz mono 1024Kbps
  • Video: MPEG4 Video (H264) 1920x1080 29.81fps 12083Kbps

Obiektyw po prostu nie radzi sobie z mrokiem, a wbudowana dioda LED jest dobra jedynie na bardzo bliską odległość.

Pracę przy słabym oświetleniu utrudnia też brak podświetlania przycisków. Nie ma ich dużo i nie jest niezbędne, ale czasami by się przydało.

Patrz przed siebie!

Inny poważny problem, jaki napotkałem podczas testów, wiąże się z wyświetlaczem LCD. Panasonic HM-TA1 ma dwucalowy ekran, w zasadzie wystarczający do wypełniania funkcji urządzenia. Problemem są jednak kąty tego panelu ciekłokrystalicznego. A w zasadzie jeden kąt - dolny. Robiąc zdjęcie lub nagrywając film z kamerą podniesioną do góry, w zasadzie nie widzimy, co fotografujemy. Kąt pionowy jest tragiczny.

Do kieszeni... ale czy naszej?

Sęk w tym, że podobnie jest z komórkami, a te mają już coraz częściej możliwość nagrywania filmów w 720p i robienia całkiem niezłych zdjęć. Panasonic HM-TA1 ma niby tryb 1080p, ale nie oszukujmy się, głowy on nie urywa. Podobnie jak komórki kamera nie nadaje się też do użytku w nocy. Nie ma też zbliżenia optycznego, więc i tu nie może z nimi konkurować.

Dla kogo więc jest ta minikamerka? Dla osób, które nie chcą inwestować w zaawansowany telefon, ale chciałyby mieć przy sobie urządzenie wygodne i gotowe do użytku w awaryjnych sytuacjach. Kamera kosztuje obecnie około 460 złotych i jest to cena do zaakceptowania. Ale TYLKO jeśli nie spodziewacie się cudów. Bo cudów nie ma.

Źródło: TechSfera

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)