"Parówkowy falstart" czy mocny debiut? Jeszcze raz o naTemat

"Parówkowy falstart" czy mocny debiut? Jeszcze raz o naTemat23.02.2012 13:12
Lis z parówką gwiazdą prawicowego serwisu Rebelya
Lis z parówką gwiazdą prawicowego serwisu Rebelya
Michał Michał Wilmowski

W nowym serwisie Tomasza Lisa są dziesiątki blogów i mnóstwo informacji z różnych dziedzin. Ale to nie newsy rozpaliły wczoraj wyobraźnię internautów, nie zrobił tego Kuba Wojewódzki ani Justyna Kowalczyk. Wystarczyły parówki, które zaspokajają liczne podniebienia.

W nowym serwisie Tomasza Lisa są dziesiątki blogów i mnóstwo informacji z różnych dziedzin. Ale to nie newsy rozpaliły wczoraj wyobraźnię internautów, nie zrobił tego Kuba Wojewódzki ani Justyna Kowalczyk. Wystarczyły parówki, które zaspokajają liczne podniebienia.

Blogowy serwis Tomasza Lisa odpalono z hukiem wczoraj. NaTemat już na starcie był wypełniony treścią, więc przebrnięcie przez to wszystko trochę czasu mi zajęło.

Wielkie nazwiska, mnóstwo treści

I muszę przyznać, że serwis imponuje ilością i różnorodnością treści, a także wielkimi nazwiskami, które zdecydowały się pisać dla Lisa. W przeciwieństwie do mojego znakomitego kolegi Łukasza, nie sądzę, żeby ci wszyscy znani ludzie mieli tu udawać znawców od wszystkiego. Przeciwnie, siłą naTemat będzie to, że ma speców z różnych dziedzin, z których każdy może pisać o tym, na czym się zna.

Niech więc Justyna Kowalczyk bloguje o sporcie, Gosia Baczyńska o modzie, politycy o polityce, a aktorzy o swojej pracy albo i życiu prywatnym – i będzie się to czytać. Nie zapominajmy, że naTemat tworzą też mniej znani blogerzy, którzy i pisać potrafią, i znają się na tym, o czym piszą. To właśnie oni powinni sprawić, że serwis będzie się rozwijał. Tak to zadziałało w przypadku Salonu24, tak samo zadziała i tutaj.

Kiedy przegląda się naTemat, już na pierwszy rzut oka widać ogromny rozmach przedsięwzięcia. Informacji jest tyle, co na wielkich portalach, a pamiętajmy, że nie robi tego 100 pracowników, a zaledwie 20. Wniosek? Nie byłoby tego serwisu bez blogerów - co oczywiście upodabnia projekt Lisa do The Huffington Post, przynajmniej na jego pierwszym etapie rozwoju.

Cieszy mnie, że dużo uwagi poświęca się sprawom międzynarodowym, choć nie sądzę, żeby naTemat długo przy tym wytrwało. Polacy nie lubią czytać o tym, co się dzieje za granicą, przynajmniej dopóki nie jest to coś superważnego.

Kto zaspokaja się parówkami?

Internauci na razie podchodzą do projektu Lisa dość ostrożnie. Dziennikarze na Twitterze zastanawiali się wczoraj głośno nad nowymi formami reklamy, takimi jak sponsoring. Po przekopaniu serwisu okazało się, że faktycznie są w nim teksty odrobinę zbyt entuzjastycznie opisujące konkretne marki.

A dokładniej jedną markę – parówki ze stacji Orlenu, które ponoć zaspokoiły 3 mln podniebień. I zaczęło się. Zamiast o layoucie, znanych nazwiskach i zawartości serwisu na Twitterze, Facebooku, Kwejku oraz w paru innych miejscach roztrząsano przez pół dnia niezwykle ważną kwestię parówek.

Zaspokojony Lis na Kwejku
Zaspokojony Lis na Kwejku

Czy Lis teraz przestanie pytać, co z tą Polską, a zapyta, co z tą parówką? A tak w ogóle to jak tak można, promować spożywanie mięsa w Środę Popielcową? Skandal!

Na Wykopie sporą karierę zrobił artykuł z prawicowego serwisu Rebelya, w którym przeanalizowano "parówkowy falstart Lisa". Pozwolono sobie na dość daleko idące wnioski:

Czy państwo sponsoruje portal Tomasza Lisa? Artykuł nachalnie zachwalający parówki na stacjach Orlenu to premierowy hit portalu naTemat.pl, który miał być "nową jakością" w polskiej sieci. W dodatku tekst ukazał się w Środę Popielcową.

"No to jest jednak obciach przez O" - skomentował na Twitterze artykuł "3 miliony zaspokojonych podniebień. Parówki z Orlenu spożywczym hitem" dziennikarz "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski.

W końcu głos zabrał Tomasz Machała, który wyjaśnił, że artykuł nie jest reklamą. Po prostu redakcję zainteresowała kwestia popularności orlenowskich hot-dogów i napisali o tym tekst. Tylko tyle i aż tyle. Nikt nie dostał żadnych pieniędzy od Orlenu. A parówki "schodzą równo", niezależnie od tego, czy akurat jest post, czy nie. To fakt, a nie żadna reklama. Uff.

Czas pokaże

Dla Lisa i spółki najważniejsze i tak jest nie to, czy lubią, ale to, czy klikają. Dopóki więc jest zainteresowanie serwisem naTemat w mediach i wśród internautów, twórcy mogą spać spokojnie. Nie ma mowy o żadnym falstarcie, jednak w przyszłości warto by było uważać na takie rzeczy, jak story parówkowe.

Dla szefa naTemat Internet wciąż jest terra incognita - i to widać. W przeciwieństwie do Arianny Huffington Lis wcześniej nie blogował, nie wyróżniał się też aktywnością w serwisach społecznościowych. Ma do nadrobienia w tej dziedzinie więcej, niż mu się wydaje. O tym, czy mu się udało, nie da się sensownie porozmawiać ani dziś, ani za tydzień.

Czy faktycznie powstało właśnie w polskim Internecie coś wielkiego, przekonamy się najwcześniej za kilka miesięcy.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)