"Pelisky", dobry czeski grzaniec

"Pelisky", dobry czeski grzaniec12.01.2008 23:26
Mateusz

Z początkiem lutego do polskich kin wchodzi świetny "odgrzewaniec" jednego z najlepszych obecnie czeskich reżyserów, Jana Hrebejka. To Pupendo, kolejna odsłona rozliczeń z praskimi wydarzeniami roku 1968, kontynuacja charakterystycznego dla reżysera nurtu. Z tej okazji, specjalnie dla was recenzja najwybitniejszego z jego filmów: Pelisky, czyli Pod jednym dachem.

Z początkiem lutego do polskich kin wchodzi świetny "odgrzewaniec" jednego z najlepszych obecnie czeskich reżyserów, Jana Hrebejka. To Pupendo, kolejna odsłona rozliczeń z praskimi wydarzeniami roku 1968, kontynuacja charakterystycznego dla reżysera nurtu. Z tej okazji, specjalnie dla was recenzja najwybitniejszego z jego filmów: Pelisky, czyli Pod jednym dachem.

O Pupendo piszę "odgrzewaniec", ponieważ światową premierę miał już stosunkowo dawno, w 2003 roku. Niby dawno, a niczym czeski "grzaniec" ciagle pachnie świeżutko i smakuje wybornie, zwłaszcza w zimowe, chłodne dni. Pelisky natomiast to film niewiele wcześniejszy (1999), a chyba jeszcze bardziej soczysty.

Komuna, jak u nas, małe czeskie pomieszczonka i gwiazdkowe prezenty nie do końca trafione. Za każdym z prezentów stoi podtekst polityczny. Za każdym z nich stoi także, obowiązkowy u Hrebejka wątek konfliktu międzypokoleniowego. Wszystko okraszone humorem, nawet Mikołaj rubaszny. Groteskowy klimat filmu najlepiej oddaje pierwsza scena: trochę śmiesznie, trochę żałośnie nieudane samobójstwo. Ten motyw zresztą powraca w dalszych częściach filmu.

Hrebejk urodzony niemalże w przeddzień wydarzeń z wiosny'68 szczególnie chyba upodobał sobie ten czas. Toteż akcja filmu zaczyna sie mniej więcej z dniem urodzenia swego autora (tu: Boże Narodzenie 1967 roku), kończy w kilka miesięcy po zamieszkach. Przez ten czas przez film zdąży przejść wyraźna kreska kontrastu (zima/lato, komunista/opozycjonista, rodzice/dzieci), odjeżdżając niekiedy w stronę barwnych mieszanek i ciekawych paradoksów (opozycjonista prywatnie jest tyranem, zwolennik reżimu to wrażliwiec).

Pelisky (pol. Pod jednym dachem) to film najlepszy albo przynajmniej "jeden z..." spośród obrazów tego czeskiego reżysera. Nad scenariuszem, jak zwykle pracował Petr Jarchowsky, wierny współpracownik Hrebejka. Całość skonstruowana jest na podstawie powieści Petra Sabacha. Z pierwowzorem reżyser poradził sobie znakomicie, a im dalej w film tym bardziej w estetyczne mistrzostwo. Mi najbardziej do gustu przypadło zakończenie, w którym już nie ma groteski, jest wzruszenie i dedykacja "dla wszystkich, którzy kogoś utracili". Patosu nie ma, bo wszystko jest zniszczone, jest więc całkiem naturalny powód by tak czuć. Gorąco polecam ten film, zwłaszcza w kontekście czterdziestolecia wydarzeń.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)