Piszesz fantasy, udawaj, że jesteś facetem. Czy autorki są dyskryminowane?

Czy George Martin pisze "po męsku"? (Fot. "Gra o tron"/HBO)
Czy George Martin pisze "po męsku"? (Fot. "Gra o tron"/HBO)
Marta Wawrzyn

23.07.2013 10:00, aktual.: 10.03.2022 12:02

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Mamy XXI wiek, a pisarki fantasy i science fiction wciąż traktowane są jak nietypowe zjawisko. Zdarza się, że wydawcy proponują im, by przyjęły męski pseudonim albo zamieniły na okładce imię na inicjał, bo w przeciwnym razie mogą się nie sprzedać. O dyskryminacji kobiet, wciąż obowiązujących stereotypach i sposobach na przetrwanie w męskim świecie rozmawiamy z Anną Brzezińską, autorką sagi o zbóju Twardokęsku oraz wielu innych znanych i wyróżnianych prestiżowymi nagrodami książek.

Mamy XXI wiek, a pisarki fantasy i science fiction wciąż traktowane są jak nietypowe zjawisko. Zdarza się, że wydawcy proponują im, by przyjęły męski pseudonim albo zamieniły na okładce imię na inicjał, bo w przeciwnym razie mogą się nie sprzedać. O dyskryminacji kobiet, wciąż obowiązujących stereotypach i sposobach na przetrwanie w męskim świecie rozmawiamy z Anną Brzezińską, autorką sagi o zbóju Twardokęsku oraz wielu innych znanych i wyróżnianych prestiżowymi nagrodami książek.

Po Comic-Conie można odnieść wrażenie, że dziewczyny uwielbiają geekowską rozrywkę, zgodnie z obowiązującym stereotypem, przeznaczoną głównie dla mężczyzn, a i to tylko dla wybranych. Ale nawet jeśli dziewczyny są coraz częściej w grupie odbiorców, należy pamiętać, że tę rozrywkę wciąż tworzą przede wszystkim faceci. Pisarki czy scenarzystki science fiction i fantasy, owszem, istnieją, wystarczy jednak jeden rzut oka na listę w Wikipedii (w Polsce nie jest inaczej niż za granicą), by zobaczyć, jak nieliczna to grupa.

Czyja to wina? Samych kobiet, które nie garną się, by opisywać losy dzielnych kapitanów statków kosmicznych? Tych nielicznych mężczyzn, którzy traktują je protekcjonalnie i pogłębiają wrażenie, że to naprawdę nie jest świat przyjazny dla kobiet? Matek, które w dzieciństwie dawały nam do zabawy lalki?

Nie ulega wątpliwości, że problem jest bardziej skomplikowany i złożony, niż wielu z nas sądzi. Ja sama od lat mam zwyczaj działać według zasady, że jeśli coś mnie interesuje, to po prostu tym się zajmuję, nie zwracając większej uwagi na to, co ma na ten temat do powiedzenia reszta świata. Nigdy nie uważałam się za przedstawicielkę jakiegoś obcego gatunku, która weszła na nieprzyjazny sobie teren. Nie wydaje mi się zresztą, żeby kiedykolwiek tak mnie potraktowano. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że różne osoby mogą różnie odbierać to, co dla mnie nie jest szczególnie znaczące.

Drogie panie, piszcie pod męskimi pseudonimami

Kilka miesięcy temu "The Wall Street Journal" donosił, że Magnus Flyte, autor książki "City of Dark Magic", to w rzeczywistości dwie panie: Christina Lynch i Meg Howrey. Dlaczego w XXI wieku kobiety zdecydowały się wystąpić pod męskim pseudonimem? Bo czasem lepiej jest pozostać w XIX wieku, mieć święty spokój i zarobić na książce więcej niż dolara.

Kolejna ksiażka Magnusa Flyte'a
Kolejna ksiażka Magnusa Flyte'a

Anne Sowards z Penguina – kobieta, a jakże! - powiedziała The WSJ, że czasem po prostu lepiej być facetem. Jej zdaniem ma sens, by autorki używały męskich pseudonimów, na przykład wtedy, kiedy główni bohaterowie ich książek to mężczyźni. Albo kiedy to, co piszą, jest typowo męskie – jak wojskowe science fiction albo pewne typy fantasy czy thrillerów. Dlatego też czasem wydawcy zachęcają panie do udawania, że są panami.

"W przypadku nowego autora chcemy uniknąć wszystkiego, co może sprawić, że czytelnik weźmie książkę do ręki i odłoży ją, stwierdzając: »to nie dla mnie«. Kiedy wydaje nam się, że książka może spodobać się męskim czytelnikom, chcemy, aby wszystko do nich trafiało, począwszy od okładki, a skończywszy na nazwisku autora" – mówi Sowards.

Trudno nie oburzać się, słuchając tego typu argumentów, ale czy to tylko wina wydawców, że uciekają się do takich sztuczek? Może głównym problemem są przyzwyczajenia i fobie czytelników?

Jeśli kobieta, to sfrustrowana i paskudna

Co jest nie tak z pisarkami? Czy tworzą innego typu bohaterów niż pisarze? Mniej męskich, bardziej zniewieściałych? A może zasiedlają świat przedstawiony samymi silnymi babami, o których mężczyźni nie chcą czytać?

"Praca pisarza jest zajęciem na skroś indywidualnym, większość czasu spędzam w samotności, pisząc lub czytając. Przy pisaniu płeć nie odgrywa większej roli, nie mam też poczucia, że piszę bardziej dla kobiet czy bardziej dla mężczyzn, dla młodszych czy dla starszych - wydaje mi się, że piszę po prostu dla ludzi. Nigdy nie próbowałam robić jakichś profili moich czytelników i zastanawiać się, że powinnam to czy owo zmienić w mojej prozie, żeby uszczęśliwić chłopców czy dziewczynki. To po prostu nie działa w ten sposób" – tłumaczy w rozmowie z Gadżetomanią Anna Brzezińska, polska autorka fantasy.

Anna Brzezińska na Polconie (Fot. Szymon Sokół/Wikipedia Commons)
Anna Brzezińska na Polconie (Fot. Szymon Sokół/Wikipedia Commons)

I dodaje: "Czasami te stereotypy społeczne włączają się w recenzjach. Pamiętam, że tuż po moim debiucie powieścią »Zbójecki gościniec« zastanawiano się, czy nie jest to książka mężczyzny wydana pod kobiecym pseudonimem, bo przecież to niemożliwe, żeby kobieta pisała równie brutalną prozę (a jeśli już, to na pewno sfrustrowana i paskudna). Zdarza mi się również przy różnych okazjach słyszeć, że czytelnicy są zdziwieni moją aparycją, bo po lekturze tekstów oczekiwaliby raczej kogoś w typie Horpyny".

Doktor Who nie jest kobietą

Ale problem dotyczy nie tylko literatury. W popkulturze nie jest lepiej. "The Guardian" zauważył, że w ekipie "Doktora Who" nie ma scenarzystek. Ostatni odcinek, napisany przez kobietę, wyemitowano w 2008 roku. Za czasów Stevena Moffata nie było już żadnego. Zresztą wcześniej też sytuacja nie wyglądała różowo – od czasu powrotu kultowego serialu w 2005 roku tylko jeden odcinek napisała scenarzystka, Helen Raynor.

Steven Moffat mówi, że w "Doktorze Who" nie chodzi o płeć i że każdy, kto potrafi pisać fajne historie, ma szansę być scenarzystą serialu. Tak się jakoś złożyło, że zainteresowani lub/i wystarczający dobrzy są wyłącznie mężczyźni? Gdybym była feministką, pewnie uznałabym to za mocno podejrzane.

Problem polega na tym, że takie seriale jak "Doktor Who" uważane są za domenę geeków. A geekami przez długie lata byli faceci, a nie jakieś panie robiące sobie kiecki w stylu TARDIS.

Obraz

To się zmienia, takich pań (i takich kiecek) jest coraz więcej, ten stereotyp powinien już przestać mieć rację bytu. A jednak wciąż obowiązuje, tak w literaturze, jak i w telewizji. Kobiety przebijają się w tym świecie z trudem, ale jednak są. I współtworzą nie tylko "Pamiętniki wampirów", ale też "dorosłe" seriale, jak "Gra o tron" czy "Once Upon a Time".

Literatura menstruacyjna kontra ostry ozór

"The Guardian" pisze, że kobietom trudniej jest się przebić. Nawet jeśli piszą równie dobrze jak mężczyźni, muszą wiele razy pukać do tych samych drzwi, zanim (jeśli w ogóle) zostaną wpuszczone. Nic dziwnego, że zniechęcają się i rezygnują. Zdarza się, że swoją płeć próbują ukryć, występując pod męskim pseudonimem albo używając inicjału zamiast pełnego imienia. Tak jak J.T. Colgan, autorka powieści ze świata "Doktora Who", która naprawdę nazywa się Jenny Colgan. Również J.K. Rowling, choć nie ukrywała nigdy swojej płci, nie występuje na okładkach swoich książek jako Joanne Rowling czy Joanne Kathleen Rowling. Zapewne nie bez przyczyny.

Nawet jeśli wydaje nam się, że żyjemy we wspaniałym świecie, w którym wszyscy są równi i każdy może robić, na co ma tylko ochotę, stereotypy nie znikły. "Zdarzyło się też ze dwa razy podczas moich kilkunastu lat pisania, że zostałam zaatakowana - jako pisarka, a nie matka czy żona - przy użyciu stereotypów płciowych, związanych z seksualnością, a przed wieki właśnie seksualność była tą podstawową linią ataków na kobiety" – opowiada Anna Brzezińska.

"Zajmowałam się tym zawodowo jako historyczka społeczna, więc znam te mechanizmy dość dobrze, ale one coraz bardziej tracą na znaczeniu i nie dotyczą wyłącznie fantastyki. Świetnym przykładem jest deprecjonujące określenie »literatura menstruacyjna«, ukute pod koniec XX wieku po eksplozji polskiego kobiecego pisarstwa w głównym nurcie. Gdzieś się więc te stereotypy tlą w życiu literackim, ale nie dotykają mnie jakoś przesadnie: czuję się w swojej kobiecości na tyle swobodnie, że to raczej materiał na anegdoty niż powód do zmartwienia" – dodaje autorka.

Jak mówi Brzezińska, płeć nie ma wpływu na to, ile zarabia, jej honoraria są pochodną sprzedaży. Nigdy też nikt nie zasugerował, że powinna przyjąć męski pseudonim, jeśli chce być wydana. "Nigdy nie zetknęłam się nawet z uwagą »Ty sobie nie zaprzątaj tym tej swojej ślicznej główki«, bo oprócz ślicznej główki mam też ostry ozór i szybkie riposty" – mówi.

I to właśnie może być klucz do przetrwania w męskim świecie.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)