Poród z Twitterem w roli głównej

Strona głównaPoród z Twitterem w roli głównej
13.08.2009 10:00
Poród z Twitterem w roli głównej
Grzesiek Powalski
Grzesiek Powalski

Ludzie byli w szoku gdy porody zaczęto kręcić na wideo. Teraz po wpisaniu słowa „childbirth” YouTube pokaże nam ponad 3500 filmów. Słowo „poród” zaś doprowadzi nas do prawie tysiąca. Jednak szczegółowe relacje porodów na Twitterze to coś nowego.

Ludzie byli w szoku gdy porody zaczęto kręcić na wideo. Teraz po wpisaniu słowa „childbirth” YouTube pokaże nam ponad 3500 filmów. Słowo „poród” zaś doprowadzi nas do prawie tysiąca. Jednak szczegółowe relacje porodów na Twitterze to coś nowego.

Sara Williams jest żoną dyrektora generalnego Twittera. O przebiegu swojego porodu poinformowała online ponad 14 tys. osób. Kobieta napisała wszystko o przybyciu do szpitala, odejściu wód płodowych, a nawet o potrzebie znieczulenia.

Sara to jedna z pierwszych mam, które zdecydowały się na tweetowanie podczas porodu. Ubiegła ją jednak Terra z San Francisco. Ona wysyłała wiadomości przez iPhona, a jej obok pisał na BlackBerry.

Co więcej stosuje się już nawet pas z czujnikami, który kobieta w ciąży owija sobie wokół brzucha. On wysyła do Twittera sygnały, zamieniane później na wiadomości, że dziecko kopie.

W Polsce może jeszcze nie ma takiej mody. Jednak zaraz po urodzeniu dziecko otrzymuje swój profil na Naszej-klasie i pod jego zdjęciami zaczynają się pojawiać komentarze. Każdy ma tę samą, lekko żenującą treść. Czy tak faktycznie powinno być?

Źródło: Gazeta.pl

Udostępnij:
Komentarze (0)