Poruszająca wystawa zdjęć? Najlepiej wojnę obrzydziłyby... gry - pokażcie je w galeriach!

Zdjęcie żołnierza pochodzi z serwisu shutterstock.com
Zdjęcie żołnierza pochodzi z serwisu shutterstock.com
Adam Bednarek

09.11.2014 14:01

Nie rozumiem, dlaczego jeszcze nikt na to nie wpadł. Gry lepiej niż filmy pokazują prawdziwe, tragiczne oblicze wojny - bo my jesteśmy w samym jej środku. Jako uczestnik, a nie widz.

Dzisiaj w muzeach czy nowoczesnych galeriach pokazuje się mnóstwo rzeczy, które szokują, oburzają, są kontrowersyjne. Uprzedzając więc argument: “przecież wielu myśli, że gry gloryfikują zabijanie ludzi, więc kto się na to odważy”. Skoro dla niektórych artystów tabu nie ma, to uwierzcie mi, gry to pikuś.

Tym bardziej że gry wojenne, jak mało które, zasługują na to, żeby trafić do galerii czy nawet szkół.

NaTemat niedawno opublikowano tekst o “poruszającej wystawie zdjęć”. Z dobrym, celnym tytułem: “Niestety żołnierze bez nóg i ze szklanymi oczami nie obrzydzą ludziom wojny”. Dlaczego?

Obraz

Bo wojna schodzi na drugi plan. Ważniejsze jest współczucie dla drugiego człowieka. Żołnierza, który stracił nogę. Albo pół twarzy. Ale nie o to w tym przecież chodzi.

Jestem w stanie wyobrazić sobie, co kieruje twórcami takich ekspozycji – mówi Jarosław Świątek, redaktor naczelny Polskiego Portalu Psychologii Społecznej. – Ale nie tędy droga. Pokazując słabości, wzbudzamy litość a tej bohaterowie wystawy takiej jak „In Wounded…” raczej nie szukają.

Marzy mi się galeria, w której znajdą się telewizory i konsole, wraz z komputerowymi stanowiskami. Jak na growych targach. Ale każda kolejna wystawa to inna, wojenna gra.

Medal of Honor porusza

Tak żeby każdy mógł przejść tę poruszającą misję - lądowanie na plaży Omaha:

Medal of Honor: Allied Assault (War Chest) - Omaha Beach on D-Day

Albo pogrzeb z nowego Call of Duty (uwaga, będą delikatne spoilery!). Z tej sceny w Advanced Warfare wszyscy się śmiali, bo wciska się w niej przycisk, by “złożyć hołd”. Nie ma w tym nic żenującego - zgadzam się z Maciejem Kowalikiem z Polygamii. Jest za to mocna scena, kiedy… no właśnie, sami zobaczcie.

Pewnie moglibyśmy tak wymieniać i wymieniać. Mamy przecież serię Brothers in Arms, w której wzruszających chwil nie brakowało. Jest świetne The Valiant Hearts, gra, która zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie - rozgrywa się w czasach I wojny światowej.

Valiant Hearts E3 Trailer [US]

A polskie This War of Mine, pokazujące wojnę z perspektywy zwykłego cywila - kogoś, kim moglibyśmy być my? Już sam zwiastun powoduje ciarki na całym ciele:

This War of Mine gameplay trailer - THE THINGS THAT TAKE US BACK

Załapałoby się też The Last of Us. Niby tam walczy się z wirusem zombie, ale gdzieś z tyłu głowy, przez całą grę, chodziła mi myśl - to mogłaby być gra o wojnie. O prawdziwej wojnie, kiedy ludzie są na granicy wytrzymałości i robią wszystko, żeby przeżyć. Znika człowieczeństwo, liczy się tylko przetrwanie.

Chcecie obrzydzić komuś wojnę - pokażcie mu wojenne gry. Mocne, brutalne, krwawe. Wsadźcie ich w miejsce akcji i pokażcie, jak giną towarzysze broni. Co z tego, że tej wirtualnej. To i tak zrobi wrażenie.

Jeśli gry mnie czegoś nauczyły, to na pewno szacunku do czasów, w których żyję. I na pewno większego zrozumienia okrucieństwa wojny.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (2)