Wygląda jak odrobinę większa rakieta do tenisa stołowego, jednak jego celem nie jest bynajmniej pomóc nam w wykonaniu asa serwisowego. Owadobójcza rakieta ma bowiem cechę, odróżniającą ją od tych, które nie są owadobójcze. Siatka, która znajduje się wewnątrz niej jest pod napięciem.
I to nie jest jakieś smętne kilka wolt – tylko okrągłe 1800. W porównaniu do paralizatorów nie jest to może dużo (te mogą wytwarzać nawet 10 mln wolt), jednak my walczymy z małymi owadami – a taka rakieta skutecznie je eliminuje. Nie mówiąc o frajdzie, jakie daje polowanie urządzeniem naładowanym prądem, na szczęście bezpiecznym dla człowieka.
Jeśli zatem chcemy efektywnie i efektownie pozbywać się komarów, much i meszek, łapmy za baterię, włączmy rakietę i wyruszajmy na elektryczne łowy.