Steam Trading Cards – pomysł prosty i genialny

Steam Trading Cards – pomysł prosty i genialny
Blomedia poleca

02.07.2013 17:30

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Steam, najpopularniejszy sklep z cyfrowymi grami na świecie, wprowadził właśnie nowy, diabelsko dobry wynalazek w postaci Steam Trading Cards. Mechanizm ma w założeniach (co oczywiste) zwiększać obroty sklepu, wykorzystując kolekcjonerską naturę człowieka, której wiele osób nie potrafi się oprzeć.

Steam, najpopularniejszy sklep z cyfrowymi grami na świecie, wprowadził właśnie nowy, diabelsko dobry wynalazek w postaci Steam Trading Cards. Mechanizm ma w założeniach (co oczywiste) zwiększać obroty sklepu, wykorzystując kolekcjonerską naturę człowieka, której wiele osób nie potrafi się oprzeć.

Pomysł w założeniach jest banalny: w zamian za granie w określone gry (jest ich na razie kilkanaście, w tym parę darmowych) dostajemy co jakiś czas kartę do naszego ekwipunku na steamowym profilu. Haczyk polega na tym, że liczba możliwych w ten sposób do pozyskania kart jest mniejsza, niż sumaryczna liczba kart dostępnych w grze. Przykład – Don’t Starve. Kupiłem grę, przysługują mi trzy “card drops” (czyli trzy razy mogę dostać kartę), ale kart z gry jest w sumie pięć. Skąd mam wziąć pozostałe dwie?

Oczywiście mogę je kupić. Rano sprzedałem swoją pierwszą kartę z Don’t Starve za 50 eurocentów (na steamowym rynku), które to eurocenty zasiliły mój wirtualny steamowy portfel. Postanowiłem zebrać przynajmniej jeden zestaw kart, mój wybór padł na Team Fortress 2.

Miałem zapewnionych pięć dropów (za kupno gry i chyba jakąś kupioną kiedyś w przypływie dobrego humoru czapkę), więc włączyłem grę, zwinąłem ją do paska i poczekałem, aż będę miał pięć kart. Do pełnego zestawu brakowało mi czterech. Kupiłem sobie trzy po 16 eurocentów (ha!) i skończyła mi się kasa. Chciałem zapłacić kartą, ale okazało się, że minimalna kwota doładowania portfela to 5 euro. Ot, spryciarze…

Obraz

Doładowałem 5 euro, kupiłem brakujące dwie karty i dostałem cztery nagrody. Pierwsza to odznaka, którą mogę się chwalić na swoim profilu. Druga to prawo używania nowej emotikonki w czacie (zabawne). Trzecia to jakieś tło dla profilu, którego to tła na razie nie włączyłem, bo sprawdziłem jego cenę na rynku (w Steamie da się handlować niemal wszystkimi elementami związanymi z profilem) i wstawiłem je za 50 euro, żeby sprawdzić, czy faktycznie jest aż tak rzadkie, na jakie wygląda.

Czwartą nagrodą była zniżka o 50% na grę Forge. Nie słyszałem o tej grze, jej cena wynosi 19 euro, ale skoro mogę ją sobie teraz kupić za 9,5 euro… to się zastanowię. Nie mogę jej sprzedać na rynku za 8 euro , ale mogę używać jej podczas wymian barterowych z innymi graczami.

Tym samym sposobem system wyprzedaży Steama wszedł na wyższy poziom: teraz wyprzedaże określonych tytułów dostępne są jedynie dla wybranej, wylosowanej i oddanej (wszak wpłaciłem te 5 euro) grupie ludzi. Co więcej, system wydaje się nie mieć końca: zestaw moich kart z Team Fortress 2 zresetował się, ale teraz mogę ponownie go zbierać na odznakę poziomu drugiego. Oczywiście nie wypadną mi już karty za samo granie, więc teraz wszystkie muszę kupić. Hmmm, akurat mam wolną resztę z tych 5 euro.

Valve chce, żeby karty były drogie – z gier darmowych nie ma dropów, póki nie zrobimy w nich zakupów na 9 euro/dolarów.

Kapitalny pomysł na zaktywizowanie swoich użytkowników, na dodatek z ulubionym przez tłumy elementem losowym (nigdy nie wiesz, co dostaniesz za złożenie zestawu kart). Nie wiem, czy będę się w to bawił, ale przyklaskuję temu, co zrobiło Valve, wiele osób się w tej zabawie zakocha.

Tutaj pamiątkowy obrazek za złożenie odznaki poziomu 1 z Team Fortress 2.

Obraz

Jakub "Cubituss" Kowalski

Wpis pochodzi z blogu Zagraceni.pl.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)