Takiego telewizora jeszcze nie było. Samsung The Sero idealnie wstrzeliwuje się w potrzeby Polaków. Ma jedną wadę
Samsung The Sero promowany jest jako telefon dla millenialsów. Po spędzeniu z nim kilku dni potwierdzam: tak, to sprzęt dla nowego pokolenia. Ale wcale nie dlatego, że w nietypowy sposób współpracuje ze smartfonem. Oto nasza recenzja.
Adam Bednarek
Udostępnij
The Sero (z koreańskiego: "pionowy") to dość nietypowy telewizor, bo mogący wyświetlać obraz w dwóch trybach: standardowym, poziomym oraz… pionowym.
Samsung tłumaczył to myśleniem o odbiorcach, którzy więcej czasu spędzają na Facebooku, YouTube, Instagramie czy TikToku. Te platformy są specjalnie dopasowane pod smartfony, gdzie wyświetlają filmiki w orientacji pionowej.
Właśnie tak można oglądać treści na telewizorze The Sero: albo w pionie, albo poziomie. Położenie ekranu zmienia się na pilocie, lub machając smartfonem, jeśli połączymy go z telewizorem.
Millenialsem nie jestem, a oglądanie w pionie filmiki mnie irytują. A i tak żałowałem, gdy musiałem The Sero oddawać.
Dekada oszczędzania dosłownie każdej zarobionej złotówki - tyle potrzeba, by Polak zarabiający średnią krajową mógł kupić mieszkanie bez kredytu. Jak wynika z danych, epidemia nie zbiła cen mieszkań. W stolicy na metr kwadratowy mieszkania trzeba pracować dwa miesiące.
By samemu zaoszczędzić na M4 o powierzchni 50 metrów kwadratowych w stolicy, potrzeba 137 miesięcy odkładania. To ponad 11 lat mozolnego odkładania. W Łodzi to zadanie uda się po 86 miesiącach. To 7 lat.
A mówimy tu mieszkaniu mającym 50m2. Nie jest to wielka willa.
The Sero to sprzęt, którego twórcy wyznawali podobną filozofię. Fakt, że ma "tylko" 43-cali można tłumaczyć względami konstrukcyjnymi - sam telewizor jest ciężki, podobnie jak trzymająca go podstawka - i tym, że większy ekran być może nie wytrzymałby częstego obracania się.
Wydaje mi się jednak, że bardziej chodzi tu o to, że telewizor trafić ma właśnie do młodych, którzy w większości raczej nie mają szansy na przestronne mieszkanie.
Rodzi się pytanie, czy 6 tys. za 43-calowy telewizor to cena przygotowana z myślą o mniej zasobnych portfelach. Zacząłem się nad tym zastanawiać.
Gdybym miał The Sero na własność, mógłbym zrezygnować z wielkiej półki, na której telewizor stoi. Zakładając, że mamy do umeblowania "gołe" mieszkanie, jeden wydatek więc nam odpada.
Poza tym w polskich domach bardzo często telewizor wiesza się na ścianie. Również wiąże się to jeśli nie z dodatkowym wydatkiem, to przynajmniej z koniecznością "poświęcenia" fragmentu ściany.
Samsung The Sero pozwala ją odzyskać, zmieniając przy okazji sposób myślenia o telewizorze. Staje się meblem, elementem przestrzeni, a jednocześnie czymś, dzięki czemu inaczej możemy myśleć o otaczających nas przedmiotach.
Poświęcam tyle uwagi designowi The Sero wcale nie po to, by przykryć kwestie sprzętowe. Wręcz przeciwnie - to świetny telewizor, który sprawdził się i podczas oglądania, i grania. Obraz jest wyraźny, czysty. 4K, HDR, technologia QLED, 100 proc. natężenie kolorów dzięki technologii Quantum Dot - to wszystko gwarantuje realizm oglądanych treści.
Dodajmy, że The Sero w przypadku treści o niższej rozdzielczości niż 4K poprawia zarówno obraz, jak i dźwięk do jakości możliwie zbliżonej do 4K. I to faktycznie widać, i słychać.
The Sero ma też zaskakujące brzmienie. Głośniki 4.1ch 60W z funkcją Dolby Digital Plus sprawiały, że The Sero zamienił się u mnie bardzo często w radio, na którym odpalałem koncerty z YouTube'a czy muzykę ze smartfonów.
Samsung The Sero to dla mnie spore zaskoczenie. Myślałem, że funkcja odtwarzania w pionie to zbędny bajer. Sztuczka, którą Samsung chce się wyróżnić. Tymczasem The Sero sprawił, że inaczej zacząłem myśleć o aranżacji mieszkania. Kiedy telewizor jest wyłączony, ekran jest w pionie - w tym czasie mogą wyświetlane być np. zdjęcia, przygotowane przez twórców animacje czy grafiki.
Telewizor przestaje być więc tylko sprzętem do odtwarzania treści. Wzbogaca swoim kształtem i działaniem mieszkanie. Pytanie, czy nie płacimy za to zbyt wysokiej ceny. Jasnym jest, że bardziej kusi nieco tańszy telewizor, ale mający 65-cali, niż dość ekstrawagancki gadżet.
Podoba mi się jednak kierunek, w którym idzie Samsung, zrywając z tradycyjnym myśleniem o telewizorach. Najpierw The Frame, teraz The Sero. Jeśli macie małe mieszkanie, w którym 43-calowy telewizor jest w sam raz, marzycie o minimalnym wystroju, a jednocześnie chcecie mieć świetnie odtwarzający treści sprzęt - The Sero to właściwy adres. Tylko ta cena...