Tefal Quickchef - recenzja blendera

Tefal Quickchef - recenzja blendera
08.09.2017 09:19
Tefal Quickchef - recenzja blendera
Źródło zdjęć: © Grzegorz Burtan/WP Tech
Grzegorz Burtan
Grzegorz Burtan

Uwielbiam blendować. Kremy, sosy, koktajle, smarowidła na kanapki – nic tak dobrze nie smakuje, jak zrobione przez samego siebie. Dostając do zrecenzowania blender Tefal Quickchef byłem pewny nadziei. Obiecane na pudełku właściwości były bowiem bardziej niż zachęcające. A jak sprawdził się w codziennym użytkowaniu?

Francuzom trzeba przyznać jedno – z tak prostego urządzenia potrafili wykrzesać elegancki wygląd. Design Quickchef jest przemyślany – czarne ogumienie komponuje się z metalowym wykończeniem. Dzięki temu urządzenie wygląda naprawdę profesjonalnie. Ale wygląd blendera schodzi na drugi plan, kiedy trzeba go użyć – to jest w końcu jego kluczowa funkcja.

Ta natomiast wypada świetnie. Nie ma sensu dłużej trzymać was w niepewności – Quickchef to świetnie zrobione narzędzie. Silnik o mocy 1000 W i 20-stopniowa skala mocy są niesamowicie przydatne. Nie mówiąc o trybie pulsacyjnym, który skutecznie "wygładza" wszystkie grudki.

Przykładowo, nie cierpię krojenia i szatkowania cebuli. Zawsze mi się rozjedzie a efekt końcowy jest taki, że płatki i tak są za duże. W zestawie z blenderem znajduje się specjalny pojemnik z ostrzem, do którego wsadzamy nasze warzywo. Ja używałem mniejszej mocy, aby cebula nie zamieniła się w papkę. Efekt końcowy był taki, jak zamierzony: drobno pokrojona, idealna do zeszklenia cebulka.

... i smoothie po. (naczynie domowe, nie w zestawie).
Źródło zdjęć: © Grzegorz Burtan/WP Tech
... i smoothie po. (naczynie domowe, nie w zestawie).

Tak samo dobrze Quickchef radzi sobie na dużych obrotach. Wspomnianą wcześniej cebulę potrzebował do zrobienia wegańskiego smalcu. A jego bazą jest zazwyczaj biała fasola. Kilkanaście sekund na maksymalnej prędkości i uzyskałem gładki, biały krem, który później posłużył za bazę do mojego dania. Półlitrowy pojemnik z ostrzem jest dużym plusem maszyny, bo pozwala na przygotowanie mniejszych porcji.

A co z tymi, którzy potrzebują zblendować znacznie więcej? Np. mleko i banany na poranne smoothie? Takie napoje zazwyczaj wymagają użycia większej miski. Ostrze Quickchef na szczęście nie zawodzi.

Jego dużą zaletą jest przede wszystkim to, że posiada specjalną membraną wokół ostrza, która w zamierzeniu ma chronić przed chlapaniem. I chroni. Udało mi się nie zabrudzić koszulki podczas zabawy blenderem, co poczytuję sobie za duży sukces – zazwyczaj po gotowaniu t-shirt nadaje się tylko do prania. A tutaj? Wszystko szybko, sprawnie i czysto. Kolejny duży plus.

Wegański smalec autorskiej roboty.
Źródło zdjęć: © Grzegorz Burtan/WP Tech
Wegański smalec autorskiej roboty.

W tej beczce zblendowanego miodu musi się jednak znaleźć na łyżkę grudkowatego dziegciu. A dokładnie dwie. Pierwsza to kabel – jest po prostu za krótki i musimy cały czas stać blisko kontaktu. To bywa męczące, zwłaszcza w sytuacji, kiedy jest on umiejscowiony daleko od blatu stołu. Wtedy trzeba się gimnastykować, by wtyczka nie wypadła z gniazdka. To zdecydowanie element wart dopracowania w dalszej perspektywie.

Drugim mankamentem są przyciski mocy i pulsowania. Są niezbyt wrażliwe na dotyk, więc trzeba je mocno wciskać i trzymać. Czasem zdarzało się, że podczas mieszania poluzowałem palec i blender się wyłączał. Dociskanie męczy w sytuacji, kiedy musimy zblendować kilka składników.

Liczba plusów ostatecznie przewyższa listę minustów. Quickchef to blender świetnej jakości. Mieszanie dawno nie sprawiło mi tyle frajdy, co w podczas korzystania z urządzenia Tefal.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)