Windows 10 - system skazany na sukces? Nie byłbym taki pewny...

Photo Credit: madko77 via Compfight cc
Photo Credit: madko77 via Compfight cc
Jacek Klimkowicz

15.08.2015 13:56, aktual.: 17.08.2015 18:17

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Zdawać by się mogło, że to musi się udać. Microsoft przywrócił uwielbiane przez wszystkich Menu Start, wyleczył się z rozdwojenia jaźni (nieudany miks Modern UI z klasyką), dał wszystkim system za darmo i, co najważniejsze, jest to "co drugi", a więc ten dobry i nadający się do użytku Windows. A jednak mam wątpliwości, czy nowe okienka odniosą sukces na miarę Windows 7 czy XP. Dlaczego?

Największa aktualizacja w historii za darmo. Gdzie tkwi haczyk?

Windows 10 to w zasadzie pierwsza porządna aktualizacja, którą posiadacze poprzednich edycji dostają gratis. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że dostajemy w zasadzie sztandarowy produkt firmy, która jest stworzona po to by zarabiać a nie rozdawać coś, co można sprzedać, wypadałoby się tylko cieszyć. Praktyka jednak pokazuje, że za darmo nic nie ma i tak jest również tym razem. Owszem, na początku zysk operacyjny może będzie niższy, ale za to dzięki Windows 10 firma zyska nowe możliwości, które w przyszłości dadzą większy zysk niż sprzedane licencje.

Odświeżone Menu Start - kapitalna "nowość" Windows 10
Odświeżone Menu Start - kapitalna "nowość" Windows 10

Dlaczego zatem Windows 10 jest darmowy? Bo... musi. Microsoftowi marzy się unifikacja platform, na której zyskają wszyscy - użytkownicy dzięki cross-platformowym aplikacjom, lepszej integracji i nowym możliwościom (streaming gier z Xbox-a na PC, wspólne turnieje pecetowców i konsolowców, etc.), Microsoft zaś zoptymalizuje koszty. Wszakże lepiej rozwijać jeden core dla wszystkich typów urządzeń i przerzucić zasoby do innych projektów niż pracować nad kilkoma produktami. Dlatego użytkowników Windows 7 i 8/8.1 po prostu trzeba zmigrować do Windows 10.

Powiadomienia rodem z Windows Phone
Powiadomienia rodem z Windows Phone

A co jeśli są zadowoleni i nie czują potrzeby zmieniania czegokolwiek? Cóż, po prostu trzeba im dać OS za darmo i uczynić proces aktualizacji maksymalnie bezbolesnym. Dlatego też Windows 10 dla posiadaczy 2 poprzednich edycji jest darmowy, a aktualizacja wymaga raptem paru kliknięć i chwili cierpliwości. Wszystko ściąga się samo, instaluje automatycznie, aplikacje i ustawienia zostają przeniesione tak, aby użytkownik od razu poczuł się jak u siebie. Tak, zdecydowanie nie mogło być inaczej. Każde odstępstwo od tego scenariusza mogłoby oznaczać niepowodzenie.

Rozdaliśmy system za darmo - jak żyć?

To, że mniej wydajesz nie oznacza od razu, że się wzbogaciłeś. Microsoft na czymś musi zarobić. A skoro nie na systemie, to na czym? Oczywiście, na naszych danych. Domyślne ustawienia, które wybiera, niestety, większość użytkowników, oznaczają nic innego jak intensywne transferowanie danych o nas Microsoftu. Co wysyłamy? W zasadzie niemal wszystko. Do chmury trafiają nasza konfiguracja komputera, hasła, preferencje językowe, dane do logowania naszych sieci bezprzewodowych (automatycznie udostępniane kontaktom, wśród których mogą znaleźć się niepowołane osoby). Ba, do chmury trafia nawet... kopia zapasowa klucza szyfrującego mechanizmu BitLocker!

Sekcja dot. prywatności w Windows 10
Sekcja dot. prywatności w Windows 10

Do tego dostajemy unikalny identyfikator treści reklamowych, by możliwa była ich personalizacja, a Microsoft ma dostęp praktycznie do wszystkich danych znajdujących się na komputerze. Cortana? W sumie wypadałoby się cieszyć, że u nas jej nie ma. Aby zapewnić jej działanie na najwyższym poziomie Microsoft zastrzega, że może gromadzić dane m.in. o zainstalowanych aplikacjach, lokalizacji, z kalendarza, poczty elektronicznej i kontaktów, sposób korzystania z urządzenia czy historię wyszukiwania. Co najlepsze firma może w razie potrzeby je ujawnić lub przekazać innym podmiotom jeśli tylko uzna, że jest to konieczne. I, rzecz jasna, fakt, że usługa u nas nie działa nie oznacza od razu, że na wszelki wypadek Microsoft nie zbiera żadnych danych. Wystarczy nieco poczytać o telemetrii i o tym, jak działa nawet najprostsze, systemowe wyszukiwanie, które jest dziwnie online'owe...

Synchronizujemy, domyślnie wszystko. Nawet klucz do BitLockera...
Synchronizujemy, domyślnie wszystko. Nawet klucz do BitLockera...

Na koniec wisienka na torcie - cytat z polityki prywatności Windows 10:

Polityka prywatności Windows 10 (fragment)

Będziemy uzyskiwać dostęp, ujawniać i zachowywać osobiste dane, w tym należące do ciebie treści (takie jak zawartość twoich e-maili, inna prywatna komunikacja i pliki w prywatnych folderach), kiedy będziemy w dobrej wierze uważać, że jest to konieczne.

Krótko mówiąc, Windows 10 zdaje się nie jest najlepszym rozwiązaniem dla tych, którzy nie lubią dzielić się zawartością swojego dysku i informacjami o sobie ze światem.

Najlepszy system Microsoft? Możliwe, ale mnie nie przekonuje

Pomijam wątpliwe zapisy dotyczące prywatności czy implementacje usług. Windows 10 po prostu do mnie nie przemawia. Dodano kilka nowych funkcji, które (nie tylko) laikom mogą się spodobać, ale nie są one dla mnie na tyle istotne, bym pozostał z Windows 10 na dłużej. Graczem nie jestem, więc DirectX 12, nowa aplikacja Xbox czy możliwość streamingu z konsoli na PC nie są dla mnie kartą przetargową. Wirtualne pulpity? Korzystam z nich od dawna - jeden mały programik rozwiązał sprawę lata temu. Menu start? Nigdy go nie lubiłem, zdecydowanie wolę wall z Windows 8.1 niż klaustrofobiczny pasek z kaflami.

Ostatnio używane katalogi i pliki w eksploratorze Windows
Ostatnio używane katalogi i pliki w eksploratorze Windows

Dostaliśmy też uproszczone ustawienia, które w końcu pozwalają zapomnieć o panelu sterowania, podrasowany eksplorator, który pokazuje najczęściej używane katalogi i pliki, widok zadań czy centrum akcji rodem z systemów mobilnych. Sęk w tym, że są to jedynie drobne usprawnienia, bez których albo można się obejść, albo można podobny efekt uzyskać przy pomocy darmowych aplikacji. A jeśli kiedykolwiek pracowało się na OS X czy Linuksie, to powyższe "ficzery" będą jedynie uzupełnieniem braków względem konkurencji. I to niezbyt udolnym, niestety, bo gdzie nie spojrzeć, tam bugi, braki i niedoróbki.

Próba synchronizacji kont Google nieco zawodzi...
Próba synchronizacji kont Google nieco zawodzi...

Aplikacja pocztowa? Po migracji gryzie mi się z kontami Google. Menu start? Po zmianie ustawień utraciłem najczęściej używane aplikacje i już nigdy lista nie zaczęła odzwierciedlać stanu faktycznego. Do tego niektórych aplikacji nie można z sukcesem przypiąć lub... odpiąć. Niektóre udało mi się usunąć wymuszając odświeżenie dopiero restartem systemu. Wirtualne pulpity? Liczba opcji ograniczająca się do dodaj i usuń pulpit nie zachwyca. A jakakolwiek personalizacja? Może w piątym Cummulative Update. Skoro już przy aktualizacjach jesteśmy - po ostatniej uruchamia się Wam Windows 10? Tak? To cieszcie się, inni mieli mniej szczęścia.

Wirtualne pulpity - okrojone, ale w końcu są
Wirtualne pulpity - okrojone, ale w końcu są

Cortana? Nie dla Polski, wszakże to kraj 3. kategorii. Odnalezienie zainstalowanej aplikacji przy pomocy wyszukiwarki systemowej? To może się nie udać, wierzcie mi. W zasadzie wrażenie, ale raczej negatywne, zrobiła na mnie jedynie implementacja P2P do propagacji aktualizacji. Pomysł owszem, niezły, ale nie jestem przekonany, czy użytkownicy (zwł. mobilnego Internetu) mają ochotę zarzynać swoje łącze po to, by inni dostali szybciej update. Szczerze? Wątpię, a opcja ta jest, jakby nie patrzeć, domyślnie włączona. Reasumując, nie jest tak dobrze, jak się wydaje.

Aktualizacje pobieramy i jednocześnie dystrybuujemy
Aktualizacje pobieramy i jednocześnie dystrybuujemy

Z nadzieją patrzyłem swego czasu na uniwersalne aplikacje, jednak jeśli wziąć pod uwagę jakość tych wbudowanych w Windows 10 można dojść do wniosku, że skoro sam Microsoft nie potrafi ich porządnie napisać, to lepiej chyba nie będzie. A szkoda, bo Windows 10 Mobile potrzebuje solidnego kopa, by przygoda Microsoftu z mobilnymi platformami nie skończyła się spektakularną porażką.

Przesiadka na Windows 10 - to może boleć

Aktualizacja milionów komputerów o różnych konfiguracjach sprzętowo-programowych to nie lada wyzwanie. Jednak Microsoft musiał je podjąć. Z jakim skutkiem? Nie najgorszym, ale i niezbyt dobrym. W wielu przypadkach owszem, wszystko przebiega jak należy, ale nie brakuje też sytuacji, w których proces kończy się niepowodzeniem i przywróceniem poprzedniego systemu lub innymi problemami. U mnie, dla przykładu, laptop zaktualizował się bez problemu w mgnieniu oka. Desktop w sumie również, przy czym po pierwszym uruchomieniu obraz na ekranie był rozmazany i nieczytelny.

Nowa aplikacja Xbox
Nowa aplikacja Xbox

W zasadzie gdyby nie fakt, że interfejs graficzny jest tak zaprojektowany, że nie czytając podpisów można domyślić się do czego służy dany element, nie udałoby mi się zainstalować od nowa sterowników do karty graficznej i zrestartować komputera. Całkowicie przypadkiem utraciłem też kilka aplikacji, a na służbowym laptopie po 2 tygodniach, mimo braku zmian w konfiguracji czy oprogramowaniu, zaczęły trapić mnie BSOD-y. Z jednym na dzień lub dwa da się żyć, ale chyba tak być nie powinno? Pomijam milczeniem fakt, że szablony administracyjne dla IT dopiero się pojawiły.

Choć w sumie biorąc pod uwagę stabilność i kompatybilność systemu wątpię, by jakikolwiek doświadczony administrator zezwolił firmie migrację na Windows 10 już teraz i był gotów ponieść za tę decyzję odpowiedzialność. Nie, nowości zaserwowane przez Microsoft nie są tego warte. Stracić można znacznie więcej niż zyskać, a skoro wszystko działa stabilnie, to warto zastosować złotą zasadę: Never touch running system.

Wielkie oczekiwania i zawiedzione nadzieje

Oczekiwania wobec "co drugiego nadającego się do pracy" systemu Windows były ogromne. Wielu oczekiwało rewolucji. Nadeszła jednak, co najwyżej, ewolucja. Microsoft stworzył fundamenty pod kolejne nowości. Stworzono jedną grupę produktów dla wszystkich platform, postawiono na uniwersalne aplikacje, odświeżono wygląd, dodano kilka nowych funkcji i aplikacji, i efekt udostępniono za darmo. Sęk w tym, że z premierą pospieszono się i w efekcie Windows 10 jest najeżony błędami, brakami i niedoróbkami, nawet w podstawowych aplikacjach.

Odinstaluj Windows 10 - brakuje tylko skrótu w "Programy i funkcje"
Odinstaluj Windows 10 - brakuje tylko skrótu w "Programy i funkcje"

Dodatkowo zmieniono model dystrybucji (usługa) na pozwalający w przyszłości na wprowadzenie subskrypcji, zaktualizowano politykę prywatności i postawiono na informacyjny ekshibicjonizm. Parafrazując klasyka - komputer z Windows 10 służy do przeglądania Internetu i vice versa. Mnie to nie przeszkadza, ale jeśli ktoś trzyma na komputerze poufne dane, powinien się zastanowić nad instalacją Windows 10 dwa razy. Ja tymczasem wracam na poczciwą ósemkę, bo niedorobione Menu Start to dla mnie za mało, by walczyć z błędami w podstawowych usługach systemowych i ryzykować, że po kolejnej aktualizacji mój komputer przestanie się uruchamiać.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (35)