"Wszyscy jesteśmy internautami", czyli co zmieniła debata ws. ACTA

Strona główna"Wszyscy jesteśmy internautami", czyli co zmieniła debata ws. ACTA
07.02.2012 10:35
Fot. premier.gov.pl (Grzegorz Rogiński/KPRM)
Fot. premier.gov.pl (Grzegorz Rogiński/KPRM)
Michał Michał Wilmowski
Michał Michał Wilmowski

Siedmiogodzinna debata ws. ACTA była niewątpliwie interesującym spektaklem, ale w praktyce nic nie zmieniła. Rząd wciąż swoje, a internauci swoje.

Siedmiogodzinna debata ws. ACTA była niewątpliwie interesującym spektaklem, ale w praktyce nic nie zmieniła. Rząd wciąż swoje, a internauci swoje.

Zaczęło się o 14, skończyło po 21. Donald Tusk, jego ministrowie i nieliczni przedstawiciele szarej masy zwanej internautami spędzili wczoraj pół dnia w Kancelarii Premiera, jedząc ciasteczka i prowadząc niezwykle jałowy spór.

Czas na krótkie podsumowanie, w którym napiszę głównie o tym, czego w debacie nie udało się osiągnąć. Porozumienia? To było do przewidzenia. Ale zabrakło też wspólnego języka. Przemawianie do rządu okazało się bezcelowe. Rząd i tak wszystko wie.

Tusk przeprasza – tylko za co?

Donald Tusk pokazał wczoraj, że wciąż potrafi wygrać z każdym. Wygrał bardzo szybko, w bardzo prosty sposób – przez pokorne przyznanie się do błędu i przeproszenie:

Czasami tak bywa, że dopiero reakcja ludzi pokazuje, iż dotyczy to nie kilku firm czy kilkudziesięciu środowisk, tylko milionów ludzi. Wtedy się okazuje, że tryb konsultacji też jest w Polsce wadliwy i za to bardzo wszystkich przepraszam, jeśli czują się obiektem nadużycia. Nie było złej woli. Jest w naszym interesie, każdej władzy publicznej, otwierać własny umysł na to, co się dzieje w świecie Internetu.

Nieważne, że to przeprosiny za wadliwy tryb konsultacji i za to, jak internauci się czują. Ważne, że słowo "przepraszam" padło. Nie padła zapowiedź wycofania się z ratyfikacji ACTA. Polski podpis pod dokumentem zostaje, bo rząd nie może się wycofać "dlatego, że jakaś grupa tego żąda".

Proces ratyfikacji też zatrzymany nie zostanie. Tusk podkreślił co prawda, że chce się najpierw upewnić, iż nikomu w Polsce krzywda się nie stanie. W praktyce to, czy Polska stanie się stroną ACTA, zależeć będzie zapewne od tego, jak będzie wyglądało przyjmowanie tej umowy w Parlamencie Europejskim i w innych państwach UE. Do tego jeszcze wrócę na końcu.

Wojna pokoleń

Ciekawą zbieraninę stanowili wczorajsi dyskutanci. Po jednej stronie zasiadła rada starszych, po drugiej w większości ludzie młodzi – około trzydziestki albo i młodsi. Premier oczywiście zapewniał, że o żadnym podziale mowy nie ma, w końcu on sam jest internautą (a Boni to nawet ściąga):

Nie zgodzę się, żeby był podział władza, instytucje państwowe – internauci. Wszyscy jesteśmy internautami, bez wyjątku. W mniejszym czy większym stopniu, z mniejszym czy większym zaangażowaniem, ale wszyscy, przynajmniej na tej sali, jesteśmy internautami. A jeśli "internauta" brzmi zbyt dumnie, żebym mógł użyć tego terminu wobec siebie, to powiem: jestem tak samo użytkownikiem Internetu jak każdy z państwa.

Ładnie brzmi? Owszem. Ale chyba nie tylko ja odnoszę wrażenie, że to nie ma związku z prawdą. W praktyce Polska jest podzielona i rząd, który wybrali ludzie młodzi, kompletnie ich nie rozumie.

Podział jest oczywisty: starsi panowie, tacy jak politycy, przedstawiciele ZAiKS-u, artyści typu Zbigniew Hołdys, kontra swołocz, która ich okrada. Tusk wczoraj nie musiał debatować, bo dwie strony konfliktu załatwiły sprawę za niego.

Internauci oskarżali, prawili banały o wolności i w większości nie potrafili sformułować sensownego pytania, pan z ZAiKS-u jechał po bandzie. Padło słowo "kradzież". O zrozumieniu można było pomarzyć.

Tak wygląda w Polsce wojna pokoleń. Bunt wobec ACTA napędzają ludzie młodzi: studenci i osoby, które skończyły studia w ostatnich latach. Ludzie, którzy nie są internautami od czasu do czasu. Dla nich Internet jest życiem.

"Pożyczają" z Sieci pliki chronione prawami autorskimi? Owszem. Ale gdyby ktoś sprawdził, jaka grupa najwięcej wydaje na muzykę, filmy i inne dobra kultury, prawdopodobnie by wyszło, że to ci wstrętni piraci.

Szwajcaria to zrozumiała i zamiast iść na rękę lobby wielkich korporacji (bo spójrzmy prawdzie w oczy: pod ich dyktando napisane jest ACTA), poradziła im, żeby dostosowały się do współczesnego świata.

Przykłady takich serwisów jak Hulu, iTunes czy Netflix dowodzą, że ludzie chcą płacić za muzykę, filmy czy seriale w Sieci – byle w rozsądnych granicach. W USA ma do nich dostęp każdy, reszta świata radzi sobie, ściągając te same pliki nielegalnie, bo jest do tego niejako zmuszona.

Problem jest złożony, bardziej złożony, niż zakładają przepisy ACTA, bardziej złożony, niż wydaje się politykom. I mam wrażenie, że właśnie dlatego bunt młodych jest tak silny: starsi panowie, którzy nami rządzą, myślą szablonowo i nie są w stanie zrozumieć, że naprawdę wojna nie toczy się o prawo do okradania każdego.

Elementy humorystyczne

Cóż to jednak byłaby za wojna, gdyby zabrakło chwili oddechu. Nabijano się z Hołdysa, który przyszedł w czapce i nawet w ciepłym wnętrzu kancelarii premiera jej nie zdjął. Czyżby słabo grzali?

Na to pytanie niezwykle trudno odpowiedzieć, bo nie byłem na miejscu – ale widziałem w relacjach, że pojawił się pan w samych sandałach. Była też pani, która przez całą debatę dziergała pracowicie na drutach. Podobno robiła skarpety do tychże sandałów.

Pani robi na drutach
Pani robi na drutach

Jeśli pani faktycznie udało się coś wydziergać, przynajmniej nie straciła czasu jak 99% osób, które zdecydowały się w tej debacie uczestniczyć.

Świat pyta: a co to jest #debataACTA?

W czasie debaty w Kancelarii Premiera toczyła się druga debata – na Twitterze. Wczoraj ok. 14 powstawało tak dużo twittów oznaczonych #debataACTA, że aż ten hashtag wylądował w światowym trending topics Twittera.

O co chodzi z #debataACTA, ktoś to rozumie? - pytali internauci z całego świata. Potem zaczęły napływać gratulacje w języku angielskim. A podobno świata ACTA wcale nie obchodzi. Tak przynajmniej zasugerował nasz premier, mówiąc, że za granicą ta debata jest "bardziej ekskluzywna".

Czy faktycznie? Polecam zapoznać się z mapą protestów przeciwko ACTA. Widać sporą różnicę między tym, co mówią politycy, a rzeczywistością.

Europejskie protesty przeciwko ACTA
Europejskie protesty przeciwko ACTA
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)