Zabójczy czynnik, którego nie brano pod uwagę podczas crash testów

Zabójczy czynnik, którego nie brano pod uwagę podczas crash testów
22.12.2010 08:00
Crash test
Crash test
Katarzyna Kieś
Katarzyna Kieś

Analizując wyniki crash testów, nie brano pod uwagę pewnego czynnika. Tymczasem z badań amerykańskiego profesora medycyny ratunkowej wynika, że czynnik ten może powodować wzrost ryzyka zgonu podczas wypadku nawet o 56%! Najgorsze, że życie coraz większej liczby uczestników kraks może zależeć od tego właśnie parametru.

Analizując wyniki crash testów, nie brano pod uwagę pewnego czynnika. Tymczasem z badań amerykańskiego profesora medycyny ratunkowej wynika, że czynnik ten może powodować wzrost ryzyka zgonu podczas wypadku nawet o 56%! Najgorsze, że życie coraz większej liczby uczestników kraks może zależeć od tego właśnie parametru.

Tym, czego do tej pory nie brano pod uwagę podczas analizy wyników crash testów, jest masa ciała pasażerów i kierowcy. W crash testach manekiny są przeciętnej wagi i budowy ciała. Przeciętnej, czyli zbliżonej do wartości prawidłowej, obliczonej wg wskaźnika BMI.

Szkopuł w tym, że samochodami nie jeżdżą jedynie ludzie z prawidłową masa ciała. Ba, z badań wynika, że nadwaga i otyłość stają się tak powszechne, że można je uznać za swoistą epidemię, znak czasów; i coraz trudniej natrafić na osobę korzystającą z samochodu, której wadze nie można niczego zarzucić.

Dietricha Jehlego, amerykańskiego profesora medycyny ratunkowej, zainteresowało to, czy nadwaga i otyłość mają jakiś wpływ na poziom ryzyka zgonów wśród uczestników kraksy drogowej. Wyniki były porażające! Okazało się, że nadwaga podnosiła ryzyko zgonu u ofiary wypadku drogowego o 21%, natomiast w przypadku osoby otyłej wrastało ono aż do 56%. I to niezależnie od tego, czy rzecz dotyczyła mężczyzn, czy kobiet.

Wobec takich wyników nie sposób przejść obojętnie, tym bardziej że obrazowały one stan rzeczywisty, który zaistniał na drogach w latach 2000 oraz 2005. W badaniu prof. Dietrich Jehle przeanalizował wypadki, które miały miejsce w tym czasie i w których brały udział jeden lub dwa samochody: osobowe, pickupy, SUV-y i vany. Pod uwagę wzięto również implikacje wypadkowe, które pojawiły się do 30 dni od chwili kraksy.

I wyszło to, co przytoczyłam powyżej.

Nadwaga i otyłość stają się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem (co szczególnie dobrze widać w krajach słynących z dobrobytu). Wyniki badań wyraźnie wskazały na zdecydowany wzrost ryzyka zgonu wskutek wypadku u uczestnika otyłego lub z nadwagą. To wystarczyło, by naukowcy zaczęli upatrywać rozwiązania tego problemu w przekonstruowaniu samochodów. Tak, by dostosować ich wielkość do „poszerzającego się” społeczeństwa.

Auta miałyby być bardziej przestronne. Gdzie i jak? Na to pytanie uda się odpowiedzieć po przeprowadzeniu crash testów z „załadunkiem” w postaci manekinów w pełnym zakresie rozmiarów.

Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia

Ciekawe, czy za modernizacją konstrukcji samochodów pójdzie również poszerzanie ulic. U nas by się to przydało; w Stanach Zjednoczonych drogi są chyba wystarczająco szerokie.

Źródło: esciencenews

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)