“Zaginięcie Ethana Cartera” mogłoby rozgrywać się na Dolnym Śląsku. Szkoda tylko, że twórcy zamienili Polskę na Stany

“Zaginięcie Ethana Cartera” mogłoby rozgrywać się na Dolnym Śląsku. Szkoda tylko, że twórcy zamienili Polskę na Stany
30.09.2014 07:49
“Zaginięcie Ethana Cartera” mogłoby rozgrywać się na Dolnym Śląsku. Szkoda tylko, że twórcy zamienili Polskę na Stany
Adam Bednarek
Adam Bednarek

Chociaż miejscówki w “Zaginięcie Ethana Cartera” powstały na podstawie prawdziwych lokacji z Dolnego Śląska, to miejscem akcji wcale nie jest Polska. Dlaczego rodzimi twórcy wstydzą się swojego kraju?

“Dolny Śląsk zamknięty w magicznym świecie gry” - pisze Radio Wrocław i pokazuje ciekawe porównanie. Lokacje z “Zaginięcie Ethana Cartera” to nie wymysł grafików, a prawdziwe, zeskanowane i lekko zmodyfikowane miejscówki. Zapora w grze to tak naprawdę Zapora Pilchowicka, a most kolejowy jest prawdziwy, choć w rzeczywistości nie aż tak bardzo zniszczony.

“(...) cała akcja toczy się na Dolnym Śląsku” - chwali się portal Radio Wrocław, ale to… nieprawda. Miejscem akcji jest fikcyjne Red Creek Valley, które leży w Stanach Zjednoczonych.

382899249983351795
Źródło zdjęć: © http://www.prw.pl/articles/view/37885/Ethancarterdolnoslaskieplenery

Dlaczego Adrian Chmielarz i spółka nie zdecydowali się umieścić fabuły gry w Polsce, tylko wymyślili własną miejscowość?

Zaginięcie Ethana Cartera nie takie polskie

Temat ten poruszył na Facebooku Łukasz Leśniewski, dziennikarz portalu Onet Gry:

Nie rozumiem, na czym ma tu polegać rzekomy sukces Dolnego Śląska. Że jakieś miasteczko uznano zajebistym na tyle, że łaskawie może udawać Stany Zjednoczone? Sukces to by był wtedy, gdyby właśnie w tym miasteczku działa się akcja POLSKIEJ gry POLSKIEGO studia, wymyślonej przez czołową postać POLSKIEJ branży gamedevu. Ale tak się nie stało, bo niestety jak zwykle zabrakło cojones żeby zrobić coś "po naszemu" od A do Z.

Odpowiedź dla niektórych jest prosta - “bo Polska nikogo nie interesuje”. Argument ten znam aż za dobrze, bo gdy napisałem, że w polskich grach brakuje mi polskich wątków, większość odpowiadała podobnie.

Nie wymagam od Adriana Chmielarza, żeby w “Zaginięciu Ethana Cartera” poruszał temat Powstania Warszawskiego albo Lecha Wałęsy. Ale skoro twórcy wpadli na pomysł, żeby przenieść prawdziwe, polskie lokacje do gry, to czemu nie zrobili jeszcze jednego kroku i nie osadzili fabuły na Dolnym Śląsku?

To byłby świetny impuls, zachęta dla innych rodzimych twórców. Mieszkamy w Polsce, jesteśmy stąd, mamy fajne krajobrazy, wykorzystujemy to w grach, w które gra cały świat. Jest to coś, czego nikt wcześniej nie zrobił i coś, czego nikt wcześniej nie widział. Super, prawda?

W DmC pojawił się łódzki mural. W Polsce jest wiele podobnych miejsc, które warto pokazać światu.
W DmC pojawił się łódzki mural. W Polsce jest wiele podobnych miejsc, które warto pokazać światu.

Nie sprzedałoby się? Wyobraźmy sobie taką scenę. Jesteśmy w sklepie z grami - w Nowym Jorku albo w Londynie. Obok nas jest kolega, do którego zagadujemy:

Niechęć do Polski?

*- Zobacz, to ta nowa gra. The Vanishing of Ethan Carter. Grałeś? Ma dobre oceny - średnia na Metacritic to 78/100!

  • Ta, słyszałem. Czytałem nawet recenzję, chwalili. Bierzesz?
  • Hm, może, może. Wygląda fajnie i nie kosztuje zbyt wiele.
  • Ej, ale zobacz, co tu jest napisane. Tutaj, pod tym, kto jest głównym bohaterem.
  • O, faktycznie. “Gra rozgrywa się w Polsce”.
  • Fuj, odłóż to.*

No raczej by tak nie było, prawda? Przecież nikt nie patrzy na to, gdzie ulokowana jest fabuła gry.

Metro 2033 Redux - 15 Minutes of Gameplay

Za to może to być dodatkowym atutem, niespodzianką, zaskoczeniem, szczególnie w tak zwanych słowiańskich produkcjach. Przecież seria Metro nie jest “kolejnym FPS-em” przede wszystkim dlatego, że ma unikalny klimat. To samo można powiedzieć o naszym Wiedźminie. To nie jest kolejne fantasy. To fantasy słowiańskie!

Dla zachodniego gracza to coś nowego. Zgodzimy się, że nie “słowiańskość” sprawiła, że te gry są tak dobre, ale na pewno unikalny, wschodni klimat dodał im uroku.

“Zaginięciu Ethana Cartera” przyznanie się do “polskości” na pewno by nie zaszkodziło, a spowodowałoby, że gra wyróżniałaby się jeszcze bardziej. Miałaby coś, czego nie mają inne przygodówki, które też rozgrywają się “gdzieś tam w Stanach Zjednoczonych”. Chodzenie po polskim lesie to w końcu jakaś nowość.

Ale skoro miejsce akcji nie jest tak ważne, to dlaczego niektórzy, w tym ja, czepiają się, że gry nie rozgrywają się w Polsce? Bo o ile dla Amerykanina czy Brytyjczyka to wszystko to jedno, tak dla nas, Polaków, już nie.

Polska w grach

Uwielbiam patrzeć na polskie miejscówki w grach. Cieszyłem się, gdy w Afterfall: inSanity obserwowaliśmy Polskę, a nie zmyślony świat. Wzruszam się, gdy patrzę na zniszczoną Warszawę w Enemy Front.

Enemy Front: Warsaw Uprising Trailer

Mamy niesamowitą okazję. Polacy robią świetne gry, o których głośno jest na całym świecie. Dlaczego nie wykorzystać tego do promocji naszej ojczyzny? Nie sądzę, by gracze zachwyceni “Zaginięciem Ethana Cartera” zjechali na Dolny Śląsk, ale być może chcieliby się czegoś o Polsce dowiedzieć.

To coś w rodzaju nowoczesnego patriotyzmu. I z drugiej strony mamy typową polską “cebulę”. Bo według mnie cebulactwo to nie gorzka odmiana polskości, a właśnie wstyd przed tym, kim się jest i skąd się pochodzi. Może i jestem z Polski, ale proszę, zapomnijmy o tym. Klaskanie w samolocie? Hej, jestem tak samo światowy jak wy! - tak mówi prawdziwy cebulak.

I niestety mam wrażenie, że tak zachowują się polscy twórcy. Jakby “polskość” była jakimś garbem. Paszport przeszkodą. Jesteśmy z Polski? Owszem, ale robimy gry tak, jakbyśmy mieszkali w Stanach. Zresztą, zobaczcie sami - nasza gra rozgrywa się właśnie w Ameryce!

Tak, to prawdziwa rzeźba.
Źródło zdjęć: © gram.pl
Tak, to prawdziwa rzeźba.

To nie troska o to, żeby przypodobać się zagranicznym graczom. Studio The Astronauts już to zrobiło, tworząc świetną grę. Szkoda tylko, że nie chciało przy okazji pokazać Polski z nieznanej dotąd strony. Zabrakło im odwagi.

Z głupiego, nie dającego się logicznie wytłumaczyć powodu. Bo to mogłoby się nie sprzedać, bo to mogłoby Amerykanina nie zainteresować. Przykro, że dla wielu Polska to wciąż coś złego. Nic ciekawego. Szkoda, że nikt nie chce tego zmienić.

Mamy czym się chwalić, mamy świetne historie, które warto przenieść na wirtualny grunt. Niestety, zmarnujemy ten świetny potencjał, jeśli zechcemy zostać tymi, którymi nie jesteśmy.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (90)