Australia walczy z cenzurą w sieci. Użytkownicy P2P na razie są bezpieczni

Fot. Flickr/Linh rOm/Lic. CC Attribution 2.0 Generic
Fot. Flickr/Linh rOm/Lic. CC Attribution 2.0 Generic
Andrzej Biernacki

16.12.2009 07:13

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Rządcy Australii postanowili wypróbować opracowane przez Chińczyków sposoby walki z pornografią oraz innymi kontrowersyjnymi treściami w sieci. Zaczęli wprowadzać obowiązkowe filtrowanie treści. Problem polega na tym, że nowe rozwiązanie nie działa. Tak przynajmniej twierdzą providerzy.

Rządcy Australii postanowili wypróbować opracowane przez Chińczyków sposoby walki z pornografią oraz innymi kontrowersyjnymi treściami w sieci. Zaczęli wprowadzać obowiązkowe filtrowanie treści. Problem polega na tym, że nowe rozwiązanie nie działa. Tak przynajmniej twierdzą providerzy.

Minister do spraw komunikacji Stephen Conroy ujawnił we wtorek wieczorem, że rozpoczęto już zakrojone na szeroką skalę testy. Następnym krokiem będzie uchwalenie odpowiedniej ustawy, która zalegalizuje ten gwałt na obywatelach.

Wskutek tego wszystkie treści, które trafią na czarną listę rządu zostaną jednocześnie zablokowane w internecie. Władze zachęcą dostawców usług internetowych do uruchomienia drugiego, opcjonalnego systemu filtrującego.

Jego zadanie to eliminowanie treści legalnych, ale z jakiegoś powodu kontrowersyjnych. Ten element będzie włączany i wyłączany przez indywidualnych użytkowników wedle ich uznania. Providerzy otrzymają finansowe wsparcie rządu, co ułatwi im wdrożenia.

Ze wstępnego raportu wynika, że skuteczność blokowania tysiąca wybranych, zakazanych serwisów była stuprocentowa. Nie doszło przy tym do spadku wydajności. W wypadku opcjonalnego modułu trafiono 79-85% witryn. Użytkownicy skarżyli się przy tym na kiepskie prędkości transferu.

Firma Telstra, jeden z największych dostawców usług internetowych w Australii, podała jednocześnie, że system filtrujący zupełnie nie radził sobie z protokołami niesieciowymi - nie uwzględniał danych wymienianych przez komunikatory, P2P czy czaty.

Autorzy dokumentu twierdzą także, że 84% prób obejścia modułu cenzurującego przez zaawansowanych użytkowników sieci zakończyło się powodzeniem. W praktyce okazało się, że nowy system w ogóle nie spełnia oczekiwań rządzących.

Z tymi liczbami powinny zapoznać się polskie władze, które chcą śledzić internautów bez zgody sądu. Globalna sieć jest jest zbyt złożona i zdecentralizowana, aby nadzorować ją całkowicie. Zawsze prędzej czy później zabezpieczenia zostaną złamane. Zyskają na tym cyberprzestępcy, stracą zwykli obywatele.

Źródło: ArsTechnica

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)