Czary i gusła XXI wieku. Jak rozum przegrywa z... no właśnie, czym?

Strona głównaCzary i gusła XXI wieku. Jak rozum przegrywa z... no właśnie, czym?
13.12.2012 09:00
Miły pan z telewizora pomoże z każdym problemem. Wystarczy zadzwonić
Miły pan z telewizora pomoże z każdym problemem. Wystarczy zadzwonić

Niebywały rozwój wiedzy, który nastąpił w czasie naszego życia, nie ma odpowiednika w dziejach ludzkości. Czerpiąc pełnymi garściami ze zdobyczy nauki, wciąż jednak nie potrafimy pozbyć się wiary w łańcuszki szczęścia, irracjonalne teorie czy urągające zdrowemu rozsądkowi przekonania. Internauci wierzący w gusła? To przecież norma, a nie wyjątek!

Niebywały rozwój wiedzy, który nastąpił w czasie naszego życia, nie ma odpowiednika w dziejach ludzkości. Czerpiąc pełnymi garściami ze zdobyczy nauki, wciąż jednak nie potrafimy pozbyć się wiary w łańcuszki szczęścia, irracjonalne teorie czy urągające zdrowemu rozsądkowi przekonania. Internauci wierzący w gusła? To przecież norma, a nie wyjątek!

Facebook i konwencja berneńska

Jeśli zdarzało się Wam zaglądać na początku grudnia na Facebooka, przypuszczam, że nie uszedł Waszej uwagi pewien specyficzny tekst. Kolejni użytkownicy ogłaszali nim swój sprzeciw wobec nowej polityki Facebooka i nie wyrażali zgody na używanie przez serwis danych i materiałów, które sami do niego wrzucili. Tekst jest tak zabawny, że pozwolę sobie zacytować go w całości, zachowując oryginalną pisownię:

W odpowiedzi na nową politykę FB informuję, że wszystkie moje dane personalne, ilustracje, rysunki, artykuły, komiksy, obrazki, fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską).

W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich wyżej wymienionych obiektów praw autorskich w każdym konkretnym przypadku wymagana jest moja pisemna zgoda!

FB jest teraz firmą public...zną. Dlatego też wszystkim użytkownikom tego portalu społecznościowego zaleca się umieszczenie na swoich stronach podobnych «powiadomień o prywatności», inaczej (jeżeli powiadomienie nie było opublikowane na stronie chociaż 1 raz), automatycznie pozwala się na dowolne wykorzystanie danych z waszej strony, waszych zdjęć i informacji, opublikowanych w wiadomościach na profilu waszej strony.

Każdy, kto czyta ten tekst może skopiować go na swój profil FB. Dzięki temu będzie chroniony ustawą o prawach autorskich.

Tym komunikatem informuję FB o tym, że rozpowszechnianie, kopiowanie, rozgłaszanie moich informacji osobistych lub każde inne działania w odniesieniu do mojego profilu w sieci społecznościowej są zabronione bez mojej zgody. Powyższe zakazy dotyczą także współpracowników, studentów, agentów lub każdego innego personelu w ten czy inny sposób nadzorowanego przez FB.

Informacja, umieszczona w danym ID (akkaunt - numer identyfikacyjny gościa?) jest poufna. Naruszanie prywatności moich danych jest naruszeniem prawa (UCC 1 1-308-308 1–103 i Statutu Rzymskiego).

Powyższy tekst ma oczywiście tyle samo sensu co konkursy audiotele. Niestety, wklejający go masowo ludzie nie zadali sobie minimum trudu: nie zweryfikowali, czy rzeczywiście zmieniła się polityka Facebooka, nie sprawdzili terminów, których znaczenia nie rozumieli, a na koniec wyszli z założenia, że Facebooka obchodzą ich deklaracje dotyczące praw autorskich.

Czytając groźne deklaracje można poprawić sobie humor
Czytając groźne deklaracje można poprawić sobie humor

Nie będę się w tym miejscu pastwił nad osobami, które przeklejały ten tekst – zrobiły to już za mnie dziesiątki różnych serwisów i autorów, a rzeczowe wyjaśnienie całej sprawy można znaleźć m.in. na tej stronie. Nie jest też moim celem demaskowanie fałszywki, oczywistej dla każdego, komu zdarza się pomyśleć nad sensem tego, co czyta. Dlaczego zatem przywołuję ten przykład? Jest to bowiem świetne tło dla słów przypisywanych Stanisławowi Lemowi (choć przyznaję, że nie dotarłem do żadnego wiarygodnego źródła, które potwierdzałoby, że pisarz tak powiedział):

Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Mamy do dyspozycji technologie, o jakich nasi przodkowie nawet nie śnili. Wiedza, dla której przed laty ludzie musieli podróżować po całym świecie i tracić życie na jej odszukanie, jest teraz dostępna dla każdego, kto ma połączenie z Internetem. Komputery, które już nawet nie tyle stoją na naszych biurkach, co wypychają kieszenie, mogłyby obsłużyć wszystkie misje Apollo jednocześnie. Tylko czy coś z tego wynika?

Śledzik przeciera szlaki

W czasach gdy tak wiele odwiecznych marzeń i zagadek znajduje w końcu wyjaśnienie, masowo wyłączamy rozum i zamiast myśleć, zaczynamy wierzyć w technologiczne gusła, urągające elementarnej wiedzy. Nie jest to dolegliwość ostatnich miesięcy – wystarczy wspomnieć popularne niegdyś na Naszej Klasie (jak we wszystkich cytatach, pisownia oryginalna):

śledzik został już usunięty. Jeżeli ciągle go widzisz to wklej tą wiadomość z tym kodem: 5P13RD4L4J-5L3D21U a zniknie napewno!!
Magiczne sposoby walki ze Śledzikiem
Magiczne sposoby walki ze Śledzikiem

Od tamtego czasu serce polskiego Internetu przeniosło się z NK na Facebooka, ale pewne zachowania się nie zmieniają. Wystarczy popatrzeć na fanpejdże, masowo oferujące iPady, smartfony czy góry złota za polubienie kolejnego bzdurnego hasła - to niezmiennie działa. Jestem przy tym pełen podziwu dla ludzi przekonanych, że ich lajk jest tak cenny w sytuacji, gdy na Allegro cena jednego to zaledwie kilka groszy.

Fani są tani
Fani są tani

Zbliżony mechanizm wykorzystują również inne łańcuszki, które do naiwności dorzucają całkiem szlachetne pobudki, jak współczucie czy chęć czynienia dobra. Przez Sieć płynie zatem fala zdjęć słodkich dzieciaków, nękanych przez najgorsze schorzenia, jakie kiedykolwiek spadły na nasz gatunek, wzruszające listy rzekomych ojców, czy pełne detali opisy cierpień.

Na szczęście jest na to rada: wystarczy taką fotkę lub tekst udostępnić albo polubić, a Mark Zuckerberg natychmiast przeleje na konto potrzebujących złocisza. Albo przynajmniej parę centów. Nie klikniesz, nieczuły draniu? Przecież: "każdy grosz się liczy!!!!!!!!1". Oczywiście nie chodzi o to, aby ignorować wszystkie apele z prośbą o pomoc, ale o to, by umieć je weryfikować, co - sądząc po popularności takich łańcuszków - przerasta wielu użytkowników Facebooka (tu znajdziecie treściwy poradnik).

Fot. Kevin Carter
Fot. Kevin Carter

Dobrym przykładem jest popularne na Facebooku, bardzo poruszające zdjęcie z wygłodniałą dziewczynką i sępem, za które jego autor, Kevin Carter, otrzymał Nagrodę Pulitzera. Problem w tym, że fotografia została wykonana w 1993 roku (tu znajdziecie szczegółową historię zdjęcia), a internauci - zamiast podjąć jakiekolwiek realne działania i wspomóc choćby Polską Akcję Humanitarną - wciąż wytrwale ratują tę samą dziewczynkę za pomocą lajka.

Jedna z tysięcy podobnych stron. To takie proste! Ale czy ktoś zastanowił się, jak to działa?
Jedna z tysięcy podobnych stron. To takie proste! Ale czy ktoś zastanowił się, jak to działa?

Świat jednak raczej nie zawali się od tego, że ktoś pozwala komuś innemu nabijać się w butelkę (zainteresowanym łańcuszkami polecam stronę Atrapa.net). Problem zaczyna się wtedy, gdy owczy pęd zaczyna dotyczyć kwestii mających przełożenie na życie każdego z nas, jak np. zdrowie.

Olaboga, amelinium!

Jeszcze nie tak dawno przez Facebooka przetaczała się fala alarmujących wpisów, w których internauci - zazwyczaj ci obdarzeni potomstwem - ostrzegali siebie nawzajem i cały świat przy okazji o morderczych substancjach wstrzykiwanych dzieciom pod postacią szczepionek. Kwestię zasadności tych obaw dość dokładnie omówiono m.in. na tej stronie, jednak sednem było coś innego.

Ostrzeżenia przed szczepionkami zostały bowiem zainicjowane dość niewinną zmianą przepisów. Z technicznego uszczegółowienia definicji choroby zakaźnej tropiciele spisków wysnuli wniosek o komandach lekarzy, siłą wstrzykujących wszystkim opornym szczepionki, w których czai się wszelkie zło. Na liście związanych z nimi zagrożeń brakowało tylko gromkiego "Olaboga, amelinium!". Warto przy tym sprawdzić, czego w rzeczywistości dotyczyła zmiana przepisów - wyjaśniał to posłom m.in. zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego.

GMO = trucizna?

Powiem wam również bardzo prosto: jeżeli dzisiaj nie będziecie krzyczeć stop GMO, to jutro będziecie szczać z bólu od raka.
Doda wyjaśnia zawiłości modyfikacji genetycznych
Doda wyjaśnia zawiłości modyfikacji genetycznych

Aby nie było niedomówień: nie krytykuję osób z rezerwą odnoszących się do modyfikacji genetycznych czy monopolizowania rynku nasion przez właścicieli stosownych patentów. Chodzi mi za to o grupę tych, którzy nie wnosząc do dyskusji absolutnie żadnej wartości merytorycznej, po prostu automatycznie powielali napisane przez kogoś teksty i powtarzali zasłyszane slogany, dość odległe od treści ustawy o nasiennictwie, przeciwko której - rzekomo - odbywały się protesty.

Gdy rozum śpi

Nasza odporność na wiedzę pokazuje się jednak nie tylko na Facebooku. Dobrym przykładem jest choćby opisany przez Mariusza fenomen homeopatii, skłaniający ludzi do płacenia za obojętną substancję z przekonaniem, że elementarna wiedza, jaką powinni przyswoić sobie w podstawówce, to stek niewartych wspomnienia bzdur. Homeopatia to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej.

W Sieci znajdziemy również informacje, jak skutecznie wyleczyć raka, czy jak wyciągnąć spod skóry małe, białe robaczki. Aby nie zostawiać Was w niepewności, podzielę się - siłą rzeczy bardzo skrótowo - tą cenną wiedzą. Najpierw sposób na raka:

Profilaktyka antyrakowa
Profilaktyka antyrakowa

Jeśli natomiast chcemy wyciągnąć podskórne robactwo, należy postępować zgodnie z poniższą instrukcją:

Sposób na robaczki
Sposób na robaczki

Nie są to, oczywiście, wszystkie kurioza, jakie można spotkać w polskiej Sieci. Specjaliści od nieweryfikowalnej wiedzy nawet na Onecie doradzają, dlaczego lustro należy przesunąć względem drzwi wejściowych, a nadające online stacje telewizyjne zarabiają na wróżbach i ściąganiu klątw mocą zastępów anielskich, kpiąc z naiwnych w żywe oczy:

Wróżbita David daje czadu

Jak widać, wiara w to, co niewytłumaczalne, a nawet sprzeczne z logiką, trzyma się bardzo mocno. Dotknęła nawet samorządowców, wydających publiczne pieniądze na odpromienniki geopatyczne - cudowny sprzęt, który po wkopaniu w pobliżu skrzyżowania ma zabezpieczyć kierowców przed kolizjami, a postawiony w domu sprawi, że będziemy dobrze sypiać.

Odpromiennik Geopatyczny - Hotra.pl

Warto przy tym zauważyć, że na osobę, która potrafiłaby dowieść swoich nadnaturalnych mocy czy umiejętności, czeka całkiem niezła nagroda w postaci okrągłego miliona euro. Zdobycie nagrody wiąże się jednak z pewną bardzo prostą kwestią - weryfikacją umiejętności w warunkach, w których oszustwo czy manipulacja byłyby niezwykle utrudnione. No cóż, na razie nie zgłosił się nikt chętny.

Jak widać, nie ma większego znaczenia, czy mieszkamy w jaskini, czcząc ogień i z trwogą patrząc w zachmurzone niebo, czy też nie rozstajemy się z naszymi cudownymi smartfonami i tabletami, zarabiając na życie przetwarzaniem informacji. Rozwijając technologie, grzebiąc w genomach i marząc o kolonizacji innych planet, wciąż łatwo dajemy wiarę temu, co urąga naszej inteligencji. Tylko czy jest sens z tym walczyć? Przecież jeszcze wiele lat temu sir Arthur C. Clarke trafnie zauważył:

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)