Oscillococcinum nie istnieje

Wpis gościnny z mitynauki.pl. Oscillococcinum to najpopularniejszy lek homeopatyczny. Sprzedaje się go ogromne ilości, jak również w tej chwili ma dość agresywną kampanię reklamową w Polsce. Jest jednak pewne "ale"...

Oscillococcinum nie istnieje 1Oscillococcinum/Fot. wikicommons

Wpis gościnny z mitynauki.pl. Oscillococcinum to najpopularniejszy lek homeopatyczny. Sprzedaje się go ogromne ilości, jak również w tej chwili ma dość agresywną kampanię reklamową w Polsce. Jest jednak pewne "ale"...

Nazwę „Oscillococcinum” stworzył w 1925 roku wojskowy lekarz Joseph Roy. Roy analizował próbki krwi pacjentów którzy zapadli na grypę. Za każdym razem obserwował „coś” – jakieś wibrujące, „oscylujące” obiekty w krwi pacjenta. Nazwał je – wiadomo jak. Później odnalazł to samo w krwi pacjentów zapadających na różne choroby (od egzemy do raka). Zaczął poszukiwać podobnych obiektów w innych miejscach i znalazł je w ekstrakcie wykonanym z wątroby kaczki piżmowej (pizmówka amerykańska).

Reszta jest historią: preparat stworzony z tego ekstraktu sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Ze względu na homeopatyczne metody tworzenia lekarstw, do wyprodukowania wszystkich dotychczas sprzedanych sztuk leku wystarczyłaby jedna kaczka…

Oscillococcinum nie istnieje 2

Sama ta historia, jak widzicie nie jest jakąś epicką opowieścią o poszukiwaniu leku. Założenia, jak to zwykle w przypadku homeopatii bywa są bardzo niejasne i oparte na ogólnych wrażeniach. Znajdujemy coś podobnego w dwóch substancjach – jedną uznajemy za wynik choroby, i leczymy tą drugą. Podobne lecz podobnym - similia similibus curantur – to jedna z podstawowych zasad homeopatii.

Załóżmy na chwilę że faktycznie tak działa świat: podobne leczymy podobnym, rozcieńczanie wzmacnia siłę ekstraktu etc. Załóżmy że żyjemy w Bizzarro World i faktycznie to działa… Nawet jeśli tak założymy to wciąż są problemy z „odkryciem” Roya. Dlaczego?

  • To co zaobserwował Roy pod mikroskopem, nie mogło być wirusem grypy. Ówczesne narzędzia nie pozwalały na zaobserwowanie wirusa grypy.
  • To że widział wszędzie to samo, wskazuje że to co obserwował był artefakt – coś co nie istniało, a było np. parą wodną na soczewce.
  • Przypisał tak dużo chorób jednemu źródłu, że to po prostu niemożliwe. Do tego pomieszał wśród nich choroby o źródle bakteryjnym jak i wirusowym.

Dziś już prawie pewne jest że Roy obserwował jakieś artefakty – zabrudzenia lub pęcherzyki powietrza pod swoim mikroskopem. Co nie przeszkadza wciąż wmawiać pacjentom że to lek na grypę i przeziębienia.

Na stronie internetowej produktu (łatwo ją znaleźć, to nazwa leku a po niej .pl), znajdujemy m.in. informację że to Produkt Roku 2010. Po bliższym przyjrzeniu się widzimy że to produkt wybrany przez czytelników magazynu Reader’s Digest w kategorii „lek homeopatyczny”.

Oscillococcinum nie istnieje 3

Na tej samej stronie znajdujemy informację że skuteczność leku potwierdziło niezależne badanie:

W 1989 roku w magazynie British Journal of Clinical Pharmacology zostały opublikowane wyniki badania potwierdzającego skuteczność działania Oscillococcinum® w leczeniu zespołów grypowych. W ten sposób lek zyskał przychylną opinię prestiżowych środowisk lekarskich.

Postanowiłem przyjrzeć się temu badaniu. Okazało się że chodzi o badanie A controlled evaluation of a homoeopathic preparation in the treatment of influenza-like syndromes (sic) przeprowadzone przez zespół JP Ferleya. Więcej o badaniu możemy przeczytać tutaj, ja dodam tylko że jeśli to jest największa armata jaką mogą producenci leku wytoczyć na sceptyków, to naprawdę nie ma się czym chwalić.

W skrócie: do badania dopuszczono chorych na różnym etapie choroby (więc mogli w trakcie badania wyzdrowieć sami z siebie), jednym kryterium wyleczenia było badanie temperatury (przy czym nie badano zawsze o tej samej porze dnia, a jak wiadomo temperatura ciała człowieka ulega fluktuacjom w ciągu doby), a drugim kryterium samoocena samopoczucia. Do tego pomieszano osoby w różnym wieku, a więc różniące się możliwościami organizmu w walce z chorobą. Różnica w wyzdrowieniu grupy placebo i grupy której podano Oscillococcinum (czyli też placebo – jak można by złośliwie dodać), była na tyle nieznacząca – 10% i 16% – że sami autorzy badania przyznali że nie dowiedli związku przyczynowo skutkowego pomiędzy podawaniem leku i wyzdrowieniem.

W związku z tą niezobowiązującą konkluzją, nie było żadnych badań mających na celu obalić lub potwierdzić ten wynik. Stąd powszechne cytowanie badań JP Ferleya na stronach poświęconych homeopatii.

Oscillococcinum nie istnieje 4
Nawet sztuka była inspirowana homeopatią. / Fot. wikicommons
Źródło artykułu: WP Gadżetomania
Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ