Czy edycje kolekcjonerskie gier służą już tylko dojeniu kasy z naiwniaków?

Figurka z EK Bioshock Infinite
Figurka z EK Bioshock Infinite
Łukasz Michalik

30.10.2013 13:25, aktual.: 10.03.2022 11:47

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Wersja pudełkowa czy edycja cyfrowa? Pytanie, które jeszcze kilka lat temu miało rację bytu, staje się coraz mniej aktualne. Znikają atuty, którymi mogłyby się bronić pudełkowe wersje gier: pięknie wydane instrukcje i różne materialne dodatki. Sam nośnik to trochę za mało. Bastionem pudełkowej dystrybucji pozostają edycje kolekcjonerskie. Ale czy jest sens, aby je kupować?

Wersja pudełkowa czy edycja cyfrowa? Pytanie, które jeszcze kilka lat temu miało rację bytu, staje się coraz mniej aktualne. Znikają atuty, którymi mogłyby się bronić pudełkowe wersje gier: pięknie wydane instrukcje i różne materialne dodatki. Sam nośnik to trochę za mało. Bastionem pudełkowej dystrybucji pozostają edycje kolekcjonerskie. Ale czy jest sens, aby je kupować?

Cyfrowa dystrybucja czy gadżety?

Przez długi czas cyfrową dystrybucję gier omijałem szerokim łukiem. Kupić grę i nie postawić sobie pudełka na półce? Nie przewertować instrukcji albo artbooka? Przez lata nie mieściło mi się to w głowie (o zawartości pudełek starych gier przeczytacie w artykule „Łza dla makulatury, czyli gdzie się podziały instrukcje do gier?”).

A później kupiłem pierwszą cyfrową wersję gry, po niej kolejne i moja wcześniejsza niechęć okazała się zupełnie bez sensu. Kolekcja pudełek powędrowała do osób, którym sprawiła o wiele więcej radości niż mnie, a jedyny wyjątek zrobiłem dla wersji kolekcjonerskich.

Patrzę właśnie na kilka okazałych pudeł i zastanawiam się: czy naprawdę warto było je kupować?

Co się dzieje z zawartością edycji kolekcjonerskich?

Wiele wydań kolekcjonerskich to prawdziwe rarytasy. I nie chodzi mi o nieosiągalne dla zwykłych graczy ekstremalne przypadki, jak choćby Saints Row IV: The Super Dangerous Wad Wad Edition za milion dolarów.

Wystarczy jednak wspomnieć np. EK Wiedźmina, w których wydawca nie poskąpił na dodatkach. Pudło pełne gadżetów naprawdę cieszy oko, a unboxing niezależnie od wieku przywodzi na myśl dziecko dobierające się do pudła z łakociami.

Wygląda okazale? Pewnie, że wygląda. Ale co z tego? Zdecydowaną większość gadżetów z różnych kolekcjonerek miałem w ręce raz – przy rozpakowywaniu gry. Obejrzałem, pokiwałem głową z uznaniem i… schowałem do pudełka, w którym spokojnie sobie leżą, czekając nie wiadomo na co.

Spośród dziesiątków różnych gadżetów znalazłem zastosowanie dla dwóch: zapalniczki z drugiego Stalkera i medalionu z pierwszej części Wiedźmina, który od lat świetnie sprawdza się jako brelok do kluczy. A co z resztą? Czy świadomość posiadania jakiegoś przedmiotu naprawdę jest warta wydania dodatkowych setek złotych?

DLC zamiast gadżetów

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=VOXgWX4QJkU[/youtube]

Patrząc na tak bogate zestawy, jak choćby Borderlands 2: Ultimate Loot Chest Edition, Dead Island Riptide czy Dead Space 3, można odpowiedzieć twierdząco. Tylko czy te wszystkie dodatki rzeczywiście są warte swojej ceny?

Z pewnością dają coś, czego w żaden sposób nie jest w stanie zapewnić standardowa, a tym bardziej piracka wersja gry: różne artbooki, figurki, miniaturki, pendrive’y, koszulki…

Z drugiej strony mam wrażenie, że coraz częściej takie gadżety są zastępowane dodatkami DLC, które chwilę po premierze stanowią obowiązkowy dodatek każdego torrenta. I nie chodzi mi o zachowanie typowe dla psa ogrodnika ani o żal, że ktoś inny też ma dobrą zabawę.

Chodzi raczej o fakt, że w przypadku tradycyjnych kolekcjonerek przynajmniej wiem, za co płacę (za gadżety, które później nieużywane leżą w pudełku). Gdy gadżety są zastąpione przez DLC, ta świadomość mocno się rozmywa.

Edycja kolekcjonerska – czy warto?

W tym miejscu powstaje pytanie: czy te wszystkie dodatki rzeczywiście mają dla graczy jakąś wartość? Czy poza samą świadomością, że kupiłem coś wyjątkowego, edycja kolekcjonerska daje mi coś więcej niż gra kupiona na Steamie?

Gdy się nad tym zastanowię, to w większości przypadków odpowiedź jest negatywna. Nie twierdzę przy tym, że już nigdy w życiu nie kupię żadnej edycji kolekcjonerskiej. Pewnie kupię, skuszony po raz kolejny jej imponującą zawartością.

Ale patrząc na to obiektywnie, będzie to zachowanie nieracjonalne. Instrukcję czy artbooka w PDF-ie albo ścieżkę dźwiękową z gry i tak prawdopodobnie dostałbym z wersją cyfrową, a gadżety po kilkusekundowym zachwycie najpewniej znowu trafią do pudełka.

Mam rzecz jasna świadomość, że nie dotyczy to wszystkich – opisałem, jak to wygląda w moim przypadku. A jak jest z Wami? Korzystacie w jakiś sposób z zawartości edycji kolekcjonerskich czy może kupujecie je dla samego faktu posiadania unikatowych gadżetów? A może w ogóle nie zawracacie sobie nimi głowy i korzystacie tylko z cyfrowej dystrybucji?

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)