Znacie to uczucie, gdy jadąc ścieżką rowerową, zaczynacie mieć wrażenie, że bierzecie udział w jakimś slalomie? Objuczeni zakupami przechodnie, matki z dziećmi, dzieci bez matek i wąsaci hydraulicy rodem z Mario – nagle wszyscy postanawiają sprawdzić, jak fajny może być spacer po ścieżce rowerowej. Co wtedy robić? Trzeba sięgnąć po środki adekwatne do wielkości problemu.
Trudno liczyć na to, by w gwarze ruchu ulicznego standardowy dzwonek rowerowy zrobił na kimkolwiek wrażenie albo przynajmniej ostrzegł i skłonił do ostrożności. Co jednak robić, gdy w troce o bezpieczeństwo chcemy uprzedzić przechodniów o nadjeżdżającym rowerze?
Rozwiązaniem okazuje się mocno podrasowany dzwonek rowerowy The Hornster. Zamiast podnosić głośność o kilka decybeli, producent sięgnął po rozwiązanie ostateczne – przebudował cały rower, tak by zamontować w nim zestaw wydający dźwięk o głośności 178 decybeli. Z użytecznej odległości 15 metrów głośność gadżetu nadal jest całkiem spora i sięga 140 decybeli.
The Hornster - world's loudest bicycle with Airchime KH3A
Dla porównania, próg bólu wynosi około 130 db, lądujący odrzutowiec to 120 db, a głośność ruchu ulicznego w Londynie to zaledwie 78 db (dla kontrastu sprawdźcie, jak wygląda najcichsze miejsce na świecie). W skład zestawu wchodzą trzy syreny pneumatyczne Airchime KH3A, używane m.in. w lokomotywach i zasilane z zamontowanej w rowerze butli nurkowej wypełnionej sprężonym powietrzem.
Choć taki zestaw z pewnością nie należy do lekkich, to spokojna jazda po asfaltowej, płaskiej nawierzchni nie powinna sprawiać problemu. Niestety – a może na szczęście – wysyp wyjątkowo głośnych rowerów raczej nam nie grozi. Jeden z istniejących egzemplarzy został wyceniony przez jego twórcę, Yannicka Reada, na prawie 5 tys. funtów (około 20 tys. złotych).