Gry jak alkohol. Chcesz GTA V? Pokaż dowód! Nowy pomysł Rzecznika Praw Obywatelskich

Strona głównaGry jak alkohol. Chcesz GTA V? Pokaż dowód! Nowy pomysł Rzecznika Praw Obywatelskich
10.11.2013 18:00
Pani rzecznik nie polubiła GTA V
Pani rzecznik nie polubiła GTA V

Słyszeliście o pomyśle prof. Ireny Lipowicz, czyli aktualnego Rzecznika Praw Obywatelskich? Pani rzecznik doszła do wniosku, że dobrowolne, stosowane przez przemysł rozrywkowy oznaczenia PEGI to za mało. Chce, aby ograniczeniami wiekowymi zajęło się państwo, a brutalne gry były sprzedawane jak alkohol – po okazaniu dowodu osobistego.

Słyszeliście o pomyśle prof. Ireny Lipowicz, czyli aktualnego Rzecznika Praw Obywatelskich? Pani rzecznik doszła do wniosku, że dobrowolne, stosowane przez przemysł rozrywkowy oznaczenia PEGI to za mało. Chce, aby ograniczeniami wiekowymi zajęło się państwo, a brutalne gry były sprzedawane jak alkohol – po okazaniu dowodu osobistego.

Wygląda na to, że pani rzecznik zagrała w końcu w GTA V. I że gra nie przypadła jej do gustu. List, jaki prof. Irena Lipowicz wysłała do ministra gospodarki nie pozostawia wątpliwości:

Wsłuchując się w alarmujące głosy płynące od organizacji pozarządowych, w niniejszym piśmie pragnę zwrócić uwagę Pana Premiera na problem dostępności dla dzieci i młodzieży gier komputerowych o treściach przesyconych brutalnością i przemocą.

Wskazana powyżej kwestia aktualizuje się zwłaszcza w odniesieniu do gry o nazwie „Grand Theft Auto V (GTA V)," która od niedawna dostępna jest na polskim rynku. Moje szczególne zaniepokojenie wzbudza okoliczność, że twórcy tego tytułu proponują jego nabywcom rozgrywkę wypełnioną aktami przemocy i okrucieństwem.

No tak – spory o rzekomą szkodliwość brutalnych giernie milkną co najmniej od czasów rozpikselowanej masakry, jaką na początku lat 90. rzesze graczy zapewniały Niemcom w zamku Wolfenstein, w którym wszystkie kąty były proste.

Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Irena Lipowicz
Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Irena Lipowicz

Choć ludzie kompetentni – czyli prowadzący różne badania naukowcy – często podważają stereotypowe wiązanie brutalnych gier z agresją i aktami przemocy, to przecież politycy wiedza lepiej.

Nie, nie atakuję tu pani rzecznik za to, że napisała taki list. Być może po prostu zareagowała na zgłoszone do niej obawy jakichś wspomnianych w liście organizacji czy nawet pojedynczych osób. To przecież należy do jej obowiązków, a wykonywania swojej pracy nie można mieć jej za złe.

Mój sprzeciw budzą jednak przedstawione w liście postulaty, dotyczące kontroli państwa nad dystrybucją gier i nad przyznawanymi im kategoriami wiekowymi. I powtarzanie wyssanych z palucha zarzutów o zgubnym wpływie gier na psychikę graczy (pisałem o tym, przytaczając liczne badania naukowe, w artykule „Gra zamiast narkotyków. GTA V oczyszcza ze złych emocji – twierdzi psycholog”).

Wkurza mnie, że poruszając kwestię tak istotną, pani rzecznik bazuje na stereotypach, a nie na rzetelnej wiedzy. A najbardziej wkurza mnie wynikające z listu przekonanie, że za wychowanie dzieci i kontrolę nad tym, w jaki sposób się bawią, odpowiedzialni są nie rodzice, a państwo.

Dobitnie świadczy o tym odwołanie do modelu brytyjskiego, z obligatoryjnymi oznaczeniami PEGI (Ogólnoeuropejski System Klasyfikacji Gier) i kontrolą punktów sprzedaży, których obowiązkiem byłoby weryfikowanie wieku klientów.

Czy PEGI stanie się w Polsce prawem?
Czy PEGI stanie się w Polsce prawem?

Rzecz jasna nie chodzi mi w tym miejscu o to, by kilkulatkom w imię opacznie pojmowanej wolności serwować bez ograniczeń kolejne masakry na ekranie. Sedno tkwi jednak w fakcie, że kluczem do oszczędzenia dzieciom nieodpowiednich scen z pewnością nie jest ingerencja państwa w system oznaczeń wiekowych.

Bo jedynym skutkiem zainteresowania polityków kwestią oznaczeń i dostępności gier będzie – moim zdaniem – stworzenie kolejnych, nikomu niepotrzebnych urzędów.

Już widzę ten Centralny Urząd Kontroli Gier,  Komitet Porozumiewawczy ds. PEGI, Centralną Komisję Certyfikacyjną, Radę Etyki Komisji Certyfikacyjnej oraz Instytut Dobrej Gry imienia któregoś z prezydentów. I fundusze łapówkarskie, z których dystrybutorzy będą opłacać urzędników, lobbujących za przyznaniem niższej kategorii wiekowej.

Ale poza tym nie zmieni się nic. Bo choćby pani rzecznik, pełna najlepszych intencji, stanęła na głowie, to żadną instytucją czy przepisem nie zastąpi dzieciom opieki i zainteresowania ze strony rodziców.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)