Hit wśród rodziców. Oszuści już to wiedzą. Kradną pieniądze i tłumaczą się... koronawirusem

Hit wśród rodziców. Oszuści już to wiedzą. Kradną pieniądze i tłumaczą się... koronawirusem
Adam Bednarek

09.10.2020 12:45, aktual.: 09.10.2020 15:26

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Rodzice stają się nowym, łatwym celem dla oszustów. Ci wykorzystują popularny produkt, a potem tłumaczą się... koronawirusem. Stracić można nie tylko pieniądze, ale i nerwy. Oraz zaufanie do ludzi. Właśnie to spotkało naszą czytelniczkę.

Roczna Marcelina (imiona zostały zmienione) spod Kielc niedawno nauczyła się chodzić. Jeszcze przed momentem przewracała się po kilku krokach. Teraz zakłada swój ulubiony kapelusz i plecak, by ruszyć na podwórko za babcią.

Jej mama Renata pomyślała, że popularna hulajnoga Scoot and Ride może się rocznej dziewczynce spodobać. - Jest nie do upilnowania, non stop przebiera nóżkami, więc pojazd będący połączeniem rowerka z hulajnogą byłby idealny - mówi rodzicielka.

Wymarzona hulajnoga
Wymarzona hulajnoga

Kiedy dziecko jest mniejsze, siada na siedzisku i odpycha się nóżkami. Gdy rośnie, oparcie można schować, a kierownicę podwyższyć. Wówczas sprzęt jest tradycyjną hulajnogą. Nic dziwnego, że zabawka robi ostatnio furorę.

Hulajnoga to nie iPhone w folii

Tyle że z prezentami dla małych dzieci jest różnie. Niby nowa hulajnoga nie kosztuje aż tak dużo - ok. 450 zł - ale co jeśli się nie spodoba? Głupio wydawać niemal 500 zł na coś, co może zostać rzucone w kąt

Renata pomyślała, że może jakiś rodzic miał dokładnie ten sam problem: kupił hulajnogę dziecku, ale to wolało tradycyjne metody poruszania się. Na portalu OLX znalazła atrakcyjne ogłoszenie - pojazd wraz z przesyłką kosztował 180 zł.

Niby podejrzanie tanio. Tyle że to jednak nie był "nowy iPhone w folii" za 1/10 ceny, by mogła zapalić się lampka ostrzegawcza.

W przypadku zabawki dla dzieci łatwo wytłumaczyć sobie niską i atrakcyjną cenę. Dziecko mogło wyrosnąć. Mogło znudzić się szybciej, niż sprzedający przewidywał. W takich przypadkach nie chodzi o zarobek ani nawet wyjście na zero - liczy się to, żeby pozbyć się nieużywanego sprzętu i chociaż cokolwiek z niego mieć.

Obraz
  • Sprzedająca wzbudzała zaufanie. Obiecała wysłać filmik, ale ten jednak nie chciał się wgrać. Udało się przesłać jedynie zdjęcia. Mimo tej drobnej niedogodności mogłam założyć, że hulajnoga istnieje i faktycznie jest na sprzedaż - opowiada Renata.

Renata zapłaciła za zabawkę i czekała na przesyłkę. Dni mijały, a przesyłka nie przychodziła. Matka dziecka zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak. Odpowiedź sprzedającej ją jednak zaskoczyła.

Uprzedźmy fakty: tak, to oszustwo. Dobrze znany schemat, o którym sam wielokrotnie pisałem. Sprzedający wystawia przedmiot w niskiej cenie, bierze pieniądze, kontakt się urywa. Tyle że tutaj mamy do czynienia z czymś rzadko spotykanym.

Kontakt się nie urwał. Oszustka odpowiadała na pytania. Jak więc tłumaczyła opóźnienie w wysyłce przedmiotu?

Oszuści wykorzystują pandemię

Tak, trwającą pandemią. Najpierw wina została zrzucona na pocztę. Potem jednak oszustka napisała, że nie ma jej w domu i nie może pokazać kwitu z urzędu, ponieważ… jej ojciec ma kwarantannę. Mieszkanie, w którym żyje, jest dla niej niedostępne, sama zaś z dziećmi przebywa pod jednym dachem z teściową.

Obraz

Odwlekanie trwało kilka dni. Za każdym razem nie dało się dotrzeć do domu ze względu na kłopoty zdrowotne. Przy tak wielu zachorowaniach można pomyśleć, że faktycznie ktoś miał pecha i nie może wyjaśnić sprawy.

Tymczasem dni lecą, a szanse na to, że uzyska się kupiony przedmiot spadają. Być może ktoś po tych regulaminowych 14 dniach zapomni o całej sprawie.

Obraz
Obraz

Internetowi oszuści są specjalistami w psychologicznych zagrywkach. Koronawirus stwarza im nowe idealne warunki. Fałszywy sprzedawca, z którym do czynienia miała nasza czytelniczka Renata, był jednak wyjątkowo podstępny.

"Czubek własnego nosa"

Spójrzcie na tę rozmowę:

Obraz

Nie dość, że koronawirus, nie dość, że dziecko w grupie ryzyka, to jeszcze mąż, który omal nie miał wypadku! To trzeba mieć pecha w życiu! Czym jest więc "głupie" 180 zł wobec nieszczęść, jakie mogą spaść na niewinnego człowieka!

Oszuści liczą, że właśnie tak pomyśli oszukana osoba. I naprawdę nietrudno wpaść w ich sidła. Oszustka wraz z kolejnymi rozmowami zaczęła wręcz obwiniać czytelniczkę Renatę za to, że jest nachalna, podczas gdy sprzedającej świat wali się na głowę.

Obraz

Renata miała dość zabawy w kotka i myszkę. Zgłosiła sprawę OLX. Niestety w takich sytuacjach serwis z ogłoszeniami nie może wiele zrobić, bo jak przyznaje ma "ograniczoną możliwość pomocy".

W wiadomości, jaką otrzymała od OLX, czytamy:

Przekazanie sprawy policjantom to najlepsze rozwiązanie w tego typu sytuacjach, ponieważ ze względu na charakter serwisu i brak zabezpieczeń transakcji mamy ograniczoną możliwość pomocy. Zgodnie z Regulaminem serwisu (punkt 2.5): „Grupa OLX nie jest stroną Transakcji.”Domyśla się Pani pewnie, że obowiązuje mnie również Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, według którego mogę przekazywać dane jedynie organom ścigania albo za zgodą osoby, której te dane dotyczą.

Oszuści są więc niemal bezkarni, a cała odpowiedzialność za rozwiązanie sprawy spada na ofiarę. OLX w swoim regulaminie i licznych tekstach podkreśla, że zaleca odbiór osobisty. Wszelkie inne transakcje są na własne ryzyko.

Internetowi przestępcy zdają sobie sprawę, że zajęci rodzice - a przecież to właśnie w taką grupę wymierzone są tego typu oszustwa - nie znajdą czasu na wizytę na komisariacie.

Wiemy też, jak służby traktują internetowe przestępstwa. Co innego wyczyszczenie konta ze wszystkich oszczędności, co innego przelew na 200 zł. Szkodliwość czynu jest niewielka, szkoda więc czasu i nerwów.

Przestępcy tylko czekają na takie podejście. Owszem, konto wskazane przez czytelniczkę zostało zablokowane, ale to żadna przeszkoda. O czym zresztą Renata sama się przekonała. Po nieudanym zakupie spróbowała znaleźć hulajnogę na OLX raz jeszcze.

I raz jeszcze została oszukana.

Tym razem Renata chciała zapłacić za produkt dopiero za pobraniem. Sprzedający hulajnogę za 200 zł zgodził się, ale pod jednym warunkiem - że opłata za wysyłkę, czyli 25 zł, zostanie uregulowana wcześniej. Renata przelała pieniądze, po czym konto zostało skasowane.

Oczywiście można obwiniać czytelniczkę, że dała się nabrać - nikt nie pobiera pieniędzy za wysyłkę przed wysłaniem towaru. Z drugiej strony Renata wątpiła, by komukolwiek chciałoby się oszukiwać na tak śmieszną kwotę.

Ofiara jest pozostawiana sama sobie

Sam fakt, że jedna i ta sama osoba została oszukana dwukrotnie na tym samym przedmiocie każe podejrzewać, że podobnych oszustw może być więcej. Zapytaliśmy OLX czy serwis otrzymał podobne zgłoszenia, ale jeszcze nie dostaliśmy odpowiedzi na to pytanie.

Niewykluczone, że oszukani się nie zgłaszają, bo ciągle wierzą, że paczka dojdzie. A to pandemia, a to inne zdrowotne problemy, które w tak niełatwym czasie się przecież zdarzają.

Nie da się ukryć, że mamy duży systemowy wręcz problem. OLX umywa ręce i teoretycznie trudno ich o cokolwiek winić - portal doradza transakcje twarzą w twarz. W przesłanej WP Gadżetomanii odpowiedzi czytamy:

Co zrobić, żeby nie paść ofiarą oszustwa? OLX wyjaśnia

Nadal odradzamy przesyłanie kwoty za przedmiot z góry, przed wysyłką, zalecamy odbiór za pobraniem. Szczególnie, jeśli przedmioty te oferowane są w bardzo atrakcyjnej cenie, sprzedawca ponagla nas z zakupem, naciska na przelew albo próbuje przekierować rozmowę poza serwis OLX.

Tam, gdzie to możliwe, zachęcamy użytkowników, by korzystali z usługi [url=https://blog.olx.pl/2020/09/30/platnosci-olx-handluj-wygodnie-i-bezpiecznie/]Przesyłek z OLX[/url], w ramach której można bezpiecznie nadać i odebrać paczkę

Powstała nawet kampania odradzająca płatność z góry:

Zdarzyło się najlepszym #2

Wszyscy jednak wiemy, że do zakupów na odległość dochodzi. Być może większość nie ma żadnych problemów i takie sytuacje są dla nich zaskoczeniem. Jest jednak grupa oszukanych i bezkarni przestępcy, którzy wykorzystują fakt, że sprawa zapewne nie trafi na policję.

Renata długo zastanawiała się, czy zgłosić sprawę na policję. W końcu jednak skontaktowała się ze służbami. Ma wydrukować i przedstawić wszelkie dowody w sprawie. Funkcjonariusze wprost jednak przyznali, że nie ma co liczyć na zwrot utraconych pieniędzy.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (17)