I have a dream: ekranizacja komiksu Spider-Man Torment
Rok 1993 to start cyklu Mega Marvel wydawnictwa TM-SEMIC. Idea chwalebna, gdyż w ponad stu-stronicowych albumach chciano przedstawić najciekawsze historie ze świata superbohaterów. Pierwszy numer wystrzelił od razu z grubej rury, ale doceniłem to dopiero po czasie. Spider-Man: Torment nie jest mianowicie lekką historią. Jej geniusz docenia się z czasem, trzeba do niego dojrzeć, by pokochać każdy element ? od fabuły, poprzez klimat, po kadrowanie. Wiem, że tę historię nikt nie odważyłby się przenieść na duży ekran, dlatego jak ulał pasuje do mojego cyklu I have a dream. Wszak marzyć wolno każdemu.
Rok 1993 to start cyklu Mega Marvel wydawnictwa TM-SEMIC. Idea chwalebna, gdyż w ponad stu-stronicowych albumach chciano przedstawić najciekawsze historie ze świata superbohaterów. Pierwszy numer wystrzelił od razu z grubej rury, ale doceniłem to dopiero po czasie. Spider-Man: Torment nie jest mianowicie lekką historią. Jej geniusz docenia się z czasem, trzeba do niego dojrzeć, by pokochać każdy element ? od fabuły, poprzez klimat, po kadrowanie. Wiem, że tę historię nikt nie odważyłby się przenieść na duży ekran, dlatego jak ulał pasuje do mojego cyklu I have a dream. Wszak marzyć wolno każdemu.
Komiks nie zostanie zekranizowany z dwóch względów. Przede wszystkim jest to niezwykle mroczna historia, pełna mistycyzmu i brutalności. Filmy o superbohaterach mają się sprzedać, a więc kierowane są w głównej mierze do młodszego widza (maksymalna kategoria wiekowa to PG-13). Jako kontrargument ktoś może podać Strażników. Miałby rację, z tą różnicą, że Strażnicy to nie Spider-Man. Wyobrażacie sobie film o Pająku z kategorią R? Niedoczekanie. I tu samoistnie nasuwa się druga kwestia. Żaden producent przy zdrowych zmysłach nie posunąłby się do samobója i zaryzykował stworzenie mrocznego filmu z bohaterem, który sprzedał się świetnie w dotychczasowych, lekkich adaptacjach. Lizard, voodoo, Kraven-zombie i Wiedźmia w obrazie o wesołym Pajączku? Chyba że znalazłby się ktoś, kogo bardziej interesuje wizja artystyczna, niż pieniądze.
W roli reżysera, który byłby zdolny przenieść ten artyzm na duży ekran, widzę dwie osoby. Z jednej strony świeży nabytek, radzący sobie w Hollywood coraz lepiej - Zack Snyder. Niektórzy narzekają na slow motion w 300 i pewnie będą grymasić przy Strażnikach, ale to właśnie takie sceny idealnie sprawdziłyby się w Torment. Drugą osobą jest stary wyga - Alan Parker, który tematykę voodoo mistrzowsko przedstawił w filmie Harry Angel z Mickeyem Rourkiem. Pamiętacie ten surowy obraz, klimat czarnej magii i szaleństwa?
Pora zatem przejść do kwestii obsady. Nigdy nie miałem zastrzeżeń, co do wyboru Tobey Maguire?a do roli Petera Parkera/Spider-Mana. Aktor idealnie wcielił się w ciamajdę, który z czasem nabiera pewności siebie i pokazuje pazura. Za to zawsze kręciłem nosem co do Kirsten Dunst jako Mary Jane. Ja bym zamienił ją na Sophię Bush, zdecydowanie bardziej seksowną i na swój sposób drapieżną ? typ profesjonalnej modelki jaką była MJ, a nie przeciętnej dziewczynki, czyli Dunst.
Kraven to co prawda mała rólka, ale całkiem znacząca. W niego fajnie wcieliłby się Jeffrey Dean Morgan lub? uwaga!... Tom Selleck. Zresztą sami porównajcie.
Problem miałem z Wiedźmą, choć na myśl nasuwała mi się cały czas Beyonce. Tak, wiem, sam siebie zaskoczyłem. A może to nie taki zły wybór?
Jak Wam się to widzi?