Seks i technologia
Wirtualna rzeczywistość nie musi już martwić się o swoją przyszłość. Jeśli ktokolwiek miał choćby cień wątpliwości, czy VR odniesie sukces, jakiego oczekują od niego producenci sprzętu, gier czy różnych akcesoriów, czas rozwiać te obawy i potwierdzić opinie entuzjastów.
Powód jest prosty: powstało coś, bez czego wirtualna rzeczywistość pozostałaby zabawką dla garstki nerdów albo ekscentryków w stylu Jarona Laniera, pokazywaną gawiedzi w czasie różnych prezentacji, po których oszołomieni uczestnicy wołaliby z zachwytem: - Motyla noga, to było coś! Niesamowite! Ale chodź już, tam dalej rozdają kupony na balony i kapuśniak.
Czym zatem jest ten przełom, killer feature, grom z jasnego nieba i kamień, który poruszył rozpędzającą się na naszych oczach lawinę? Urządzenie, które zaniesie wirtualną rzeczywistość pod strzechy wygląda niepozornie, ale nie sądźcie po pozorach – ma wielką siłę rażenia. Illusion VR, bo tak nazywa się ten sprzęt, to – zdaniem producentów – pierwszy kombinezon do wirtualnego seksu.
VR Tenga: iluzja wirtualnego seksu
No dobrze, żarty na bok. Wpływ porno na technologię obrósł wieloma legendami i – choć sam opisywałem niegdyś standardy i urządzenia, wylansowane przez branżę pornograficzną – bywa mocno przeceniany. Mimo tego pojawienie się Illusion VR jest warte odnotowania.
Trudno przy tym mówić o przełomie – różnego rodzaju pomysłowe ustrojstwa, dające użytkownikom złudzenie obcowania z czymś więcej, niż paroma serwomotorami, ssawką i plastikową skórą powstawały przecież od dawna.
Wystarczy wspomnieć choćby machinę o nazwie VR Tenga, która po nałożeniu na newralgiczną część ciała użytkownika symulowała – w połączeniu z goglami Oculus Rift – seks z wirtualną partnerką.
Illusion VR: seks z maszyną
Illusion VR idzie o krok, a właściwie kilka kroków dalej oferując stymulację całego ciała, a nie tylko jego ważnych wprawdzie, ale jednak fragmentów. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu Tenga VR w połączeniu z kombinezonem, przekazującym na ciało użytkownika wrażenie dotyku i wydajnym komputerem. Z jakim sprzętem współpracuje prototyp Illusion VR?
Jeśli doniesienia z - a jakże! - Japonii znajdą potwierdzenie, Illusion VR to prawdopodobnie pierwsze urządzenie, oferujące nie tylko iluzję, ale chyba po prostu seks z wykorzystaniem VR. Czyli coś, co przez lata wydawało się odległą przyszłością, rodem z cyberpunkowych dystopii.
I choć w komentarzach do tego wynalazku można znaleźć żartobliwy ton o zagładzie ludzkości, której przedstawiciele umrą z odwodnienia w samotności, podłączeni do Illusion VR we własnych domach, to warto całkiem serio zastanowić się nad przyszłością tego i podobnych wynalazków.
Zalety seksu z maszynami
Celowo skupię się tu na kilku pozytywach, choć mam świadomość, że druga strona medalu również istnieje. Listę zarzutów bez trudu znajdziecie jednak w niemal każdej wypowiedzi, krytykującej wkraczanie technologii na obszar związany z ludzkimi emocjami, zachowaniami społecznymi czy – jak w przypadku Illusion VR – seksualnością. Nie ma sensu jej dublować.
Z drugiej strony – o ile jakość iluzji nie zawiedzie oczekiwań – Illusion VR i jego przyszłe, coraz doskonalsze modele mogą mieć pozytywny, trudny do przecenienia wpływ na społeczeństwo.
Przykładem może być np. ograniczenie problemu nielegalnej prostytucji, przynoszącej w wielu krajach krocie przestępczemu podziemiu. Zmniejszenie rozmiaru patologii, związanej z handlem ludźmi, chorobami wenerycznymi, niewolnictwem seksualnym czy choćby różnymi dewiacjami, które znajdą teraz wentyl bezpieczeństwa właśnie w postaci VR.
Być może to właśnie pojawienie się Illusion VR będzie w przyszłości oceniane jako początek epoki, w której realistyczny i łatwo dostępny seks z maszyną stał się początkiem pozytywnych zmian społecznych? Niezależnie od tego – pamiętając wizje świata, serwowane nam przez cyberpunkowych klasyków – warto docenić fakt, że żyjemy w naprawdę ciekawych czasach.