Kazik nie chce jałmużny z opłaty od smartfonów i tabletów. Bo to ukradzione pieniądze

Zdjęcie dziewczyny z tabletem pochodzi z serwisu Shutterstock
Zdjęcie dziewczyny z tabletem pochodzi z serwisu Shutterstock
Marta Wawrzyn

15.10.2014 11:51, aktual.: 10.03.2022 10:54

I to bardzo dobrze, bo my nie chcemy mu żadnej jałmużny dawać. Problem w tym, że ustawodawca ma nas wszystkich wiadomo gdzie.

Opłata reprograficzna od urządzeń, które nie służą do kopiowania, budzi bardzo duże kontrowersje. To oczywiste, że sprzeciwiamy się jej my, użytkownicy tych urządzeń, a także producenci, którzy boją się, że jeśli podniosą ceny (a do tego właśnie prowadzi każdy podatek), to spadnie sprzedaż. Ale i artyści wykazują się większym rozsądkiem niż politycy.

Kazik nie chce, żeby politycy dawali mu ukradzione pieniądze

Kazik to jeden z tych twórców, którzy dość ostro wypowiadają się na temat piractwa i nie wstydzą się wypominać internautom, ile przez nich tracą. Tym bardziej zaskakujący jest więc jego wpis z Facebooka, który przytacza Dziennik Internautów. Muzyk pisze, że nowy parapodatek to zwyczajne złodziejstwo i on go nie popiera.

"Ja za taką jałmużnę dziękuję. Najpierw państwo zabiera mi jako artyście (a wszyscy artyści to...) 100 PLN w postaci coraz wyższych podatków, by potem obłożyć jeszcze innym podatkiem ustrojstwa, zedrzeć z kupujących je posiadaczy i użytkowników (koniec końców każdy podatek od sprzedaży uderza w użytkownika, który kupuje ustrojstwo - producenci wliczą go sobie w cenę), utworzyć kolejne etaty, by tę grabież usankcjonować i podzielić (między urzędników i artystów w stosunku, powiedzmy 7:3) i oddać mi po roku 1 PLN. Doprawdy udławcie się tą jałmużną z pieniędzy ukradzionych pierwej prostemu a uczciwemu człowiekowi" – czytamy we wpisie Kazika.

Obraz

Każdy podatek służy przede wszystkim państwu

Wypada tylko przyklasnąć. Tak to już jest, że każdy podatek służy przede wszystkim państwu, i z opłatą reprograficzną nie będzie inaczej. Żeby artysta mógł dostać parę groszy wyciągnięte z kieszeni użytkownika tabletu czy smartfona, będzie musiała zadziałać cała machina, za której skuteczność odpowiedzialni będą urzędnicy i osoby zatrudnione przez ZAiKS. Nie będą oni opłacani z żadnych magicznych pieniędzy drukowanych przez dobre wróżki, a właśnie z tego, co uda się zyskać na nowej opłacie. Kazik ma prawdopodobnie rację, że z każdych 100 zł on zobaczy najwyżej złotówkę i to najwcześniej po roku.

Nawet w rządzie nie ma pełnej zgody, czy tę opłatę wprowadzać czy nie. Przedłużająca się debata na ten temat nie służy nikomu, a przede wszystkim nie służy samej Platformie Obywatelskiej, której młody elektorat nie zaakceptuje wyciągania kasy bez powodu. Zwłaszcza że przecież głosowali na liberałów.

Sprzęt elektroniczny w Polsce i tak jest drogi, zwłaszcza jeśli porównać naszą siłę nabywczą z siłą nabywczą mieszkańców szczęśliwego Zachodu (a czasem i porównywać nie trzeba – wiele urządzeń u nas po prostu kosztuje więcej niż za granicą). Obciążanie go dodatkowymi opłatami, z których artyści i tak wiele mieć nie będą, w dalszej perspektywie oznacza zgodę na to, że wciąż będziemy o kilka kroków do tyłu w porównaniu z bogatszymi krajami. Bo teraz niestety jesteśmy – wystarczy spojrzeć na odsetek analfabetów cyfrowych.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (17)