Koronawirus pokazuje, że filmy o epidemiach nie nauczyły nas tego, co trzeba

Koronawirus pokazuje, że filmy o epidemiach nie nauczyły nas tego, co trzeba
Adam Bednarek

12.03.2020 17:25, aktual.: 09.03.2022 08:34

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Moje pierwsze skojarzenie z filmami katastroficznymi to solidarność. Chociaż zawsze jest grupa liderów, to poza głównymi postaciami istotne jest zaplecze - zwykli ludzie, cisi bohaterowie dokładający swoją cegiełkę w walce z epidemią, zombie czy zbliżającą się kometą. Jeśli produkcje o katastrofach czegokolwiek nas nauczyły, to na pewno nie tego, że w kupie siła.

Szturm na sklepy pokazał, że odegrała się znana z katastroficznych produkcji panika. Puste półki, walka o podstawowe produkty, nieufność wobec drugiego człowieka i dystans do komunikatów władz. Tylko do czego może to doprowadzić?

Kiedy na ekrany kin wszedł film "Truposze nie umierają", nowa produkcja Jima Jarmuscha była raczej krytykowana. Wprawdzie chwalono typowe dla reżysera dialogi i powolne budowanie akcji, ale to, co sprawdzało się w innych jego dziełach, w tym o zombie przeszkadzało. Jarmuschowi zarzucono, że nie zna się na temacie i tego typu produkcji nawet nie lubi. Tymczasem to właśnie on najlepiej pokazał, co dzieje się, gdy katastrofa nadchodzi.

Reakcją mieszkańców na walkę z zagrożeniem była bierność i bezsilność. Jedyne, co można było zrobić, to stworzyć z własnego domu bunkier i czekać na najgorsze. Nawet policjanci postanowili zabarykadować się w komisariacie. Ogarnięte zarazą miasteczko zostało podzielone na małe wysepki z fortecami, tworzonych przez tych, którzy przeżyli. Każdy na własną rękę miał poradzić sobie ze zbliżającym się złem. Brzmi niepokojąco znajomo.

THE DEAD DON’T DIE | Official Trailer | Focus Features

"Truposze nie umierają" miały antykapitalistyczny wydźwięk, uderzając w ślepo konsumujący naród - zombie Jarmuscha powtarzały "Wi-Fi" czy "kawa" zamiast klasycznego "móóóóózg".

W czasie pandemii jesteśmy i "zdrowymi", którzy robią zapasy z myślą o przeczekaniu w schronie i zapominają o innych, jak i zombiakami, dla których na pierwszym miejscu są własne, egoistyczne konsumpcyjne potrzeby. Jak to się wszystko skończyło? Nie chcę nikomu psuć zakończenia, ale dodam tylko, że nie chcielibyśmy, żeby scenariusz "Truposze nie umierają" nam się ziścił.

Towarzysząca nam panika jest tak absurdalnie filmowa, że aż śmieszna. Wykupywanie kilogramów ryżu i papieru toaletowego, niereagowanie na rzeczowe i raczej uspokajające komunikaty władz i ekspertów, wymyślanie plotek. Tak wyglądała sytuacja w tygodniu, jeszcze zanim zdecydowano się wprowadzić m.in. zamknięcie granic czy ograniczyć działalność galerii handlowych.

Nic dziwnego, że ludzie panikują. Tyle że była to panika stereotypowa, wręcz wyreżyserowana, a nie konstruktywna. Pozbawiona myślenia o drugim człowieku, zastanowienia się, co dalej będzie.

Ze starszymi, chorymi, tymi, którzy nie mogą pójść teraz do pracy i nie wiadomo, za co będą żyć. Jak długo będą mogli pracować ci, którym dzisiaj zawdzięczamy normalność: kurierzy, kasjerzy, pielęgniarki, kierowcy autobusów. Większe zmartwienie budzi sytuacja na giełdzie czy majątek najbogatszych, który przez pandemię delikatnie się skurczył.

Przyszłość to 10 kg ryżu na półce. Apele o wzajemną pomoc jeszcze w środku tygodnia rozbijały się o ścianę tak samo, jak zapewnienia, że sklepy nie będą zamykane. Co oni tam wiedzą, na pewno okłamują - o tym przecież też wielokrotnie mówiły filmy katastroficzne. Niektórzy mogą mieć w pamięci serial "Czarnobyl" i matactwa władz. Chociaż to zupełnie inny temat, to jednak obrazki zostają w głowie. Tym bardziej nikt nie będzie pamiętał o tym, że scenarzyści przesadzili.

Jednym z obrazków towarzyszących powodzi są relacje z ratowania tych, którzy mimo ostrzeżeń postanowili zostać w domach. Nie uciekli razem z resztą, naiwnie wierząc w to, że "mój dom to moja twierdza" i w pojedynkę pokonają żywioł. Obawiam się, że obecnie wielu myślało podobnie, zanim poważnie potraktowano apele o tym, aby zostać w domu. Chociaż filmy katastroficzne zyskują teraz na popularności, to nie liczę na to, że zdążymy wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)