Netflix. Altered Carbon powinien istnieć wyłącznie jako anime

Netflix. Altered Carbon powinien istnieć wyłącznie jako anime
Bolesław Breczko

23.03.2020 15:17

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Przerysowani, dwuwymiarowi bohaterowie wyglądają dużo lepiej, gdy faktycznie są narysowani, niż gdy grają ich żywi aktorzy, a niektóre produkcje dużo lepiej "sprzedają się", jako filmy animowane. Najlepiej widać to na przykładzie "Altered Carbon" na Netflixie.

Na Netflixie pojawił się niedawno drugi sezon serialu fabularnego "Altered Carbon". Chwilę po nim premierę, również na Netflixie, miał film animowany "Altered Carbon: Resleeved". Obie produkcje bazują na powieści brytyjskiego pisarza Richarda K. Morgana, umieszczone są w tym samym świecie i mają tego samego głównego bohatera. Opowiadają też bardzo podobne, choć nie te same historie.

Powiedzmy sobie wprost: same historie świata "Modyfikowanego węgla" nie są odkrywcze. Marzenia o nieśmiertelności, walka o władzę i rozdział klasowy. Wszystko to już było, choćby w prekursorze gatunku sc-fi, czyli "Łowcy androidów". "- Everything is a copy of a copy of a copy", jak to napisał Chuck Palaniuk w "Fight Clubie"

Tajemniczy biznesmen zleca zadanie
Tajemniczy biznesmen zleca zadanie© Netflix

Uwaga, spoilery!

Fabularny serial "Altered Carbon" przedstawia historię Takeshi Covacsa, który zostaje wynajęty do ochrony bogatego biznesmena i wbrew własnej woli zostaje wciągnięty w polityczną walkę o przejęcie władzy nad miastem.

Film animowany "Altered Carbon: Resleeved" opowiada natomiast historię Takeshi Covacsa, który zostaje wynajęty przez bogatego biznesmena, do odkrycia spisku przejęcia władzy w yakuzie, czyli japońskiej "rodzinie" przestępczej.

W obu produkcjach pojawia się też rola twardej wojowniczki, którą los splata z losem Covacsa. Z małymi wyjątkami mogę pokusić się o stwierdzenie, że serial i film opowiadają praktycznie tę samą historię i to w ten sam sposób. Jednak animowany film robi to dużo lepiej. Oto powody.

Obraz
© Netflix

Powód pierwszy: postacie w "Altered Carbon" nie mają głębi. Ich moralne rozterki nie dość, że są banalne, to są też mało przekonujące. Na przekór temu, bohaterowie często wygłaszają natchnione monologi lub rzucają "one-linerami" rodem z filmów akcji z lat 90-tych. Z takim "materiałem" dużo lepiej radzą sobie rysunkowi "aktorzy", bo ich sztuczność lub pompatyczność nie "gryzie się" wtedy z obrazem, jak ma to miejsce w serialu fabularnym.

Filmowi "Altered Carbon: Resleeved" pomaga dodatkowo japoński styl animacji zwany anime, który świetnie nadaje się do przedstawienia właśnie tego typu postaci. Jest zdecydowanie bardziej poważny i dorosły niż animacje Disneya lub studia Pixar, a jednocześnie uchodzi mu na sucho, to co w filmach fabularnych "gryzie", jak np. nienaturalne dialogi.

Powód drugi: Sceny walki. Ostatnio zauważyłem, że mało rzeczy nudzi mnie bardziej niż sceny walki, w których widać teatralną wręcz choreografię. Najlepszym przykładem tego typu scen jest chiński film "Przyczajony tygrys, ukryty smok", na który wręcz nie mogę patrzeć. W filmach i serialach fabularnych preferuję realistycznie pokazaną walkę. Wtedy trudno jednak pokazać reżyserom nadludzkie zdolności bohaterów ich filmów, a właśnie takimi dysponuje bohater "Altered Carbon", czyli Takeshi Covacs.

Obraz
© Netflix

Z kolei w filmie animowanym sceny, w których bohater w pojedynkę pokonuje chmarę przeciwników, robiąc przy tym salta i strzela zza pleców, nie budzą we mnie zażenowania, bo forma, czyli animacja, jest tu odpowiednio dopasowana do treści.

Powód trzeci: długość. Żyjemy w czasach seriali, co do tego nie mam wątpliwości. Dzięki temu mogą powstać takie perełki, jak "Breaking Bad", "The Wire" czy "Gra o tron" (ok, tylko do piątego sezonu). Jednak fakt nastania "czasów seriali" nie oznacza, że automatycznie każda produkcja telewizyjna musi być serialem.

Drugi sezon serialu "Altered Carbon" to osiem odcinków po 40 minut, ale treści ma może na połowę tego. W rezultacie dostajemy nie dość, że trochę słabą historię, to jeszcze do tego rozciągniętą na pięć i pół godziny.

Z kolei film "Altered Carbon: Resleeved" to godzina z małym haczykiem, podczas której dostajemy może też nie najlepszą historię, ale za to odpowiednio skondensowaną i w formie pasującej do treści.

Animacja lepsza od fabuły

Filmy i seriale animowane już od dawna nie są tylko produkcjami dla dzieci. Potrafią skutecznie opowiadać dorosłe i poważne historie, a Netflix daje im taką możliwość, co jest choćby świetnie widoczne w przypadku innej netfliksowej produkcji, "Love, Death & Robots." Mam nadzieję, znajdzie się na platformie jeszcze więcej miejsca na tego typu dzieła, bo jak pokazuje "Altered Carbon" czasem robią "lepszą robotę" te, do których angażowani są hollywoodzcy aktorzy.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)