Polska - Krzemowa Dolina Europy

Strona głównaPolska - Krzemowa Dolina Europy
05.10.2012 14:38
Polska - Krzemowa Dolina Europy
Blomedia poleca
Blomedia poleca

Prezydent Obama dostaje Wiedźmina w prezencie. Chwilę później Ministerstwo Gospodarki finansuje stanowiska polskich firm produkujących gry na targach CeBIT i deklaruje wsparcie. Dochodzi do spotkania z rządem i… cóż, zdania są podzielone.

Prezydent Obama dostaje Wiedźmina w prezencie. Chwilę później Ministerstwo Gospodarki finansuje stanowiska polskich firm produkujących gry na targach CeBIT i deklaruje wsparcie. Dochodzi do spotkania z rządem i… cóż, zdania są podzielone.

„Produkcja gier staje się znakiem rozpoznawczym Polski” – usłyszeliśmy w jednym z wywiadów od Adama Kicińskiego, prezesa CD Projekt RED. Z drugiej strony Ministerstwo Gospodarki rozumie i dostrzega potencjał, jaki daje ta gałąź przemysłu. Premier Waldemar Pawlak na spotkaniu mówił dużo o nowej erze smartcomów, czyli firm bazujących na innowacji. Rząd chce wspomóc produkcję gier. Jak? Do końca jeszcze nie wie i po to właśnie 26 września odbyło się spotkanie z przedstawicielami producentów gier i stroną rządową. I od razu pojawiły się kontrowersje.

Mimo że żadnych konkretnych decyzji jeszcze nie ma, środowisko twórców podzieliło się na dwa obozy. Jedni nie chcą żadnej ingerencji państwa, inni myślą, jak najsensowniej można je wykorzystać.

Jednym z przeciwników jest Michał Szustak z firmy Flying Wild Hog – producenta gry Hard Reset. W jego artykule „Państwo wspiera i odbiera – czyli o zaangażowaniu państwa w branżę produkcji gier” opublikowanym w serwisie AntyWeb przewija się wiele wątków, do których należy się odnieść. Nie ma być to jednak "polemika". Przyświeca nam wspólny cel - to, żeby polska branża gier była widoczna na skalę światową. Jej powodzenie oznacza lepsze produkty dla graczy, rozwój polskiej gospodarki i ogólnie "samo dobro".

[solr id="gadzetomania-pl-311976" excerpt="1" image="1" words="20" _url="http://gadzetomania.pl/4711,joypad-nie-nadaje-sie-do-strzelanin-obalamy-mit" _mphoto="639361543-311976-237x168-0901c3f.jpg"]Joypad nie nadaje się do grania? Wolne żarty![/solr][block src="solr" position="inside"]4455[/block]

Najciekawszy i najmądrzejszy akapit całego artykułu pojawia się na końcu:

Duże studia, co z ich strony rozsądne, próbują nawiązać kontakt z budżetem państwa. Uważam, że mniejsze firmy powinny również zaangażować się w dyskusję z rządem. Nasza nieobecność może w nieodległej przyszłości zaowocować całkowitą dominacją wspieranych przed państwo największych studiów i w efekcie degeneracją aktualnie bardzo różnorodnego i innowacyjnego polskiego rynku producentów gier.

Akapit ten (mimo prowokującego tytułu "Państwo wspiera i odbiera..." oraz tez poruszanych wcześniej) odzwierciedla intencję, jaka stała za spotkaniem z Ministerstwem Gospodarki.

1.

Po pierwsze - firmy w Polsce nie konkurują ze sobą, ale z firmami światowymi. Nikły procent klientów większości naszych firm to klienci z Polski. Konkurujemy głównie z firmami ze świata. A firmy te są dotowane w wielu krajach. Łatwo też sprawdzić, że największe produkcje są tworzone w państwach, które w jakiś sposób wspierają tę gałąź przemysłu – wystarczy wymienić Kanadę, Francję, USA czy Wielką Brytanię.

Wprowadzenie ulg rozważa też coraz więcej krajów Unii Europejskiej. Warto też dodać, że pomoc państwa w produkcji gier w Stanach Zjednoczonych zaczęła się tak naprawdę, zanim się one pojawiły. Pierwsze ulgi podatkowe na badania laboratoryjne były już w 1954 roku, a te dotyczące oprogramowania w roku 1969! Bez ulg nie byłoby Doliny Krzemowej, której rozkwit zaczął się w latach 70. ubiegłego wieku.

Na całym świecie wspomaga się branże innowacyjne. Dlaczego? Bo są one oczywiście związane z ogromnym ryzykiem, ale też potencjalnie ogromnymi zyskami. Dlatego większość Państw próbuje takie branże wspierać. Jeśli nasza konkurencja (poczynając od dużych firm, typu wspierany przez rządu Kanady i Francji Ubisoft) jest dofinansowywana, to i my powinniśmy o takie dofinansowanie zabiegać. Chyba że przyjmiemy tezę, że jesteśmy twardzielami i mimo kłód pod nogi"damy radę na rynku światowym bez pomocy.

No, chyba że będziemy lobbować za zakazaniem wszelakich ulg dla twórców gier w całej Unii, by wszyscy mieli równe szanse. Wówczas jednak cały czas zostaje problem USA i Kanady. One się raczej do tego zakazu nie dostosują.

2.

Po drugie - nie dość, że jak nasi koledzy z innych krajów nie dostajemy "premii za innowacyjność", to jeszcze na naszej drodze pojawiają się przeszkody. Mówił o nich na spotkaniu z Ministerstwem Gospodarki Adam Kiciński (prezes CD Projekt RED). Są to różnego rodzaju utrudnienia podatkowe i bariery dotykające eksporterów, pracodawców itp. Ogólnie prawo nie jest łaskawe dla tych, którzy chcą dać w Polsce zatrudnienie i przynieść do kraju pieniądze.

Powinniśmy walczyć, żeby to się zmieniło, bo w ten sposób znowu oddajemy pole firmom ze świata. Przykład z jednej z ostatnich negocjacji handlowych: po naliczeniu narzutów podatkowych nasz specjalista jest często droższy od podobnego specjalisty w Londynie (pomimo że tamten zarabia więcej na rękę). Olbrzymia liczba studiów korzysta z freelancerów (grafików, dźwiękowców, programistów). W świetle zapowiadanych zmian w kwestii umów o dzieło, w branży zniknie kolejna "ulga" (koszty uzyskania przychodów).

O tym trzeba rozmawiać z rządem.

Mówi się o grach w edukacji, przemyśle, inwestorzy "szukają firm od gier". Ten raczkujący rynek trzeba wyprowadzić i wypromować poza granicami naszego kraju. Dlaczego? Bo tam są pieniądze. I znów - jeśli popatrzymy na stoiska "narodowe" (współfinansowane przez państwa), to mamy na międzynarodowych targach gier Gamescom całą ich plejadę - na przykład stoisko Kanady, Iranu, Chin, Korei Południowej itp. Mamy też przedstawicieli państw, lokalnych samorządów i stref ekonomicznych, którzy zabiegają o przeniesienie firmy do ich regionu.

Małe i średnie firmy potrzebują uczestnictwa na targach. 90% kontraktów i kontaktów zagranicznych, które zdobyła moja (nieduża) firma, pochodzi ze spotkań na takich imprezach jak Gamescom czy G-Star. Targi to szansa na spotkanie w jednym miejscu wszystkich zainteresowanych - od wydawców po media. Na ostatnich targach gier Gamescom w Kolonii naliczyłem kilkanaście firm z Polski i większość mówiła wprost: "zróbmy wreszcie polskie stoisko".

Branża gier to branża opierająca się na eksporcie i konkurencji międzynarodowej. Jest to segment gospodarki o wysokim stopniu wzrostu (od mainstreamu, który rośnie 7-10% rok do roku, po gry online/social/mobilne, które rosną 40-50%). Jeśli chcemy, żeby Polska była na tym rynku widoczna, to musimy działać zdecydowanie i szukać pomocy wszędzie tam, gdzie to możliwe. Powinniśmy szukać okazji do rozwoju, a nie przeszkód i wymówek.

I ostatnia uwaga "Państwo wspiera i odbiera..." nie jest takim złym tytułem artykułu. Obecnie państwo dużo odbiera. Podatki nie należą u nas do najniższych, a dodatkowe opłaty uiszczane przez firmy jeszcze pogarszają sytuację. Czas, żeby część z tych opłat wróciła w formie wsparcia. Warto o to zabiegać, bo takie działanie może zmienić obraz naszego kraju w ciągu najbliższych 10 lat. Z XIX-wiecznej gospodarki, w której dotuje się stocznie i kopalnie, w kierunku Krzemowej Doliny Europy. Idealizm? Może tak, ale warto spróbować - bo (w przeciwieństwie go gier) żyjemy tylko raz :-).

Wojciech Ozimek, red. Piotr Gnyp

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)