Samsung oszukuje, a Microsoft inwigiluje, czyli technologiczni ignoranci w natarciu

Strona głównaSamsung oszukuje, a Microsoft inwigiluje, czyli technologiczni ignoranci w natarciu
08.10.2015 08:29
Zdjęcie starszego mężczyzny z laptopem pochodzi z serwisu Shutterctock
Zdjęcie starszego mężczyzny z laptopem pochodzi z serwisu Shutterctock

Wyważone opinie, szacunek dla faktów i poszukiwanie prawdy? Wolne żarty! We współczesnych mediach liczą się mocne opinie, wygłaszane często przez ignorantów, którzy nie rozumieją, co właśnie komentują.

bESzossB

Windows 10, czyli szpieg w twoim domu?

Oficjalna premiera Windowsa 10 zbiegła się z falą krytyki, jaka spadła na Microsoft. Nowy Windows inwigiluje! – powtarzał niemal cały Internet, przerzucając się cytatami z umowy licencyjnej.

Faktycznie, wiele jej zapisów może budzić różne wątpliwości. Problem w tym, że cała afera przypomina nieco to, co wiele lat temu stało się udziałem Facebooka i Naszej Klasy. Gdy Facebook zapewnił sobie dostęp do naszych wszystkich danych i umieszczanych w serwisie treści, nikt nie powiedział złego słowa, bo z reguły nie miał zielonego pojęcia, na co zgadza się akceptując warunki korzystania z serwisu.

Gdy to samo postanowiła zrobić Nasza Klasa, wyrazom oburzenia nie było końca. Podobnie jak różnym deklaracjom użytkowników, którzy w przekonaniu, że ma to jakiekolwiek znaczenie, publikowali różne zabawne statusy, zastrzegając swoje dane. Robią to zresztą do tej pory na Facebooku, bezmyślnie powołując się na konwencję berneńską z 1886 roku, czyli międzynarodową umowę o ochronie dzieł literackich. Wróćmy jednak do Windowsa 10. W czym tkwi problem?

Facebookowi wolno więcej, niż Naszej Klasie?
Facebookowi wolno więcej, niż Naszej Klasie?

Chcesz personalizacji? To się nie dziw

W dużym skrócie: w wygodzie. O ile poprzednie systemy Microsoftu bez przerwy irytowały pytaniami o pozwolenie na włączenie tego czy tamtego, Windows 10 przyjął kontrowersyjne założenie, że większość użytkowników i tak bez czytania klika Dalej, Tak, Zezwól czy jakiekolwiek inne potwierdzenia. Najnowszy system Microsoftu nie pyta wiec prawie o nic, działając tak, by przeciętny użytkownik po prostu był zadowolony. Oznacza to liczne spersonalizowane funkcje i keyloggera, analizującego nasz styl pisania po to, aby oferować lepsze autopodpowiedzi.

bESzossD

Niestety, oznacza to stałą synchronizację z chmurą i przesyłanie bardzo wielu różnych danych. Oczywiście można wejść w ustawienia prywatności i wyłączyć domyślnie aktywne funkcje, ale opinia o inwigilującym systemie przylgnęła już do Windowsa 10 na dobre i – co warto podkreślić - nie jest pozbawiona podstaw. Jak wykazały m.in. testy przeprowadzone przez serwis Ars Technica, nawet wyłączone funkcje Windowsa 10 nawiązują różne połączenia z firmowymi serwerami tylko po to, aby… nic za ich pomocą nie przesyłać.

Szpieg czy asystentka?
Szpieg czy asystentka?

Problem w tym, że tam, gdzie jedni widzą spisek wielkiej korporacji, która chce pozbawić nas prywatności i zapanować nad światem, inni dostrzegają na przykład kiepską optymalizację, która być może zostanie z czasem naprawiona wraz z kolejną aktualizacją.

Kto ma rację? Trudno ocenić, ale kategoryczne stwierdzenia o niecnych zamiarach Microsoftu wydają mi się nie na miejscu. Prawda jest bowiem taka, że – na razie - nie mamy wystarczających danych. Niektórym to jednak nie przeszkadza i bez cienia wątpliwości wydają wyroki, które padając w Sieci na podatny grunt szybko stają się powszechnie powtarzaną plotką.

bESzossJ

Volkswagen, czyli niech płoną stosy!

Całkiem niedawno na jaw wyszła kolejna „afera”. Media żyły właśnie znanym od maja 2014 roku odkryciem, że Volkswagen oszukiwał na testach, starając się pogodzić to, czego oczekują klienci z tym, co na urzędnikach wymogli ekolodzy.

Spokojnie, nie zamierzam tu bronić Volkswagena: zdecydowanie nie pochwalam oszustwa. Podobnie, jak nie pochwalam bezkrytycznego wprowadzania kolejnych norm, dotyczących czystości spalin, które wymuszając downsizing zmniejszają trwałość układu napędowego i – biorąc pod uwagę cały cykl życia pojazdu – mogą powodować dla przyrody więcej szkody, niż pożytku. W końcu te wszystkie części trzeba jakoś wyprodukować, a wytwarzanie energii i pozyskiwanie, i przetwarzanie surowców może szkodzić bardziej, niż te nieszczęsne spaliny. Czy szkodzi? Nie wiemy, nikt nie robi tak kompleksowych badań.

Dlaczego rozpisałem się o motoryzacji? Powód jest prosty: gdy cały świat żyje tym, że Das Auto zmieniło się w Der Schwindel, łatwo o pochopne wnioski i ulubioną rozrywkę renesansowych protestantów, czyli polowanie na czarownice.

Samsung oszukuje na testach?

Mam wrażenie, że rykoszet afery Volkswagena trafił w Samsunga. I nie chodzi tu wcale o motoryzacyjny dział koreańskiej firmy, która buduje także samochody, statki i czołgi, ale o coś tak prozaicznego jak telewizory.

382180638755682130

Grupa badawcza ComplianTV przeprowadziła bowiem w lutym tego roku testy telewizorów, porównując uzyskane wyniki zużycia energii z tymi, jakie uzyskała organizacja International Electrotechnical Commission.

bESzossK

Ponieważ w przypadku telewizorów Samsunga dane ComplainTV różniły się od tych, uzyskanych przez IEC, dziennikarze Guardiana stwierdzili na tej podstawie, że w telewizorach Samsunga ukryto funkcję, która rozpoznaje środowisko testowe i w odpowiednim momencie uruchamia mechanizm o nazwie Motion Lighting, co minimalizuje zużycie energii. Jednym słowem: szwindel!

Samsung oszukuje na testach?
Samsung oszukuje na testach?

Kozioł ofiarny: Motion Lighting

Warto w tym miejscu wspomnieć, czym jest ów Motion Lighting. To funkcja, obniżająca pobór prądu m.in. w czasie dynamicznych scen. Jasność podświetlenia ekranu jest wówczas zmniejszana w sposób nieodczuwalny dla widza, ale istotny z punktu widzenia zużycia energii.

Nie bronię tu Samsunga, bo w zapewnienia firmowych rzeczników prasowych wierzę mniej więcej tak samo, jak w uczciwość i dobre intencje polityków. Po prostu nie wiem, czy Samsung fałszuje wyniki pomiarów, czy nie. Sednem jest jednak coś innego: fakt, że zarzuty pod jego adresem zostały oparte na zupełnie nietrafionym założeniu. Dlaczego?

bESzossL

Głównym zarzutem, trochę bezmyślnie powtórzonym przez Guardiana i przepisujące od niego, różne redakcje jest bowiem fakt, że funkcja Motion Lighting włącza się natychmiast po uruchomieniu materiałów testowych. To w sumie prawda, ale zarzut wynika albo ze złej woli (znajdźmy aferę bo nas zlikwidują!), albo z nieznajomości tej technologii. Bo – to pytanie do dziennikarzy z przejęciem powtarzających te informacje - niby jak inaczej ma się włączać?

Motion Lighting
Motion Lighting

Sensacja kontra rzetelność

Dowcip polega bowiem na tym, że Motion Lighting w fabrycznie nowym telewizorze jest po prostu domyślnie włączony. I niezależnie od tego, czy telewizor uruchomimy w polskiej kawalerce (o wpływie małych mieszkań na kupowane przez nas gadżety pisał niedawno Adam Bednarek), czy w podziemiach tajnego laboratorium, telewizor Samsunga zgodnie z założeniami zafunduje nam tryb oszczędności energii.

bESzossM

Opcja Auto Motion Plus, obecna w Smart TV od 2011 roku, realnie pozwala zmniejszyć zużycie energii. Nie uaktywnia się tylko podczas pomiarów zużycia prądu, przeciwnie, jest domyślnie włączona od razu po wyjęciu z pudełka – zarówno w domu, jak i w laboratorium. Jest to opcja, którą można oczywiście wyłączyć, przechodząc do ustawień użytkownika, jednak w trybach standardowych jest ustawieniem domyślnym.

W żadnej mierze nie przesądza to o winie lub niewinności Samsunga, który – jak nietrudno zgadnąć – w oficjalnym komunikacie zdecydowanie odciął się od sugestii, że kombinuje w czasie testów. Kłamał czy mówił prawdę? Mam nadzieję, że z czasem uda się to zweryfikować.

Cała sprawa, podobnie jak opisane wyżej oskarżenia pod adresem Microsoftu, jest jednak świetnym przykładem tego, jak łatwo – bazując na niejednoznacznych informacjach – rzucać oskarżenia, które w Internecie trafiają na bardzo podatny grunt. Nie widzę w tym troski o rzetelność, dbałości o klientów czy chęci poinformowania widzów i czytelników, tylko zwykłą pogoń za sensacją.

Udostępnij:
bESzossN
Komentarze (4)
bESzostz