Śmierć prywatności. Zrób komuś zdjęcie, a NameTag znajdzie dane tej osoby

Śmierć prywatności. Zrób komuś zdjęcie, a NameTag znajdzie dane tej osoby
15.01.2014 06:51
NameTag - kim jest ta dziewczyna?
NameTag - kim jest ta dziewczyna?

Mogłoby się wydawać, że w tłumie jesteśmy anonimowi. Być może tak było dawniej, ale nowe technologie sprawiają, że miejsce dla naszej prywatności kurczy się w szybkim tempie. Powstała aplikacja, która dopasuje dane osobowe do twarzy widocznych na zdjęciu!

W 2006 roku do kin trafił film „Diabeł ubiera się u Prady”. Jest w nim scena, w której naczelna magazynu o modzie „Runway” potrzebuje pomocy asystentki, szepczącej jej na ucho, kim są napotykane osoby.

Od tamtego czasu minęło zaledwie kilka lat, jednak pokazany w filmie problem traci na aktualności. Choć systemy rozpoznawania twarzy istniały od dawna, to jeszcze nigdy możliwość powszechnej i masowej inwigilacji nie była tak łatwo dostępna.

"Diabeł ubiera się u Prady" - zamiast asystentek wystarczy aplikacja rozpoznająca twarze
"Diabeł ubiera się u Prady" - zamiast asystentek wystarczy aplikacja rozpoznająca twarze

Wszystko za sprawą aplikacji mobilnej o nazwie NameTag, która – jak informuje Niebezpiecznik – ma niebawem być dostępna na Androida, iOS i jako aplikacja dla Google Glass. Jak działa NameTag?

Po zrobieniu zdjęcia dowolnej osoby program przesyła je do bazy danych zawierającej miliony rekordów, zebranych z publicznie dostępnych źródeł, czyli przede wszystkim różnych serwisów społecznościowych.

Jeśli osoba z fotografii korzysta z Facebooka, Twittera, Instagrama lub różnych serwisów randkowych, NameTag dostarczy linki do jej profilów i wyświetli podstawowe informacje, jak np. status związku czy ewentualny wpis w bazie przestępców seksualnych.

W teorii zadaniem aplikacji jest ułatwienie nawiązywania znajomości z napotkanymi osobami, jednak praktyka może wyglądać zupełnie inaczej. W gruncie rzeczy dostajemy bowiem do ręki potężne narzędzie, dzięki któremu jesteśmy w stanie namierzyć kogoś wyłącznie na podstawie zdjęcia.

Można sobie wyobrazić choćby policję fotografującą tłum podczas jakiejś demonstracji tylko po to, by szybko namierzyć każdego z jej uczestników czy np. stalkerów tropiących swoje ofiary tak łatwo, jak nigdy wcześniej.W XX wieku o podobnych możliwościach nie mogli zapewne marzyć szefowie największych central wywiadowczych.

Twórca aplikacji, FacialNetwork.com, pozostawił jednak możliwość zastrzeżenia swojej tożsamości. Niestety, wiąże się to z - moim zdaniem - gigantycznym nadużyciem. Zastrzeganie tożsamości ma bowiem działać jako opt-out, a zatem wszyscy domyślnie znajdziemy się w bazie, a dopiero po naszej interwencji zostaniemy z niej usunięci.

W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś nie zainteresuje się tą technologią i nie zgłosi swojego sprzeciwu (ma to być możliwe na stronie FacialNetwork.com), to nie mając o tym pojęcia, może znaleźć się w bazie danych, z której korzysta aplikacja.

W trosce o prywatność zaczniemy ukrywać twarze?
W trosce o prywatność zaczniemy ukrywać twarze?

Problemy nie kończą się na kontrowersjach związanych z wypisywaniem się z usługi. Dużo ważniejszy jest fakt, że teoretycznie każdy z nas już niebawem będzie mógł sprawdzić każdego. A to, że jedna firma postanowiła umożliwić wypisanie się z bazy, nie oznacza, że w przyszłości będzie to standard.

W połączeniu z projektem przepisów zakazujących zasłaniania twarzy (na razie chodzi tylko o zgromadzenia) daje to ciekawy efekt. Spełnia się to, o czym mówił niedawno Vint Cerf: prywatność przestaje istnieć. Wystarczy smartfon, by nasze dane przestały być sekretem dla każdego, kto pstryknie nam zdjęcie.

Nie sądzicie, że brzmi to trochę niepokojąco?

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (28)