Społecznościowe finansowanie gier. Czas sprawdzić, czy to faktycznie działa

Społecznościowe finansowanie gier. Czas sprawdzić, czy to faktycznie działa
Redakcja Gadżetomanii

03.01.2013 15:00, aktual.: 10.03.2022 12:34

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W 2012 roku doczekaliśmy się wielkiego boomu na crowdfunding. Spośród wielu branż szczególnie dużo było projektów związanych z grami wideo. Czy twórcy tych tytułów spełnili oczekiwania graczy, którzy postanowili zainwestować swoje pieniądze?

Wprowadzenie

Niedawno Łukasz Michalik przyglądał się ciekawym projektom z Kickstartera, związanym ze światem technologii i gadżetów. Dziś zerkniemy na gry, próbując odpowiedzieć na pytanie, czy taki model biznesowy ma przyszłość.

Przypomnijmy najpierw, jak to działa: należy zaprezentować swoją grę światu – wytłumaczyć, na czym polega, najlepiej zamieścić jakieś szkice koncepcyjne lub screeny. Jeśli kawałek już powstał, wrzucamy też filmiki.

Dobrze, jeśli w ekipie ma się jakiegoś weterana branży, wtedy stęsknieni za jego twórczością fani chętniej się dorzucą, a jeśli dorobimy do tego bajeczkę o złych korporacjach, które nie chcą inwestować w odważne projekty, szansa jest jeszcze większa.

Ustalamy kwotę, której potrzebujemy, wyznaczamy termin końca zbiórki i czekamy. Nie ma znaczenia, czy wystawiamy sam pomysł, czy potrzebujemy funduszy, by dokończyć pracę. Fanom, którzy zapłacą najwięcej, obiecujemy coś ekstra: na przykład to, że nazwiemy jakąś postać czwartoplanową ich nazwiskiem.

Wielu postąpiło zgodnie z tymi instrukcjami. Komu się udało?

FTL: Faster Than Light

Historia, która może posłużyć za wzór tego, jak finansowanie społecznościowe powinno wyglądać. 27 lutego 2012 roku twórcy zaczynają zbiórkę na Kickstarterze. Udaje im się przekonać graczy i zdobywają fundusze. 14 września 2012 roku ukończona gra trafia do sprzedaży. W cyfrowej dystrybucji, od razu w wersjach na Windowsa, Mac OS i Linuksa.

Obraz

Co ważne, mimo że nie była to gigantyczna produkcja, a oprawa graficzna jest bardzo oszczędna, gotowe już FTL spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem graczy. Zbierający oceny mediów serwis Metacritic pokazuje, że również dziennikarze byli oczarowani. Średnia ocen to aż 84/100.

Warto też zaznaczyć, że twórcy nie byli bardzo zachłanni. Na produkcję swojego nietypowego symulatora statku kosmicznego poprosili o jedyne 10 000 dol. Zebrali dużo, dużo więcej.

Potrzebne: 10 000 dol.

Zebrano: 200 542 dol.

Ouya

To niewątpliwie jedna z największych kickstarterowych niespodzianek. Sony i Microsoft nie spieszą się z pokazaniem następców PlayStation i Xboxa, więc grupa weteranów branży postanowiła stworzyć nową konsolę.

Haczyk? Ouya działa na systemie operacyjnym Android, więc złośliwi twierdzą, że to tylko smartfon podłączany do telewizora.

A jednak wizja takiej konsoli spodobała się ludziom – udało się zebrać fundusze. Wprawdzie premiera przewidziana jest dopiero na marzec, więc nie mamy pewności, czy obietnice zostały spełnione, ale pod koniec grudnia deweloperska wersja sprzętu trafiła do twórców gier.

OUYA - Developer Console Unboxing

A to znaczy, że z dużym prawdopodobieństwem pomysłodawcy przedsięwzięcia nie wzięli gotówki graczy i nie znajdują się teraz na jakiejś gorącej wyspie, popijając drinki.

Potrzebne: 950 000 dol.

Zebrano: 8 596 474 dol.

Double Fine Adventure

Obraz

To jedna z pierwszych tak spektakularnych akcji na Kickstarterze. Można zaryzykować stwierdzenie, że przyczyniła się do popularyzacji serwisu. Tim Schafer, twórca kultowych przygodówek z serii Monkey Island, obiecał fanom przygodówkę w starym stylu.

Dość szybko zdobył potrzebne pieniądze, ale obiecywał kolejne bonusy: nowe wersje językowe czy oldskulowe, duże pudełko, w jakim kiedyś kupowało się gry.

Premiera była pierwotnie planowana na październik 2012 roku. Przesunięto ją jednak na drugi kwartał 2013 roku.

Potrzebne: 400 000. dol.

Zebrano: 3 336 371 dol.

Chivalry: Medieval Warfare

Wieloosobowa gra akcji rozgrywająca się w średniowiecznych realiach to kolejny dowód na to, że można. Tak jak w przypadku FTL – jej premierę mamy już za sobą.

Dorzuciło się nieco ponad 2000 osób – czasami tyle wystarczy.

Potrzebne: 50 000 dol.

Zebrano: 85 934 dol.

Dizzy Returns

Obraz

Kultowy bohater, który pamięta czasy ośmiu bitów? Jest. Pomysł na wrzucenie go do nowej gry, nawiązującej do klasyki? Jest. Grę robią twórcy oryginału? Tak. Dodatkowo zaznaczmy, że twórcy oryginału to bliźniacy. Zawsze to jakieś urozmaicenie.

Niby wszystko na swoim miejscu, a jednak się nie udało. Bracia Olivier zgłosili zapotrzebowanie na 350 000 funtów, a zebrali ich jedynie 25 620.

Co poszło nie tak? Trudno o sensowną analizę. Może Dizzy nie jest tak lubiany, jak sądzili twórcy. Może trafili w okres, w którym ich projekt przeszedł bez echa. W każdym razie bracia stwierdzili, że nie będą kontynuować prac. Przecież zbiórka jest jednocześnie badaniem rynku. W tym wypadku wynika z niego, że na razie nie ma wielu chętnych, by zagrać w Dizzy Returns.

Potrzebne: 350 000 funtów

Zebrano: 25 620 funtów

Czas na rekordzistów

Patrząc na powyższe projekty, można dojść do wniosku, że gracze powinni być raczej zadowoleni – mało tu ewidentnych wtop.

Pamiętajmy jednak, że proces produkcyjny gry trwa długo. Zwłaszcza jeśli są to większe projekty. Większość gier, które zebrały rekordowe sumy, ma premierę zapowiedzianą dopiero na ten rok, a niektóre nawet na przyszły.

Obraz

Dopiero premiery (lub ich brak) takich tytułów, jak: postapokaliptyczne RPG Wasteland 2 (2,93 mln dol.), Shadowrun Returns (1,8 mln dol.), strategiczne Planetary Annihilation (2,2 mln dol.) czy wreszcie Project Eternity (3,9 mln dol.) studia Obsidian, pokażą, czy Kickstarter był rewolucją.

Bez wątpienia ważna będzie premiera Star Citizen, na którą zebrano ponad 7 mln dol. Podobno jest to jedynie wstęp. Z takim budżetem twórcy chcą zainteresować prywatnych inwestorów, by dorzucili kolejne góry pieniędzy.

Moim zdaniem wiele zależy od Double Fine Adventure. To pierwsza kickstarterowa gra, o której tak dużo się mówiło. Jeśli będzie słaba lub niedopracowana, nie tylko twórcy stracą reputację. Straci ją też z ich powodu Kickstarter.

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)