Szklana pułapka, nieSławny, Murdered: Śledztwo zza grobu. Chcemy więcej polskich tytułów gier!

Szklana pułapka, nieSławny, Murdered: Śledztwo zza grobu. Chcemy więcej polskich tytułów gier!
27.02.2014 12:00
Szklana pułapka, nieSławny, Murdered: Śledztwo zza grobu. Chcemy więcej polskich tytułów gier!
Adam Bednarek
Adam Bednarek

„Takie działania wzbudzają we mnie tylko uśmiech politowania” - tak jeden z internautów skomentował polski tytuł gry inFamous 2. Internet do dziś śmieje się ze „Szklanej pułapki” czy „Wirującego seksu”. Tyle że rodzime nazwy są naprawdę dobre! I nie mam nic przeciwko temu, by stały się normą.

Niedawno Cenega, polski dystrybutor gry Murdered: Soul Suspect, poinformowała, że w Polsce tytuł ten dostępny będzie pod nazwą Murdered: Śledztwo zza grobu. Tym samym produkcja dołączyła do wielu innych gier, które w Polsce ukazały się ze zlokalizowanym tytułem.

Nie jest ich wiele, ale kilku przykładów już się doczekaliśmy. Beyond: Dwie Dusze, nieSławny: inFamous 2, Łap małpy czy Uncharted 3: Oszustwo Drake'a.

Najgłośniej było przede wszystkim o nieSławnym: inFamous 2, ponieważ w tym przypadku najważniejszy był polski tytuł, a angielski stał się jedynie dodatkiem. Znacznie częściej polska nazwa występuje jako podtytuł.

Polski tytuł dla Polaków

NieSławny budził kontrowersje, a Sony na krytykę odpowiadało tak:

„[...] dodanie polskiego tytułu ma ułatwić komunikację marki z nowymi grupami docelowymi. Angielski wyraz „inFamous” jest trudny zarówno w wymowie, jak i w tłumaczeniu dla osób, które nie posługują się językiem angielskim w stopniu zaawansowanym”.

381425729852161770

No właśnie: trafianie do nowych grup docelowych to najważniejszy powód, dla którego lokalizuje się tytuły. „Dla mnie to naturalne, że wydawcy i dystrybutorzy chcą uczynić swoje produkty jak najbardziej dostępnymi dla klientów” - mówi mi Tomasz Wikliński, jeden z założycieli nieistniejącego już portalu Dubscore.pl, zajmującego się polskimi lokalizacjami.

W końcu polskie podtytuły mówią więcej o grze niż angielskie, bo nie wszyscy klienci znają obcy język na tyle, by trafnie rozgryźć angielską nazwę. Tymczasem takie „Śledztwo zza grobu” od razu zdradza, czego można się spodziewać. To tytuł trafiony, wszak w Murdered wcielamy się w bohatera, który musi rozwiązać zagadkę własnej śmierci. I co z tego, że nie jest to dosłowne tłumaczenie Soul Suspect.

Pole bitwy? Czemu nie - przynajmniej wiadomo, o co chodzi

Świetnym przykładem jest też Łap małpy. Większość zna tę serię pod nazwą Ape Escape, ale niezaznajomionym graczom nic ona nie mówi. Tymczasem polski tytuł wyjaśnia wszystko – to produkcja, w której łapie się małpy. I sprawa rozwiązana.

Dystrybutorom i wydawcom opłaca się więc kombinować z nazwami – wpadają w oko i od razu mówią o grze, dzięki czemu łatwiej zainteresować się tematem. I poza tym czynią te produkcje bardziej swojskimi.

381425729852489450

„Bo Polak wbrew wszystkiemu lubi polskie tytuły” – mówi mi Marcin Tomaszewski, product manager fakt.pl i autora bloga Lektura Obowiązkowa. „I to nie jest też tak, że tłumacze to idioci. Zawsze na początku podejmowana jest próba sensownego tłumaczenia oryginału - choć i tu są wpadki, jak choćby ostatni Star Trek czy inFamous - a dopiero później kreacja czegoś nowego”.

Tylko czy wspomniany nieSławny jako polska wersja inFamous to wpadka? Mimo wszystko rację ma Sony, mówiąc, że to skomplikowany tytuł. Sam do dziś spotykam się z dyskusjami, jak powinno się prawidłowo wymawiać tę nazwę. Tak samo jest z Tomb Raiderem czy np. Thiefem. W tych wypadkach polskiej nazwy się nie doczekaliśmy, ale sporów o wymowę nie brakuje.

Nic więc dziwnego, że Sony ułatwiło swoim klientom sprawę. Nie musieli gimnastykować języka, wystarczył polski tytuł. Jest jeszcze jedna korzyść. „Z doświadczenia wiem, że najczęściej pojawiającym się pytaniem odnośnie do gier w sklepach jest: 'czy ta gra jest po polsku?'” - dodaje Tomasz Wikliński, sugerując, że polska nazwa od razu odpowiada na pytanie o lokalizację.

381425729852751594

Teoretycznie w promocji gry to pomaga – tytuł rzuca się w oczy, od razu wiadomo, że jest po polsku. Zapominamy jednak o jednej istotnej rzeczy. Internetowym hejcie.

Kto to wymyślił?!

Nie da się ukryć, że osoby odpowiedzialne za polskie tytuły filmów „Szklana pułapka” i „Wirujący seks” nie są ulubieńcami internautów. Mówiąc szczerze, nie chciałbym być na ich miejscu, bo w sieci pojawiło się wiele niezbyt miłych opinii o ich inteligencji.

I z każdym polskim tytułem jest podobnie. „Co za niezbyt mądry człowiek to wymyślił”, „Po co to komu?!”, „Głupota” - grzmią komentujący. Nie ma więc promocji tytułu, jest wyśmiewanie. A więc cały pomysł na przeniesienie marki na polski grunt nie do końca się udaje?

"Stara marketingowa zasada mówi, że nieważne, co mówią, byleby mówili" - dodaje Marcin Tomaszewski. "Jeżeli chodzi o ich wartość promocyjną, to dla mnie ma ona drugorzędne znaczenie, bo najczęściej śmieszność wytykają osoby, które interesują się kinem bardziej niż przeciętny Kowalski. Dla tego drugiego, masowego i nie do końca zorientowanego konsumenta nie jest istotne, jaki był oryginalny tytuł. Sam widz częściej zwraca uwagę na to, kto gra w filmie i to decyduje o tym, czy wyda pieniądze na bilet czy nie. Dodatkowo nie przypominam sobie przypadku, by śmieszny polski tytuł sprawił, że film czy gra poniosły klęskę".

Aż dziwne, że polski oddział Sony nie poszedł za ciosem i nie zapowiedział jeszcze polskiego tytułu nowej odsłony inFamous: Second Son. O nieSławnym było przecież głośno i mogła to być „Szklana pułapka” świata gier. W końcu dziś nikt nie wyobraża sobie innej nazwy.

381425729853144810
Źródło zdjęć: © http://gamezilla.komputerswiat.pl/publicystyka/2011/5/mocnybolrurka11iaferabalduraczylinaszepropozycjepolskichtytulowgier

Polski tytuł = Polska zauważona

Niektórzy z polskich tytułów się śmieją, zapominając o jednym: to olbrzymi kredyt zaufania wydawcy do polskiego rynku. Tomasz Wikliński: „Skoro zachodni wydawcy godzą się na to, żeby ich gry dystrybuowane były w Polsce ze zmienionym tytułem (wątpię, aby rodzimi dystrybutorzy odstawiali w tym przypadku jakąś samowolkę), to znak, że polski rynek postrzegają jako istotny z finansowego punktu widzenia. Jeśli faktycznie tak jest, to powinniśmy mieć powody wyłącznie do zadowolenia”.

I choćby dlatego warto cieszyć się z polskich nazw. A poza tym zawsze lepiej chodzi się na „naszą" "Szklaną pułapkę" czy gra w „rodzimego” nieSławnego. W końcu Polacy nie gęsi – znamy to, prawda?

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (11)