Warszawa chce mieć prawie 250 darmowych hotspotów. Pieniądze wyrzucone w błoto - statystyki to potwierdzają
16.07.2015 14:16
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Warszawa “wzbogaci” się o kolejne punkty z darmowym Internetem. Tylko czy ktoś zadaje sobie pytanie, czy jest nam to w ogóle potrzebne?
Darmowy Internet
Mogłoby się wydawać, że jak najbardziej. Korzystamy ze smartfonów, są nierozłączną częścią współczesnego życia. Ale bez Internetu tracą większość swoich funkcji. Logiczne więc, że miasto powinno wyjść naprzeciw oczekiwaniom i dostarczyć swoim mieszkańcom dostęp do Sieci. “Za darmo”.
Jak w Nowym Jorku, gdzie budki telefoniczne przerobiono na hotspoty. A niebawem Internet będzie można mieć dzięki śmietnikom. Firma BigBelly prosi burmistrza miasta o dofinansowanie, żeby móc założyć w koszach na śmieci Internet. Hm, czy tylko ja mam wrażenie, że ktoś znalazł ciekawy sposób na to, by dobrać się do publicznych pieniędzy?
Podejrzewam, że właśnie na takich zasadach działa to w Polsce. “Darmowy Internet”, “kolejne hotspoty” to dobra szansa na to, żeby wyciągnąć co nieco z budżetu miasta. Oczywiście Internet darmowy jest tylko z nazwy - wiadomo, że zapłacą podatnicy.
Na mapie Warszawy ma pojawić się 249 nowych hotspotów. W sumie będzie ich ponad 500, jeżeli uda się pomysł zrealizować. A raczej się uda, bo w UKE nie widzą przeszkód:
W dniu 14 lipca 2015 r. rozpoczęło się postępowanie konsultacyjne, dotyczące projektu decyzji Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej wyrażającej zgodę na świadczenie przez miasto stołeczne Warszawę usługi dostępu do Internetu bez pobierania opłat za pomocą 249 hotspotów oraz określającej zakres i warunki świadczenia przez miasto stołeczne Warszawę usługi dostępu do Internetu.
W specjalnym dokumencie czytamy o warunkach i zasadach:
*- zasięg wynosić będzie od 80 do 200 metrów
- maksymalna przepływność łączy, dla wysyłania jak i odbierania danych, nie może być wyższa niż 512 kbit/s
- łączny czas trwania połączenia nie będzie dłuższy niż 45 minut w trakcie pojedynczej sesji, przy czym przerwa pomiędzy poszczególnymi sesjami nie będzie krótsza niż 15 minut*
Promocja Internetu?
Tu nie ma niczego nowego. Ale w tekście można natknąć się na ciekawe fragmenty. Na przykład:
Dlatego też, zdaniem Prezesa UKE, celem miejskiej usługi dostępu do Internetu będzie popularyzacja tej usługi, co w efekcie będzie prowadzić do stymulacji popytu na pełnowartościowy dostęp do Internetu. Z uwagi bowiem na wprowadzone ograniczenia usługa ta odbiega pod względem funkcjonalnym od usług dostępnych komercyjnie.
Czyli Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej uważa, że darmowy, publiczny Internet jest m.in. po to, żeby… zachęcać mieszkańców do kupowania “płatnego” Internetu! Ktoś skorzysta, zobaczy, że 45 minut to krótko, a 512 kbit/s śmiesznie mało, więc kupi sobie Internet mobilny. Genialny sposób na trwonienie naszych pieniędzy.
6 mln Polaków korzysta z mobilnego Internetu
Panie prezesie - Polacy doskonale wiedzą, że Internet mobilny jest dla nich lepszy. Świadczą o tym statystyki. Wirtualne Media piszą o liczbach, przy okazji cytując… rzecznika UKE!
Ponad 7 mln abonentów korzysta z internetu stacjonarnego, prawie 6 mln korzysta z internetu mobilnego i co warto podkreślić, pod względem dostępności internetu mobilnego jesteśmy na piątym miejscu w Europie, czyli dwa miejsca wyżej niż rok wcześniej. Ponad 80 proc. populacji ma dostęp do internetu mobilnego, w Unii Europejskiej ten wskaźnik kształtuje się na poziomie około 67 proc. – wyjaśnia Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
W UKE wiedzą, że Polacy mają dostęp do Internetu mobilnego, a mimo to chcą promować go w Warszawie za pomocą wolnych hotspotów. To mniej więcej tak samo dobry pomysł, jak wysyłanie na Saharę sprzedawców piasku.
Oczywiście wiem, że Internet mobilny to też taki, z którego korzysta się w domu, za pomocą modemu podłączonego do komputera. Ale nie oszukujmy się - kto chce mieć Internet w telefonie, to go ma. Ceny czy dostępność nie są problemem, więc możemy sobie na to pozwolić.
Polacy nie potrzebują “darmowego Internetu”. Mają swój, za który już zapłacili. Sami. Proszę, nie wyciągajmy z ich kieszeni pieniędzy na coś, czego nie potrzebują. Umiemy o siebie zadbać, o czym świadczą cytowane wyniki.