Wiele religii świata jako drogę do duchowej doskonałości wskazuje post. Okazuje się, że powstałe przed wiekami zalecenia nie są jedynie bezsensownym wymysłem, ale cenną radą. W najnowszych badaniach dowiedziono, że nasze mózgi pracują wydajniej, gdy jesteśmy głodni.
Morderca zdrowia i intelektu? (Fot. Flickr/jeffgunn/Lic. CC by)
Wiele religii świata jako drogę do duchowej doskonałości wskazuje post. Okazuje się, że powstałe przed wiekami zalecenia nie są jedynie bezsensownym wymysłem, ale cenną radą. W najnowszych badaniach dowiedziono, że nasze mózgi pracują wydajniej, gdy jesteśmy głodni.
Choć zaspokojenie głodu jest jedną z podstawowych potrzeb, zdobycze cywilizacyjne sprawiły, że zamiast spędzać pół dnia na pogoni za wiewiórką (na wypadek gdyby każdy widział się w archetypicznej roli niezwyciężonego łowcy mamutów – litości, mierzmy "zamiar podług sił"!), trzeba jedynie zwlec ciało z sofy i otworzyć drzwi lodówki.
Mimo że widmo głodu przestało być – przynajmniej w naszej części świata – powszechnym problemem, okazuje się, że nadmiar kalorii wcale nie jest pożądany. I nie mam tu wcale na myśli oczywistych efektów obżarstwa, jak uczucie przejedzenia, otyłość i choroby układu krążenia, ale mniej znane następstwa – gorszą pracę narządu, który zapewnił naszemu gatunkowi dominację na Ziemi.
Przejadanie się nie jest dobre dla mózgu (Fot. Flickr/chris.corwin/Lic. CC by-sa)
Przeprowadzone przez Uniwersytet Katolicki w Rzymie doświadczenia na myszach wykazały, że poza znanymi korzyściami z przestrzegania diety, jak lepsza kondycja i dłuższe życie, głód jest dobroczynny dla mózgu. Gryzonie wykazywały mniejszą podatność na chorobę Alzheimera (a gdy już wystąpiła, to miała łagodniejszy przebieg), mniejszą agresję i lepsze zdolności poznawcze.
Badacze odkryli, że dobroczynne następstwa niedojadania to efekt działania proteiny CREB1 odpowiedzialnej m.in. za funkcjonowanie pamięci, uczenie się i kontrolę niepokoju. Oddziaływanie CREB1 słabnie wraz z wiekiem, jednak deficyt kaloryczny nie tylko powoduje większą produkcję tej proteiny, ale również poprawia efekty jej działania.
Jak widać, założyciel Apple’a był mniejszym ekscentrykiem, niż mogło się wydawać – przytoczone w biografii Steve’a Jobsa słowa: „Masz mnóstwo witalności, gdy nie musisz trawić całego tego jedzenia”, okazują się teraz czymś więcej, niż tylko urojeniami bosonogiego świra.
Głód jest dobry dla myszy (Fot. Flickr/Tambako the Jaguar/Lic. CC by-nd)
Podczas doświadczeń badanym myszom dostarczano 70 proc. standardowej ilości kalorii. Prawdopodobnie podobny efekt ścisła dieta miałaby w przypadku ludzi, jednak jej wpływ na człowieka wymaga dalszych badań.
Znając jednak ludzką pomysłowość, można spodziewać się innego wariantu. Nie po to mamy nasze wspaniałe mózgi, by katować się głodówkami i spędzać święta przy akompaniamencie burczących brzuchów. Przecież chyba nikt - poza Jobsem - nie lubi chodzić głodny. Wystarczy stworzyć lek z proteiną CREB1, aby bez wyrzutów sumienia nadal zamawiać pizzę z podwójnym serem – pod warunkiem że zagryza się ją garścią pigułek.
Pisze odkąd pamięta. Oddycha sygnałem Wi-Fi, czci dziwne mieszanki herbat, a do krwiobiegu ma na stałe podłączony modem i kroplówkę z espresso. Wieczny malkontent, wielbiciel starych wynalazków i czasów, gdy światem rządziło Wspaniałe Pokolenie. Niezmiennie uważa, że światem nowych technologii ciągle wstrząsa seria informacji bez znaczenia, gdy te naprawdę istotne pozostają niemal niezauważone.