Godzina W w Enemy Front. Gry mogą świetnie promować polską historię! I szkoda, że ten potencjał nie jest wykorzystany
W tej chwili to właśnie z gier ludzie mogą dowiedzieć się czegoś o naszej historii. To powód do radości, ale też do refleksji. Bo zawsze mogło być lepiej.
Zdjęcie pomnika pochodzi z serwisu shutterstock.com
Adam Bednarek
Udostępnij
Już niebawem wyjątkowa, 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. 1. sierpnia nie tylko Warszawiacy zatrzymają się o 17:00, w Godzinę W, by uczcić tych, którzy brali udział w tym bohaterskim, choć skazanym na porażkę, zrywie.
Wirtualne powstanie w Enemy Front
Pisząc “nie tylko Warszawiacy” nie miałem na myśli wyłącznie Polaków z innych miast. Dzięki Enemy Front Godzinę W przeżyć będą mogli też gracze z całego świata.
1 sierpnia o godzinie 17.00 gra Enemy Front zostanie na minutę zatrzymana. W tym czasie gracze zostaną odesłani na portal www.itwasntagame.com, na której będą mieli możliwość obejrzenia wzruszającego dokumentu There is a city autorstwa Wojciecha Jeżowskiego, przeplatanego informacjami o Powstaniu, a także złożenia hołdu warszawskim Powstańcom.
Kapitalny pomysł. Gry to świetny nośnik informacji, także tych historycznych. My rzadko kiedy mieliśmy okazję, by w ten sposób o naszej historii mówić. Dużo w tym temacie robi CI Games - w Enemy Front pojawia się powstańcy wątek, w Dogfight 1942 autorzy nie zapomnieli o Dywizjonie 303.
Szkoda tylko, że do… niewielu. Znamy już pierwsze wyniki sprzedaży Enemy Front. Premierowy nakład wynosił 350 tysięcy, sprzedało się 35 tysięcy egzemplarzy. Czyli bardzo, bardzo słabo.
A średnia ocen nie zachęca, by w grę zagrać. 33/100 w wersji dla Xboksa 360? Dajcie spokój. Nieco lepiej jest na PS3 i pececie - odpowiednio 45/100 i 53/100 - ale to i tak za mało, by kogokolwiek przyciągnąć.
Na dodatek szanse na to, że ktoś z tych niecałych czterdziestu tysięcy zagra w Enemy Front 1. sierpnia o 17:00, są bardzo małe. Już się nagrali i pewnie mają dosyć.
Niewykorzystana szansa
Pomysł na promocję powstania jest więc świetny, ale nie oszukujmy się - zmarnowany. Enemy Front mogło zrobić dużo dobrego w tej sprawie, jednak jest zbyt słabą grą, by o wydarzeniu wielu usłyszało lub się nim zainteresowało.
To nie Call of Duty czy Battlefield, by codziennie serwery były oblegane.
WIDEO
Enemy Front: Warsaw Uprising Trailer
Myśląc więc o tej akcji nietrudno powiedzieć: “cholera, szkoda”. W tej chwili przypominają mi się specjalne wydarzenia organizowane w World of Tanks. Twórcy dodają nowe “farby” dla czołgów z symbolami, organizują bitwy. My też moglibyśmy mieć coś takiego.
Tyle że nie mamy gry, w którą grają miliony. Przykra różnica.
Chciałbym, żeby zagraniczni gracze grając w grę o polskiej historii, czuli się tak samo jak ja, kiedy grałem w Valiant Hearts: The Great War. Mnóstwo ciekawostek, sprytnie wplecionych w fabułę gry. Człowiek siedzi przed konsolą i po prostu się uczy. Zbiera przedmiot i dowiaduje się o życiu w obozie. Albo o okopach. Albo o wykorzystanych broniach.
Podejrzewam, że takie Valiant Hearts: The Great War zrobiło więcej dla wiedzy o I wojnie światowej niż lekcje historii w szkole. I podobnie mogłoby być z Enemy Front. Słowo klucz: mogło.
Mam jednak nadzieję, że ktoś jednak się obudzi i przestanie powtarzać bzdury, że polska historia “nikogo”. Błąd. Każda historia może interesować, pod warunkiem, że jest dobrze pokazana. Tego wciąż nam brakuje. I przykład Enemy Front to pokazuje. A raczej przypomina.