Niedawno pisaliśmy o dziele "I am" stworzonym przez Salvatore Garau, artystę pochodzącego z Santa Giusta na Sardynii. Nietypowa, bo niewidzialna rzeźba została sprzedana na aukcji organizowanej przez włoski dom aukcyjny - Art-Rite. Ludzie walczyli o nabycie czegoś, czego tak naprawdę nie ma i nie widać, o próżnię. Bo do tego można porównać dzieło sztuki.
Nabywca zapłacił za "I am" 15 tys. euro. W zamian dostał certyfikat potwierdzający autentyczność oraz zalecenia artysty, zgodnie z którymi rzeźbę należy umieścić w wolnej przestrzeni o wymiarach około 150 x 150 centymetrów. Zarówno dzieło sztuki, jak i jego cena wywołały niemałą sensację, ale jak się jednak okazuje, to nie koniec historii tej wyjątkowej transakcji.
Tom Miller, performer z USA oskarża Garau o ukradzenie mu pomysłu. Mężczyzna twierdzi, że już w 2016 jego rzeźba "Nic" miała trafić do Bo Diddley Community Plaza na Florydzie. Przekonuje nawet, że po wpisaniu w wyszukiwarkę Google kombinacji słów "Tom Miller" oraz "Nic", pojawią się dowody potwierdzające jego słowa. Nie wiadomo, w jaki sposób będzie wyglądała sądowa batalia o udowodnienie plagiatu, zwłaszcza że chodzi o niematerialną próżnię. Bez wątpienia sędziowie staną przed dużym wyzwaniem.