Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu?

Zastanawialiście się kiedyś, jaką historię opowiadają Wasze maile? Kiedy wysłaliście pierwszą wiadomość, jaki jest najstarszy mail w Waszej skrzynce i z jakich usług pocztowych korzystaliście? Próba przypomnienia sobie tych rzeczy przerodziła się u mnie w małą podróż w czasie i stała się okazją do refleksji, że ewolucja poczty świetnie ilustruje to, jak zmienił się Internet.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 1
Łukasz Michalik

Jaką pojemność mają nasze skrzynki pocztowe? Przypuszczam, że wielu z nas nie zaprząta sobie tym głowy. Z maila po prostu się korzysta, a dostawcy usług dobierają zazwyczaj takie parametry skrzynek, że – poza nielicznymi wyjątkami – typowy użytkownik nie musi się przejmować objętością maili. Normą są konta wielogigabajtowe albo z deklarowaną przez dostawcę, nieograniczoną powierzchnią.

@kki.net.pl

Moja pierwsza skrzynka pocztowa powstała na serwerze KKI. Adres miał formę login@kki.net.pl, usługa była darmowa i oferowała imponującą pojemność 3 MB. Dodatkowe 3 megabajty były przeznaczone na stronę WWW.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 2

Choć swoją pionierską epokę polski Internet miał już za sobą, był to czas, w którym dopiero powstawały pierwsze usługi w postaci choć trochę zbliżonej do tego, co znamy współcześnie. Prekursorem był Polbox, który na przełomie 1996 i 1997 roku udostępnił, jako pierwszy w Polsce, darmowe konta pocztowe, a niedługo później usługę hostingową, pozwalającą na publikację strony WWW.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 3
© Fot. Eff10.internetdsl.tpnet.pl

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to dzięki Polboksowi Polacy śmielej wkroczyli do Sieci. Dzięki darmowym kontom Polboksu (w szczytowym okresie było to ponad 200 tys. kont mailowych i ponad 40 tys. stron WWW) w Internecie zaroiło się od stron, pisanych znak po znaku w Notatniku lub edytorze tekstowym, jak słynny przed laty, polski Pajączek.

Alternatywą dla niego był wówczas udostępniany przez Microsoft edytor WYSYWIG o nazwie FrontPage, generujący kod, który wypalał oczy i obrażał każdą przeglądarkę. Trudne do przecenienia znaczenie dla rozwoju polskich stron WWW miał również kurs HTML, opracowany i udostępniony przez pracującego wówczas w redakcji PCkuriera Pawła Wimmera, który w jednym z wywiadów wspomina:

Paweł Wimmer:

Brakowało wtedy podręczników, istniała tylko dość trudna książeczka W. Macewicza, online nie było praktycznie żadnych polskich materiałów. Ściągnąłem sobie z Sandia Laboratory ówczesną specyfikację HTML i zacząłem żmudne przebijanie się przez zawiłości języka. (...) swoją walkę z językiem zacząłem dokumentować w notatkach, które postanowiłem upublicznić. 1 czerwca 1996 pojawiła się pierwsza wersja kursu, (...)

@space.pl

Lepsze jest wrogiem dobrego, co w przypadku poczty oznaczało dla mnie migrację na Space.pl. Był to serwis twórców O2, istniejący obok działającego do dzisiaj portalu i oferujący oszałamiającą pojemność 15 MB oraz fora dyskusyjne. O czym wtedy rozmawiano?

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 4

Pamiętam, że obok właściwego adresu używałem wówczas również aliasów. Była to epoka wielkiej popularności IRC-a, więc jeden z nich korzystał z domeny Irc.pl, a drugi – będący przedmiotem wielkiej dumy – z Microsux.com albo org. No cóż, niechęć do Microsoftu była wówczas wyjątkowo modna i równie powszechna, jak deklarowana niczym wyznanie wiary nienawiść do Telekomunikacji.

Nienawiść trochę irracjonalna, bo choć poziom usług ówczesnego dominującego operatora był - z dzisiejszej perspektywy - poniżej krytyki, to jednak numer 0202122 stał się powszechnie dostępną przepustką do Internetu. Podobnie, jak wprowadzony niedługo później obiekt marzeń w postaci stałego łącza SDI, zapewniającego transfer 115 kb/s (o ile nikt nie podniósł słuchawki telefonu - wtedy prędkość połączenia spadała o połowę). W wielu przypadkach to wystarczało, by - łamiąc warunki umowy - z takiego łącza korzystały całe, sąsiedzkie sieci.

Kury - Telekomunikacja

Trzeba przyznać, że tamte monopole wydają się – z perspektywy działań Google’a i Facebooka – szalenie poczciwe, niewinne i niegroźne.

Przełom wieków był zarazem czasem burzliwego rozwoju polskiej Sieci. Bańka dotcomów trzeszczała właśnie przed efektowną eksplozją, istotnym elementem internetowej tożsamości był tzw. UIN, identyfikujący w komunikatorze ICQ, a Łukasz Foltyn tworzył właśnie Gadu Gadu, będące początkowo aplikacją do SMS-ów..

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 5

Zwiększyła się również dostępność usług pocztowych – poza Polboksem, KKI i Onetem pojawiły się Space, O2, Box43.Gnet.pl i poczta oferowana przez resztę portali horyzontalnych. Alternatywą dla nich były takie, międzynarodowe serwisy jak Hotmail, Yahoo!, BigFoot czy CoolMail, oferujący maila dla osób bez dostępu do Internetu – nowe wiadomości można było odsłuchać podczas rozmowy telefonicznej. A polskie portale reklamowały się tak:

Kayah Arena.pl

@o2.pl

Niedługo później poczta na Space.pl przestałą działać, co zmusiło mnie do przesiadki na kolejne, darmowe konto. Naturalnym wyborem był O2, oferujący 20 megabajtów na maile. Przeskok jakościowy był widoczny – O2 nie tylko oferował więcej miejsca, ale pozwalał również na obsługę poczty z poziomu przeglądarki. Treści reklamowe, dołączane do maili czy niezliczone reklamy trafiające do skrzynki nie wywoływały wówczas emocji – były czymś naturalnym.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 6

Poczta na O2 służyła mi długo i – poza dużą ilością wiadomości reklamowych – zapisała się w pamięci raczej pozytywnie. Podobnie jak niekończące się eksperymenty z niezliczonymi klientami poczty, testowanymi w poszukiwaniu ideału. Pegasus Mail, Eudora, różne Outlooki, Thunderbird, Sylpheed (kapitalny dla minimalistów) czy w końcu The Bat, który towarzyszy mi do dzisiaj.

@gmail.com

Godnym następcą O2 okazał się w moim przypadku dopiero Gmail, dostępny początkowo tylko za zaproszeniem. W 2005 roku Gmail wydawał się pocztą idealną. Wprawdzie nie miał polskiego interfejsu, ale nie dość, że oferował gigantyczną pojemność konta, które niemal rosło w oczach za sprawą przesuwających się na stronie cyfr, to do tego działała magia marki.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 7

Nazwa Google kojarzyła się wówczas znacznie lepiej, niż obecnie. Dobra wyszukiwarka oraz uruchamiane sukcesywnie kolejne, przydatne usługi były tym, na co czekały miliony ludzi. W połowie dekady firma z Mountain View wciąż kojarzyła się raczej z przyjaznym startupem, któremu się udało, niż z nienasyconą bestią, żywiącą się danymi i wyskakującą na nas z lodówki.

Z czasem zaczęło się to zmieniać, a konto pocztowe zostało przekształcone w kluczowy element ekosystemu usług Google’a. Niezależnie od tego, co sądzimy o działaniach tej firmy, jednego nie można jej odmówić – to wygodne rozwiązanie.

@yandex.ru

Po latach wartą uwagi alternatywą dla propozycji Google’a stały się usługi Microsoftu, do których przepustką okazał się login poczty Hotmail, a następnie – od niedawna – Outlook. Trzeba przyznać, że od kiedy Microsoft unowocześnił wygląd swoich usług i zintegrował je z Office’em, Gmail zyskał groźnego konkurenta. Dlaczego zatem po tych wszystkich latach zdecydowałem się na poszukiwanie czegoś jeszcze innego?

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 8

Przyczyny były dwie. Jedna z nich to – może nieco naiwna – próba opóźnienia sytuacji, w której całość danych, związanych z moją aktywnością w Sieci stanowi własność jednej firmy. Trochę wie Google, trochę Microsoft i trochę Yandex, a całość znają jedynie znudzeni stażyści z NSA.

Druga przyczyna była bardziej praktyczna: od lat korzystam z poczty we własnej domenie, a rosyjski serwis oferuje nielimitowaną wielkość skrzynek i darmową obsługę zewnętrznych adresów, za co Google od lat, a Microsoft od niedawna, każą sobie płacić. Yandex to – na razie – koniec tej opowieści, choć zapewne z czasem pojawią się w niej nowe rozdziały.

Historia pisana mailami

Można ją potraktować jak zwykły wykaz kolejnych dostawców poczty, jednak sądzę, że to zarazem niezła ilustracja do tego, jak zmienia się w Polsce Internet i sposób, w jaki z niego korzystamy. Każda zmiana serwisu pocztowego to jakiś kamień milowy w rozwoju rynku – lokalni usługodawcy ustępują przed dużymi portalami, te tracą na rzecz firm działających globalnie, a największe, światowe korporacje okazują się – w określonych niszach – mniej atrakcyjne od na pozór egzotycznych konkurentów.

Od KKI.net.pl do Gmaila i Yandeksu. Jak moje maile opowiadają historię Internetu? 9

Podobną opowieść moglibyśmy zapewne prześledzić również w innych przypadkach, wspominając używane komunikatory, serwisy społecznościowe czy choćby źródła codziennych informacji.

Zostańmy jednak przy poczcie – jak wygląda Wasza historia? Gdzie założyliście pierwsze konto? Jaką datę ma najstarszy mail w skrzynce? Korzystacie od lat z jednego dostawcy usług, czy może często go zmieniacie? Może trzymacie pocztę na własnym serwerze? A może nie przywiązujecie do tego wagi, bo uważacie, że e-mail to przeżytek?

Źródło artykułu: WP Gadżetomania
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!