Oddamy gotówkę bez walki. Będą nas kontrolować - i co z tego?

Oddamy gotówkę bez walki. Będą nas kontrolować - i co z tego?
20.03.2014 00:44
Oddamy gotówkę bez walki. Będą nas kontrolować - i co z tego?
Adam Bednarek
Adam Bednarek

Bezgotówkowe transakcje to chyba główny dowód na to, że bardziej zależy nam na wygodzie niż na jakiejkolwiek ochronie własnej prywatności.

Na Wykopie natknąłem się na ciekawy tekst pt. „Kogo uwiera gotówka?”. Autor odnosił się do wiadomości o tym, że szefowie banków i osoby związane z Narodowym Bankiem Polskim twierdzą, że Polakom gotówka szkodzi. A skoro tak, to trzeba „walczyć z nadzwyczajnym przywiązaniem Polaków do banknotów i monet”, pisze autor, cytując „Dziennik Polski”.

Czy to źle? Oczywiście. Michał Górski wykorzystał kilka sensownych argumentów, aby wytłumaczyć, dlaczego szeroko rozumianej władzy gotówka przeszkadza. W skrócie:

  1. Transakcje bezgotówkowe łatwo kontrolować. Wszystkie nasze wydatki są rejestrowane, jesteśmy jak na talerzu.
  1. Wypłaty z konta łatwo wstrzymać. Cypr nie tak dawno był tego przykładem. Środki zablokowane, nie można mieć do nich dostępu. I wcale nie musi chodzić o kryzys. Władza konta może zablokować, by szantażować społeczeństwo.

To jednak niczego nie zmienia

Możliwe? Pewnie tak. Tylko co z tego? Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy tego świadomi. Wszyscy wiemy, że nasze zakupy są rejestrowane, że pewni ludzie wiedzą, gdzie kupowaliśmy, co i zapewne domyślają się też po co. Nikt nie robi tajemnicy z tego, czym handlujemy i z kim.

398255055364964512

Sami się wykładamy, jednocześnie wiedząc, że jest to niefajne i lepiej by było, żeby inwigilację ograniczyć. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Czytam komentarze i widzę, że ludzie są tego świadomi. Każdy jest.

Tylko że kiedy wchodzimy do sklepu, to i tak sięgamy po kartę, dzięki której możemy dokonać błyskawicznej transakcji. Inwigilacja fajna nie jest, ale wygoda jest ważniejsza. Przegraliśmy walkę o gotówkę, bo nie chciało nam pójść się do bankomatu.

Walkę o wolność przegraliśmy już zresztą dawno. Całkiem sympatycznie klika się na Facebooku „Stop ACTA”, przyjemnie szło się też na protesty, ale na tym cała bitwa się kończy. I nie mam do nikogo pretensji, bo wiem, że sam się do tego przyczyniłem. Ma rację nasz czytelnik Piotr Plip, który napisał: „Czy to nie jest tak, że to my sami jesteśmy sobie winni?”. Owszem, jesteśmy. Ale co z tego?

Oszołomy miały rację

Piotr Gnyp zauważył niedawno, że to „panikarze” i zwolennicy „teorii spiskowych” mieli rację – w Kinekcie kamera znalazła się nie przez przypadek, wykorzystano ją do inwigilacji. Microsoft niby tłumaczył się, że nic o tym nie wie, ale przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że musiał być świadomy.

398255055365292192

I co dalej? Sprzedaż Kinecta spadła? Ludzie wyrzucili swoje egzemplarze? To wszystko brzmi jak żart, bo doskonale wiemy, że nic takiego się nie stanie.

Tak samo jak nie zrezygnujemy z transakcji bezgotówkowej. Gotówka to dzisiaj problem nie dla władzy, ale dla naszego komfortu, co rzecz jasna niektórym będzie na rękę. Musimy pójść do bankomatu, musimy nosić pieniądze przy sobie, a przecież istnieje ryzyko, że pieniądze zgubimy lub ktoś nam je ukradnie. Z kartą jest podobnie, ale wystarczy jeden telefon, by złodzieja powstrzymać. Kto dziś powstrzyma go przed tym, by przestawał wydawać gotówkę?

Spełnione proroctwo

To oczywiście nie jest nic nowego ani nieoczywistego. Już Janusz Zajdel w „Limes Inferior” pisał:

Społeczeństwo epoki automatyzacji samo staje się jednym wielkim automatem, działającym prawie bezbłędnie. (…) Nie trzeba bawić się w detaliczne inwigilacje, prowadzenie kartotek, śledzenie każdego z osobna. Każdy krok każdego obywatela znaczony jest kolorowymi punktami zostawionymi na jego drodze: w sklepie, w automacie barowym, w kinie, w bramce metra, na Kluczu dziwki. Zamiast śledzić obywatela, wystarczy przejrzeć zapis bankowy jego wydatków.

398255055365619872

Zmieniło się tylko jedno: o ile wcześniej mogliśmy mieć nadzieję, że ktoś powie „dość!”, tak dziś wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna. Wszyscy są świadomi zagrożenia, wszyscy po cichu się buntują, ale to nic nie da, bo chęć wygody i komfortu jest silniejsza.

I dlatego Piotr Plip się myli: już od dawna nie mamy wyboru.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (8)