Sony rezygnuje z napędów DVD, a my z kontroli nad danymi

Fizyczne nośniki odchodzą do lamusa (Fot. Wikimedia Commons/Lic. CC BY 3.0)
Fizyczne nośniki odchodzą do lamusa (Fot. Wikimedia Commons/Lic. CC BY 3.0)
Łukasz Michalik

29.08.2012 09:00, aktual.: 10.03.2022 13:06

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Żegnamy się z fizycznymi nośnikami danych. Zmiany, jakie dokonują się za sprawą chmury, zostały dostrzeżone również przez Sony - japońska firma rezygnuje z produkcji komputerowych napędów DVD. Mogłoby się wydawać, że to niewielka strata, ale czy zastanawialiście się, co w ostatnich latach dzieje się z naszymi danymi?

Żegnamy się z fizycznymi nośnikami danych. Zmiany, jakie dokonują się za sprawą chmury, zostały dostrzeżone również przez Sony - japońska firma rezygnuje z produkcji komputerowych napędów DVD. Mogłoby się wydawać, że to niewielka strata, ale czy zastanawialiście się, co w ostatnich latach dzieje się z naszymi danymi?

Zgodnie z upublicznioną przez Sony informacją w marcu 2013 roku ofiarą cięć stanie się Sony Optiarc, utworzony w 2005 roku wspólnie z firmą NEC, dział odpowiedzialny za produkcję komputerowych napędów DVD.

O ile komentowanie biznesowego sensu takiej decyzji mija się z celem – przecież menedżerowie Sony wiedzą, a przynajmniej powinni wiedzieć, co robią - to rezygnacja z rynku fizycznych napędów wydaje się dobrym pretekstem do refleksji. Co stało się z danymi, które jeszcze nie tak dawno zalegały na naszych półkach?

Technologia wymusza zmianę nawyków

Trudno o bardziej symboliczny gest. To właśnie Sony przed wieloma laty opracowało napęd dla komputera Macintosh, dokładając swoją – niemałą – cegiełkę do sukcesu firmy Steve’a i Stephena. Choć prowadzona w tamtych latach walka Sony o popularyzację własnego standardu wideo została przegrana, to japoński gigant przez długie lata pozostawał potentatem na rynku nośników danych.

Czasy się jednak zmieniają, a fizyczne nośniki danych stają się coraz bardziej pamiątką dawnych czasów, kojarzoną z ZUS-em (tu znajdziecie test internetowej platformy ZUS-u), PKP i innymi tego typu wielkimi innowatorami. Z tego punktu widzenia decyzja Sony to dobitne potwierdzenie technologicznej zmiany, jaka dokonała się w ostatnich latach na naszych oczach.

Pisanie o tym, że coraz częściej korzystamy z chmury, coraz rzadziej słuchamy muzyki z CD, a kolekcja kaset wideo jest dziś równie osobliwa jak powszechne przed wiekiem spluwaczki, byłoby banałem. Dużo istotniejsza jest inna zmiana – nasze dane przestały mieć fizyczny wymiar.

Dane uwolnione od nośnika

Patrzę właśnie na swój komputer i zastanawiam się, kiedy ostatni raz korzystałem z jego napędu. Być może moja pamięć jest zawodna, ale w ciągu wielomiesięcznej eksploatacji jestem w stanie przypomnieć sobie tylko dwa takie momenty. Choć od każdej reguły znajdą się wyjątki, to przepytani przeze mnie znajomi stwierdzili, że z napędu dysków optycznych korzystają albo bardzo sporadycznie, albo wcale.

W takim kontekście decyzja Sony wydaje się trafna. Fizyczny nośnik stracił rację bytu, a jego powszechność zatrzymała się na pamiętającym miniony wiek standardzie DVD. Jego następca, Blu-ray, mimo wygranej walki z HD-DVD i możliwościach większych od poprzednika nie jest żadnym przełomem. Potwierdza to sztucznie pompowany przez konsole, ale i tak umiarkowany sukces tego standardu, wynikający z prostego faktu –mało kto go potrzebuje.

Z drugiej strony sami wpędziliśmy się w pułapkę, z której na razie nie widać wyjścia. Cyfrowa dystrybucja oznacza, że tracimy kontrolę nad tym, w jaki sposób wykorzystujemy produkt, za który zapłaciliśmy. Dawniej sytuacja wydawała się prosta – kupując np. grę, kupowaliśmy fizyczny przedmiot, którego zabezpieczenia - o ile istniały - były związane z nośnikiem lub zawartością pudełka. Mogliśmy postawić go na półce, pożyczyć, sprzedać albo użyć w roli podstawki pod talerz pierogów.

Wygoda czy kontrola?

Odejście od tego modelu jest całkiem wygodne, ale niekoniecznie musi być dla nas korzystne. Dobitnym przykładem tego stanu rzeczy są choćby ostatnie zmiany w regulaminie Steam, które jasno pokazują, gdzie jest miejsce klienta – ma bez szemrania zaakceptować niekorzystne zmiany regulaminu (jeśli tego nie zrobi, może stracić konto z grami bez żadnej refundacji), a następnie płacić i bić dziękczynne pokłony za możliwość subskrybowania gier.

Podałem przykład gier, ale dotyczy to niemal wszystkiego. Gdy zamiast lokalnego klienta poczty korzystamy wyłącznie z webmaila czy innych narzędzi, udostępnianych w podobny sposób, to błogosławiąc zalety chmury, nie zdziwmy się, gdy któregoś pięknego dnia nasze maile, kontakty czy dokumenty po prostu wyparują. Znikną i… nic na to nie poradzimy. „Warunki korzystania z usług Google” i większość regulaminów innych webowych usług stwierdzają jasno, że musimy się liczyć z taką możliwością.

Mimo tej niezbyt kuszącej perspektywy dane lądują w chmurze, a my cieszymy się możliwością korzystania z nich niezależnie od miejsca i tego, czy używamy laptopa, tabletu czy smartfona. W takim kontekście decyzja Sony nabiera trochę innego wydźwięku. Choć może być opisywana z czysto biznesowego lub technologicznego punktu widzenia, jest zarazem znakiem czasu – pokazuje, jak w imię wygody pozbywamy się kontroli nad naszymi danymi, dobrowolnie oddając je komuś innemu.

Źródło: Cnet

Źródło artykułu:WP Gadżetomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)